Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HIT[Kilkadziesiąt godzin z...] Destiny

Hut środa, 17 września 2014, 16:00 Recenzja
Destiny
Destiny

Destiny pod wieloma względami przypomina MMO, więc "Klka godzin" z tą grą nie oddałoby jej sprawiedliwości. Dlatego choć premiera już za nami, wrażenia publikujemy dopiero teraz – spędziwszy z nią już nie kilka godzin, a kilkadziesiąt.

Na oko, w teorii, Destiny to gra stworzona dla mnie. Od lat – a dokładniej od pewnego kosmicznego Sylwestra, ale to zupełnie inna historia... – uważam serię Halo za czołowe osiągnięcie w gatunku FPS-ów, więc nowego shootera studia Bungie powinienem łyknąć bez mrugnięcia okiem. Od dawna szukam MMO, które nie polegałoby wyłącznie na nieco bezmyślnym klikaniu przeciwnika (czy ikonki) w oczekiwaniu, aż padnie – więc sieciówka ubrana w szaty strzelanki powinna być się spełnieniem moich marzeń. Kiedy widzę, jak na ekranie wypełniają się paski; nieważne, czy długie czy grube, byleby jakieś punkciki w nie wpadały i tym samym zbliżały do kolejnego levelu – jestem w siódmym niebie. Uwielbiam klimaty sci-fi, więc krajobrazy Ziemi, Księżyca, Marsa i Wenus powinny wywołać we mnie dreszcze w okolicach miejsc intymnych. A otwarte światy? Bungie zdawało się je obiecywać, prawda? No więc zaliczyłem je wszystkie od czasu premiery GTA3. Sami widzicie – Destiny to gra wymyślona dla mnie. I chyba dlatego tak bardzo mnie zawiodła.


Pierwsza fałszywa nuta rozbrzmiewa chwilę po uruchomieniu gry. Genialny edytor postaci pozwala stworzyć własnego Strażnika (obrońcę galaktyki, a przede wszystkim Ziemi), potem czas na krótki loading i wpadamy prosto w cutscenę, w której Ghost, lewitujący w powietrzu robocik „ugłośniony” przez Petera Dinklage’a, znajduje nas gdzieś na stepie Nowej Rosji, jednej z miejscówek, w których toczy się akcja gry. Ta sama cutscena pokazuje zbliżających się „złych kosmitów”, więc kiedy Pete odlatuje w kierunku stojącego nieopodal industrialnego kompleksu, nalegając, byśmy tam właśnie się schronili, właściwie nie ma powodu, by go nie posłuchać. Tyle tylko, że to Destiny. Gra, która ma wreszcie pokazać, na co stać next-geny. Wyczekiwana, dająca swobodę, ta jedyna. Postanowiłem więc poczekać, aż patrol tych złych po mnie przyjdzie. Czekałem, Pete ekscytował się coraz bardziej, ale po jakimś czasie umilkł zupełnie. Ja zaś czekałem dalej, ale kosmici nie przyszli. A kiedy postanowiłem wyjść im na spotkanie, po kilku krokach okazało się, że stałem na klifie, z którego rozciągał się widok na cała okolicę. I oczywiście żadnych kosmitów nie było. Nie, nie mam pretensji o to, że Destiny to po prostu gra i tak mną próbuje reżyserować. Mam żal o to, że Bungie nie zadało sobie trudu, by tę wirtualność zamaskować. Wystarczyło wyspawnować tych cholernych kosmitów, którzy roznieśliby mnie w pył, bo nawet nie miałem broni. A przynajmniej ustawić na widoku jakieś krzaki, drzewa, czy inne zasłaniajki, które nie odkryłyby w całej okazałości słabości otwierającego grę skryptu. W tym właśnie leży słabość Destiny – to produkcja, która w teorii, w skryptach, w Excelu zgadza się zapewne znakomicie, ale nie oferuje nic ponad to; nie tworzy „przeżycia” czy „doświadczenia”, w zamian dając jedynie ścieżki do podążania, paski do wypełnienia, levele do zdobycia.

Lista tego, co dobre, nie jest niestety przesadnie długa. Na pewno umieścić trzeba na niej „widoczki” – Destiny to gra momentami porywająca wyglądem, krajobrazy czterech obiektów naszego układu planetarnego, które stały się tłem dla kampanii: Ziemi, Księżyca, Marsa i Wenus. Nawet jeśli pokryte są wyłącznie kosmicznym pyłem i kamieniami, jest w tych obrazkach coś takiego, co chwyci fanów sci-fi za serce. Całe tzw. „production values” stoją zresztą na najwyższym poziomie – menusy mają elegancki design, muzyka przygrywająca w tle mogłaby z powodzeniem trafić do wysokobudżetowego amerykańskiego filmu, wygląd postaci, modeli 3D zasługuje na piątkę zarówno pod względem technicznym (rozdzielczość tekstur, złożoność modeli), jak i estetycznym. Udała się także dynamika walki, płynność przemieszczania się po mapach, „czucie” strzelania – ale tylko z podstawowych broni, takich jak pistolet, strzelba czy karabin maszynowy. Pozostałe, bardziej wymyślne pukawki nie zachowują się już tak fajnie – dużo jest karabinów nieautomatycznych, przy których każdy strzał wymaga wciśnięcia spustu, parę broni „dzwinych”, np. energetyczne shotguny, które się ładuje, a potem biega z „naciągniętymi”, żeby wysłać serię w przeciwnika. Do każdej broni można się przyzwyczaić, ale to zawsze jest właśnie to – zawsze „przyzwyczajenie”, nigdy „radocha” z korzystania z jakiejś kosmicznej pukawki. Bo twórcach Halo i takich „ikonicznych” broni jak choćby Needler miałem prawo spodziewać się więcej.

To zresztą boli mnie najbardziej – to, że Destiny jest przeciętnym shooterem. Grupki przeciwników występują zawsze w konfiguracjach sporo małych cieniasów i jeden duży mini-boss, zawsze też zachowują się oni tak samo, identycznie wyglądają więc kolejne starcia z nimi. Wrogowie bardzo sporadycznie korzystają z nierówności terenu, chowają się za osłonami po to, by się schować, nie po to, by pod osłoną zająć lepszą pozycję, najgorsze zaś jest to, że w byle leszcza wpakować pół magazynka, zaś każdy większy przeciwnik pada dopiero po kilkukrotnym (!!!) przeładowaniu broni. Zamiast taktyki mamy więc proste „wciśnij spust i trzymaj wroga pod celownikiem przez 30 sekund, minutę, 5 minut”. To nie jest fajne. Ciekawiej robi się dopiero w multi, ale mapy, z odnogami, które prowadzą donikąd, albo z wąziutkimi platformami, z których można spaść w przepaść, tworzono chyba nie do końca zachowując wszystkie reguły sztuki.

Niezbyt widać również kolejny element, na który bardzo liczyłem – stworzenie emergentnego gameplayu poprzez usieciowienie rozgrywki. Obiecywano nam takie scenariusze: oto biegnę sobie, wykonując swoje zadania; nagle w jakiejś dolince natrafiam na grupkę innych graczy borykających się z jakimś „swoim” przeciwnikiem; postanawiam im pomóc, dołączam się do walki; potem przybijamy piątki, wykrzykujemy „Yay!” i każdy idzie w swoją stronę. Takie sytuacje są tutaj niezmiernie rzadkie (co ciekawe, częstsze na X360 niż PS4, czuć tu różnicę w liczbie posiadaczy konsol) i nie zawsze tak przyjazne, jak opisałem to powyżej. Inni gracze spawnują bowiem wokół siebie przeciwników na poziomie zbliżonym do swojego, kiedy więc trafi się na kogoś z levelem np. o 5 oczek wyższym, pomagając mu prosimy się o śmierć. Co więcej spotkania z innymi ludźmi występują wyłącznie w jednym z trybów gry – Patrolu – który na otwartej (ale wcale nie tak dużej) mapie pozwala rozgrywać proste misje typu „zabij X przeciwników” albo „oczyść obszar Y”. Ich Excellowy charakter sprawia, że nie ma sposobu by jakkolwiek się w nie wczuć – więc i spotkanie z innymi ludźmi nie buduje historii, a jedynie wywołuje refleksję typu „o, kolejny nieszczęśnik, taki jak ja, który wpadł w pętlę grindu”.


Koniec końców bowiem to wszystko, co Destiny oferuje - czysty, matematyczny grind; wypełnianie pasków, które otwierają kolejny pasek do wypełnienia. I proszę mi nie mówić, że o to przecież chodzi w grach MMO, bo nawet jeśli tak jest, to oferują one dużo większe możliwości interakcji z innymi graczami (tu można jedynie ukłonić się, wskazać im coś paluchem lub przed nimi zatańczyć), setki lootu (nawet jeśli matematycznie wyliczonego – tu jest go mało i jest niezbyt atrakcyjny, bo ogląda się go głównie w postaci ikonek), a także światy bardziej wysycone fabularnymi bibelotami. Grind w Destiny to grind księgowego, siedzącego samotnie nad kajetem w jakimś małym pokoiku na podaszu, nie grind wysokopoziomowego wojownika, torującego sobie drogę przez zastępy mobków z toporem.

Nie da się jednak ukryć, że Destiny ma coś – zapewne tę psychologicznie dobrze zresearchowaną matematykę w tle – co ciągnie do tego, by trochę tych pasków ponabijać. Trzeba też przyznać, że im dalej w las, tym gra staje się ciekawsza; pojawiają się fajniejsze bronie; bogatszy loot; mniej sztampowi przeciwnicy. „Kilka godzin z...” to jednak za mało, by do tej nieco fajniejszej gry dotrzeć – a to w dzisiejszych czasach, w których każda minuta jest cenna, zbrodnia niewybaczalna. Czy tylko dla mnie – przekonacie się już w najbliższy wtorek w nowym numerze CD-Action, gdzie pełną recenzję przygotował enki.  

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
wtorek, 23 września 2014, 17:31   Demilisz

W piśmie ocena 7+. To tyle w kwestii "na pewno dostało 9+ i otarło się o 10" :)

sobota, 20 września 2014, 21:51   Dziadparyski

Ładnie napisana recenzja.

piątek, 19 września 2014, 14:48   nerv0

Obejrzałem z tego trochę gameplayów i miałem z nich podobne odczucia. Może nie w kwestii tych skryptów i tworzenia iluzji, że gra jest czymś więcej, ale właśnie w kwestii tego nudnawego, mało urozmaiconego grindu.

czwartek, 18 września 2014, 14:18   Tesu

@Eliasz
Recki World of Warcraft (i wielu innych MMO takze) tez w takim razie byly nierzetelne, bo opieraly sie w glownej mierze na levelowaniu, a nie na end-game, ktory wprowadzono w podstawce dopiero jakis czas po premierze gry? Jesli droga do end-game jest mocno srednia i dla czesci osob nudna do tego stopnia, ze odbijaja sie one od gry, to znaczy to, ze ten aspekt rozgrywki zostal po prostu zle zrobiony, a nie ze trzeba to zignorowac, bo przeciez end-game bedzie lepszy...

czwartek, 18 września 2014, 13:51   Eliasz

Zważywszy, że oceniają tę grę po 3 dniach - gdzie nawet grając po 12 godzin dziennie nie jesteś w stanie trafić do endgame&039;u.
http:www.metacritic.com/game/playstation-4/destiny/critic-reviews
A największe zarzuty to: brak innowacyjności, że zawiodła oczekiwania itd.
To tak jak bym wsiadł do Audi r8 i ocenił na 6/10 bo myśłałem, że będę czuł się jak w Maclaren f1.

czwartek, 18 września 2014, 13:26   Tesu

@zielony666
Gdyby piekno grafiki bylo rownoznaczne z jakoscia i grywalnoscia gry, to seria Crysis sprzedawalaby sie lepiej od COD, BF i ARMA razem wzietych, a Minecraft bylby kaszanka, o ktorej malo kto slyszal... Poki co wersja na PS4 doczekala sie 60 branzowych recenzji, z czego wiekszosc recenzentow ocenila ja miedzy 6 a 8 w 10-stopniowej skali. Jak na nowa gre AAA autorstwa Bungie z intensywnym marketingiem i sporym hype to dosc kiepsko...

czwartek, 18 września 2014, 13:23   Demilisz

@Eliasz - przeczytałem. Szczerze? Dla mnie ten link to powód, żeby się trzymać od gamesradar z daleka. Jeżeli serwis zaczyna jakąś grę traktować specjalnie (a zakładam, ze z wieloma innymi nie czekali z oceną ponad tydzień) to po prostu oszukuje czytelników. Tak jak gram.pl, który niegdyś wstrzymał recenzję Wiedźmina 2 w oczekiwaniu na pierwszy duży patch. Też było nie fair.

czwartek, 18 września 2014, 13:07   Demilisz

@zielony666 - nie chcę Ciebie pozbawiać złudzeń, ale na zachodzie gra też nie zbiera cudownych ocen.

czwartek, 18 września 2014, 12:50   Danon666

Gra naprawde nie zaskakuje, spodziewałem się czegoś dużo lepszego. I co ja teraz biedny zrobie, kupiłem PS4 i nie mam w co grać, mam nadzieję że reszta tych exów będzie lepszej jakość bo jak narazie to zapowiada się powrót do PC.

czwartek, 18 września 2014, 12:49   zielony666

Taaa tylko leszcze z polskich portali mogą liczyć na kolę z biedronki:))). Już dawno po premierze, w cywilizowanych krajach dawno grają.

Podobne newsy

Destiny 2: Porzuceni - Wbrew nazwie Bungie nie porzuca swojej marki [WIDEO]

News
wtorek, 12 czerwca 2018

destiny-2-porzuceni---wbrew-nazwie-bungie-nie-porzuca-swojej-marki-wideo „Porzuca” natomiast jedną z kluczowych postaci.

Komentarzy:
2

Artykuły

Moja kosztowała jeden punkt krwi i miała statystyki 7/7.

Komentarzy:
4

Długo musieliśmy siedzieć jak na szpilkach, wyczekując nowej adaptacji arcydzieła Franka Herberta. Czy teraz, gdy film wreszcie wszedł do polskich kin, warto kupić bilet na Arrakis?

Komentarzy:
15

Zainteresowani wiedzą już zapewne, że nowy Baldur nie będzie miał wiele wspólnego ze starym. Czy fan serii powinien zatem chwycić za Karsomira i z nabożną pieśnią w sercu ruszyć na siedzibę Lariana? A może jednak po 12 miesiącach we wczesnym dostępie udało się stworzyć coś, co przekona niedowiarków?

Komentarzy:
26

Przyniosłam w plecaku trochę Nintendo, trzecią część To the Moon oraz ostatnią grę twórców No Man’s Sky. Smacznego! 

Komentarzy:
2

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z