Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HITAmnesia: A Machine for Pigs (PC) ? recenzja cdaction.pl

Mr. MiH wtorek, 10 września 2013, 15:00 Recenzja
pc PC
Amnesia: A Machine for Pigs
Amnesia: A Machine for Pigs

Znajdujące się swego czasu na skraju bankructwa Frictional Games wydało tytuł, który miał być ich ostatnią deską ratunku. Ostatecznie ta „decha” w postaci Amnesia: Mroczny Obłęd nie tyle pozwoliła im odbić się od dna, co sprawiła, że tysiące graczy wrzeszczało po nocach o pomoc. Teraz Frictional wraz z zespołem thechineseroom próbuje przebić przerażający sukces oryginału. Recenzja cdaction.pl!

Horrory zawsze były dla mnie inną formą sportów ekstremalnych. Niezdrowa rozrywka dla sado-masochistów, którzy po ciemku ze słuchawkami na głowie wyduszają z siebie kolejne dawki adrenaliny oraz kobiecych wrzasków. Dla mnie pierwsza Amnezja była w szczególności takim cyfrowym odpowiednikiem ścigania się po polu minowym quadami na paliwo rakietowe. Oj tak, przy tej gierce nawet pierwsze „Ciche Wzgórza” wydawały się pociesznymi wieczorynkami. Czemu więc – do jasnej cholery – „Skleroza: Wihajster na Bekon” nagle okazała się marnymi popłuczynami po marce, która praktycznie spłodziła cały gatunek niezależnych survival-horrorów?

Amnesia: A Machine for Pigs
Dostępne na: PC
Grałem na: PC
Wersja językowa: angielska

Zanim mój tryb zrzędzenia wskoczy na wyższy bieg wpierw pokrótce wyjaśnię niewtajemniczonym czym była pierwotna Amnesia. Otóż Frictional Games stworzyło horror FPP, w którym uchwycono esencję paraliżującej paniki. Gracze przedzierali się w głąb ponurego zamczyska, rozwiązując proste zagadki z gatunku „przynieś, podaj, przestaw wajchę”, ale przede wszystkim kulili się ze strachu w mrocznych zakamarkach. Choć światło miało lecznicze właściwości dla naszego bohatera (przywracało „poczytalność”), to jednocześnie przyciągało nieustępliwe bestie, przed którymi jedyną formą obrony była histeryczna ucieczka przez labirynt korytarzy i pomieszczeń. Dezorientacja, łzy w oczach i krzyki graczy – był to horror, który wstrząsnął fundamentami zgrzybiałego gatunku. Co więc poszło nie tak, że pomimo zachowania całej konstrukcji oryginału twórcy i tak okaleczyli A Machine for Pigs?

Cóż, podejrzewam, że komuś w ekipie się po prostu w czterech literach poprzewracało od sławy. To albo niepotrzebnie skumplowali się z ludźmi odpowiedzialnymi za gloryfikowany symulator zdołowanego spacerowicza – Dear Esther. Niestety, thechineseroom może i potrafi zrobić dobrą atmosferę wraz z otoczką fabularną, ale o przyprawiającej o zimny pot grozie uczyli się chyba z „Ulicy Sezamkowej” (rozumiem, „Ciasteczkowy Potwór” mógł wprowadzić w błąd każdego laika). W końcu w horrorze nie chodzi o to żeby był przeraźliwie przegadany.

No właśnie, problem polega na tym, że historia jest jednocześnie najmocniejszą stroną gry, ale również źródłem spartolenia A Machine for Pigs. Pomijając wykorzystywany do znudzenia motyw „zerwanego filmu” (tytuł w końcu zobowiązuje) to jest coś niezdrowo wciągającego w odkrywaniu mrocznej przeszłości Oswalda Mandusa – dziewiętnastowiecznego magnata wieprzowego. Budzimy się biedakiem w samym środku londyńskiej nocy, aby w sklerotycznej malignie zacząć szukać dwójki zaginionych synów. Na domiar złego gdzieś w ponurych głębinach naszego mięsnego imperium szaleje potężna machina, będąca źródłem nadchodzącego koszmaru. Z początku nic nie ma sensu, a wszystko wydaje się chorą układanką. Kim jest pomagający nam przez interkom tajemniczy nieznajomy? Czemu w gargantuicznej posiadłości oraz przylegającej do niej fabryce nie ma żywej duszy? No i dlaczego na nasze życie dybią krzyżówki krwiożerczych tytanów z boczkiem?

Na te i wiele innych pytań znajdujemy odpowiedzi w trakcie mozolnej eksploracji zatęchłych zakamarków oraz ze zgromadzonych świstów z pamiętnika bohatera. Sęk w tym, że maniakalna wręcz potrzeba sprzedania nam ciekawego scenariusza przesłoniła projektantom, wydawałoby się, główny cel gry - straszenie. Wciąż nie jestem na 100% pewien czy to wina znieczulicy o jaką przyprawił mnie pierwowzór, czy też zwyczajnie twórcy dali ciała, ale A Machine for Pigs to po prostu miałki niby-horror. Pamiętam, że w „jedynce” spotkania z odrażającymi maszkarami za każdym razem powodowały odruch natychmiastowego udania w przeciwnym kierunku. Tutaj złowrogie „Prosięsztajny” są raczej upierdliwymi wrzodami, które bardzo szybko tracą „urok” i zamieniają się w tępe przeszkody. Ot, zadziała zasada „nadgorliwości gorszej od faszyzmu”, bo któryś z deweloperów wpadł na beznadziejny pomysł usunięcia wszelkich audiowizualnych smaczków jakie towarzyszyły pokrakom z poprzedniczki. Chryste, same wspomnienia wywołują u mnie ciarki na plecach: ta słyszalna palpitacja serca, wyimaginowane chrobotanie z tyłu głowy, pulsujący wzrok, a na końcu kakofonia kotów wrzucanych do szybu windy, gdy monstrum deptało nam po piętach. To że dla niektórych były to traumatyczne doznania powodujące wyparcie złych wspomnień wcale nie usprawiedliwia wymazania ich z kontynuacji gry.

Koniec końców jedyne pozytywne zmiany jakie zaszły w tej części to wycięcie systemu wyczerpującego się źródła światła (teraz nasza latarnia świeci non-stop) oraz usunięcie zbędnego menu ekwipunku. Cała reszta to zacna fabuła, która przez raptem 4 godziny ciągle zapomina, że ma korzenie w jednym z najstraszniejszych „przetrwaj-strachów” tej generacji. Amnesia amnezją, ale horror chyba nie jest elementem, który tak zwyczajnie może wypaść z głowy przy tworzeniu takiej gry, prawda?

Jak na 13 „juro” (i to po 20% zniżce przedpremierowej) jest to deczko za mało. Tym bardziej, że w tej chwili można również delektować się świeżutką porcją paniki w formie Outlast albo zwyczajnie pogrzebać w długiej liście nieustannie wypluwanych horrorów domowej roboty (w większości za friko). Jako fanatyk czuję się nie tyle zawiedziony, co wręcz oszukany, bo po tak zdolnej ekipie spodziewałem się znacznie więcej niż tylko słabej kalki niegdysiejszego hitu. Jeśli ktoś naprawdę uwielbia tę licencję to w sumie od biedy może dać szansę A Machine for Pigs, choć ostrzegam, że skończy się to na bolesnym niedosycie. Amatorom nocnych pisków oraz spontanicznie nawożonej bielizny proponuję poszukać szczęścia gdzieindziej.
 

 

Ocena: 2/6

Plusy
- dosyć ciekawa historia o chciwości, obłędzie i wieprzowinie
- poprawiono kilka bolączek poprzedniczki (brak polowania na światło)…

Minusy
- … a jednocześnie spartolono parę doskonałych rozwiązań (efekty towarzyszące straszeniu)
- draństwo jest za krótkie
- nie przeraża nawet w 1/10 tak jak pierwowzór
 

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
wtorek, 17 września 2013, 10:24   TiBi1Q20

Jeżeli to co jest tu napisane to prawda . . .
To się trochę na tej grze i twórcach zawiodłem.
Poczekam aż będzie kosztowała mniej niż 20łTo może wtedy kupię . . .

czwartek, 12 września 2013, 20:54   slocik

@skoczny
Nie spodziewaj sie cudow. Typowo, koles w sluchwce jest zly bo jest zly, a ty masz ciemna i mroczna przeszlosc.
Dokladnie kopiuj wklej poprzednia czesc, to nowe studio nawet nie sili na oryginalnosc ;/

czwartek, 12 września 2013, 20:20   skoczny

Jak wcześniej pisałem - jestem gdzieś w połowie gry i nie mam zamiaru psuć jej jeszcze bardziej grając w dzień.
Nie będę więc interpretował, a już na pewno nie publicznie (spoilery), ale mam nadzieję, że dotychczasowe notatki celowo wprowadzają w błąd przy interpretacji, bo to by było proste.
I jakoś w trakcie grania te pytania się nie nasuwają. A wierz mi, że staram się zaglądać w każdy kąt, by nie przeoczyć jakiejś notatki. Może nabierze to głębszego znaczenia po przejściu, ale nie teraz.

czwartek, 12 września 2013, 18:02   Nietrzezwyjasiu

To jest , to o czym pisałem. Nie ma nic na tacy. twórcy Amnesia bawią się nami podsyłają fragmenty układanki.Część tworzy sam gracz. To jest ten spacer. Muzyka ambient, i oglądanie świata, jak napisałem idąc do przodu ta gra nie ma sensu.

czwartek, 12 września 2013, 17:57   Nietrzezwyjasiu

skoczny Co powiesz mi o mieszkańcach domu w Amnesia? Piękne obrazy, przedstawiające ludzi i zwierzęta. Inne przedstawiają wydarzenia biblijne. Na stoliku, szafce leży biblia. Jedyne co tu nie pasuje to maski świni. Czym jest obraz świni, co ona reprezentuje? Dzieci wołające tato i zarazem śmierć, kogoś ..... . I zabawki na strychu, czemu? A łoże zakratowane? Muzyka ambient bardzo fajna. Prawie idealna jak twory Lustmord, Nordvarg, Inanna, Treha Sektori itp.

czwartek, 12 września 2013, 16:43   skoczny

No tak, tylko, że w Amnesii widzimy wszystko. By wyobraźnia mogła działać musielibyśmy ograniczyć jakoś widoczność (mgła w SH? większy mrok?). Tutaj widzimy wszystko - słabe tekstury, na słabych modelach.
Co do Lovecrafta - Kolor z Przestworzy, Muzyka Ericha Zanna, Szepcący w ciemności czy też Zew Cthulhu. Nie były to opowiadania, które tworzyły brzydotę i nawet jeśli się ona pojawiała to była wzmocniona naszą wyobraźnią. Nawet w takim krótkim Zimnie nie dostajemy szczegółowego opisu.

czwartek, 12 września 2013, 16:22   Nietrzezwyjasiu

"by działała wyobraźnia" tego należny wymagać od gry, by nas pobudzała, i sama coś tworzyła. Emocje, refleksje, rozwijała poczucie etyki itp. Kiedyś komiks był uważany za historyjki dla kretynów. Obecnie gry zajęły to zaszczytne miejsce. Warto gdyby się to zmieniło. Trochę tu generalizacji z mojej strony, ale cóż.

czwartek, 12 września 2013, 16:16   Nietrzezwyjasiu

"Robactwo toczyć się będzie u twego wezgłowia.Coś przypełznie i siądzie ci na twarz, kiedy spać będziesz." A karmią się i ciałem, i krwią i oddechem, i duszą ludzką. Księga Paktów z Księgi umarłego prawa. Piękna brzydota, wręcz cudowna. Tia wizualne piękno, twórcy za bardzo się na tym koncentrują, co osobiście mi to przeszkadza, bo wszystko inne przestaje istnieć. Wszystko ma być najpiękniejsze i ostre. A że grającego ma się za troglodytę to inna inszość. Piękno mamy za oknem, cytując Ciebie

czwartek, 12 września 2013, 15:58   skoczny

@Nietrzezwyjasiu: Chodziło mi o brzydotę wizualną, gra wygląda bardzo słabo. Dear Esther chociaż przykuwało nas ładnymi, zróżnicowanymi widokami. AAMFP wygląda staro.
A co do Lovecrafta. Jak dla mnie nie tworzył brzydoty, on się nią posługiwał do budowania klimatu (ten w nowej Amnesii też nie jest taki jak powinien) i samych historii, ale nigdy nie wysuwał jej na pierwszy plan. A bardzo często wręcz skąpił opisów, by działała wyobraźnia czytelnika.

czwartek, 12 września 2013, 15:43   Nietrzezwyjasiu

Skoczny Twój avatar - Lovecraft nie tworzył piękna, tylko coś przeciwnego. Lovecraft opisując starych bogów, brzydotę uczynił czym pięknym, bo tajemniczym. A Umberto Eco " Piękno Brzydoty" to co paskudne zawsze nas pociąga, bo jest inne. Co zaś się tyczy nudy, to rzecz gustu, dla przykładu dla mnie Dzwoń po Druty to posępna nuda. Biegasz, strzelasz, bum, bum, tratra ta i tak do zakichanej śmierci. Jednych kręci gloryfikacja wojny innych nie.

Podobne newsy

Artykuły

Moja kosztowała jeden punkt krwi i miała statystyki 7/7.

Komentarzy:
4

Długo musieliśmy siedzieć jak na szpilkach, wyczekując nowej adaptacji arcydzieła Franka Herberta. Czy teraz, gdy film wreszcie wszedł do polskich kin, warto kupić bilet na Arrakis?

Komentarzy:
15

Zainteresowani wiedzą już zapewne, że nowy Baldur nie będzie miał wiele wspólnego ze starym. Czy fan serii powinien zatem chwycić za Karsomira i z nabożną pieśnią w sercu ruszyć na siedzibę Lariana? A może jednak po 12 miesiącach we wczesnym dostępie udało się stworzyć coś, co przekona niedowiarków?

Komentarzy:
26

Przyniosłam w plecaku trochę Nintendo, trzecią część To the Moon oraz ostatnią grę twórców No Man’s Sky. Smacznego! 

Komentarzy:
2

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z