18
28.09.2015, 12:15Lektura na 9 minut

[Już graliśmy] Wiedźmin 3: Serca z Kamienia

Jeśli dałoby się zmierzyć pasję poszczególnych redaktorów CDA do Dzikiego Gonu, moja pewnie byłaby znacznie poniżej średniej. Gdy jednak ludzie z CDP przegonili mnie siłą sprzed komputera z Sercami z Kamienia, pomyślałem "zakochałem się - w końcu w tych grach jest mniej sagi, a więcej opowiadań".


Cross

Kiedy podzieliłem się tą uwagą z twórcami gry, stwierdzili zadowoleni "taki był nasz zamiar". To już nie epicka opowieść w stylu pięcioksiągu Sapkowskiego, a bardziej kameralna historia, w której co chwilę czuć ducha "Ostatniego życzenia" czy "Trochę poświęcenia". Żegnajcie, wizyty na dworach Nilfgaardu, podróże między wymiarami i polityczne intrygi na ogromną skalę. Tym razem chodzi tylko o to, by wyjść bez trwałego uszczerbku na ciele i sercu ze zlecenia, które wydawało się tylko zwyczajną wiedźmińską robotą, a które oczywiście okropnie się pokomplikowało.

Wszystko zaczyna się od zdarcia z jednej z tablic w Velen niby przypadkowego ogłoszenia, którego autorem jest szlachcic imieniem Olgierd von Everec. Ot, "ubić bestię", brzmi jak typowe zadanie, które Geralt wykonywał w Dzikim Gonie wiele razy. Ta konkretna misja jednak pauzuje wątek Yen i Ciri, a wymaga od nas trzydziestego poziomu, więc wiadomo, że na rzeczy jest coś większego... i bardziej stosownego dla fanów liniowych gier, którzy przy setkach zadań w Dzikim Gonie poczuli się zagubieni. Jeśli komuś rozszerzenie wydaje się ciekawszą propozycją, niż podstawka, na pewno ucieszy go fakt, że DLC możemy ugryźć niemal w dowolnym momencie, nawet przed pierwszą wizytą w Białym Sadzie - możemy zbudować od razu "sercowy" build postaci na trzydziestym poziomie, ukończyć dodatek, a dopiero potem rozpocząć właściwą kampanię w Nowej Grze Plus. Przejdźmy więc do sedna sprawy, czyli fabuły. Celowo opisanej z jak najmniejszą liczbą konkretów, by zostawić wam jak najwięcej niespodzianek, ale wyczulonych na spoilery i tak proszę o opuszczenie lokalu. Co prawda może się wydawać, że zdradzam dużo, ale to tylko dlatego, że akcja wartko prze do przodu. Poniższe trzy akapity zawierają się w pierwszej godzinie głównego wątku.

wiedzmin-3-serca-z-kamienia-x1_177i0.png

Von Evereca zaczynamy szukać w dworku, którego wygląd od razu trąca znajomą strunę w sercu każdego, kto nie przesypiał lekcji historii. Po drobnej utarczce z humorystycznie niepełnosprawnymi ofiarami koszmarnego tatuażysty - znaczy się, obstawą Olgierda - po raz pierwszy spotykamy się ze zleceniodawcą. Ten zwany "atamanem" jegomość o dość sarmackiej aparycji traktuje dekadencję bardzo, ale to bardzo poważnie. Kiedy tylko wchodzimy do jego pokoju, znudzony rozbija cenne dzieło legendarnego rzeźbiarza, które dopiero zakupił z pobliskiego domu aukcyjnego. Czemu potrzebuje usług wiedźmina? Podobno zabójczy płaz, który upodobał sobie zamieszkanie w kanałach pod Oxenfurtem, pożarł jego ulubioną kucharkę, a ta zniewaga krwi wymaga. Tylko co biedaczka robiła w ściekach? Uwierzyła w plotkę, że tak naprawdę paskudny ropuch to zaklęty książę, i postanowiła odczarować go pocałunkiem. Tak, warto tu zaznaczyć, że graczy po raz kolejny czeka zalew nawiązań do wszelkiego sortu wyrobów (pop)kultury, często bliższy "Gigantom" i "Kaczorom Donaldom" w tłumaczeniu Drewnowskiego niż książkom AS-a. Ma to swoich fanów, ja na pewno nie jestem jednym z nich (wolę, gdy odwołań jest mniej, ale służą fabule bardziej niż szybkie mrugnięcie za czwartą scianę), niemniej szybko oszałamiające natężenie easter eggów przestało mi uwierać. Historia broni się i bez nich.

Zlecenie rzecz jasna nie odbywa się zgodnie z planem wyśledzić-zabić-zarobić, bo w kanałach czeka kilka niespodzianek. Niektóre z nich są przyjemne - choć spotkanie po latach z medyczką Shani nie odbywa się w miłych warunkach (zwłoki Redańczyków i ściany kanałów pokryte jadem utopców), od razu swoimi kwestiami dialogowymi i barwą głosu wzbudziła więcej mojej sympatii, niż Yennefer i Triss razem wzięte. Pozostałe siurpryzy... nie są już tak miłe. Dość powiedzieć, że parę godzin później Geralt znajduje się w celi śmierci, otoczony przez żołnierzy, których języka nie zna, ale których ton głosu sugeruje najgorsze groźby i inwektywy. W najczarniejszej godzinie przed kratami Białego Wilka zjawia się niejaki Pan Lusterko, czy jak kto woli, Gaunter O'Dim. Tajemniczy handlarz, który podczas poszukiwań Yennefer w Białym Sadzie pchnął nas we właściwym kierunku, znowu oferuje nam swoją pomoc - ale tym razem znacznie mniej bezinteresownie. Na ocalonej skórze wypala nam swoje piętno i obiecuje pozbyć się go dopiero wtedy, gdy pomożemy mu wyegzekwować dawny dług od pewnego szlachcica. Sprawa prezentuje się o tyle bardziej interesująco, że to ponoć ów pan zaplanował niedoszłą zgubę wiedźmina. Jak się nazywa? Rzecz jasna, Olgierd von Everec.

wiedzmin-3-serca-z-kamienia-x2_177i0.png

W tym momencie Geralt z Rivii staje się pionkiem w fascynującej rozgrywce między Gaunterem a Olgierdem. Ten pierwszy nieustannie poddaje w wątpliwość każdy czyn i każde słowo "atamana", ale sam nie budzi zaufania - choć jego tajemne moce Rzeźnik z Blaviken interpretuje jako zdolności dżina, Panu Lusterko z każdym dialogiem coraz bliżej do portretów literackich szatana. Imć von Everec z kolei nie przeczy oskarżeniom o liczne zbrodnie (z próbą wysłania głównego bohatera na stryczek na czele), ale białe plamy w jego biografii nie pozwalają potępić go od razu w czambuł. Ostatecznie obaj żywiący do siebie wyraźną urazę panowie przystają na umowę - Olgierd spłaci swój bliżej nieokreślony dług, jeśli Geralt i Gaunter spełnią jego trzy życzenia, z pozoru nieosiągalne. Zaczynamy zatem próby dokonania niemożliwego, jednocześnie prowadząc własne śledztwo na temat przymusowych zleceniodawców - jak się poznali, jakie są ich intencje, o co się umówili, kim właściwie są? To, że wkrótce nastąpi między nimi ostateczna konfrontacja, wydaje się nieuniknione, a my przecież chyba chcemy znaleźć się wtedy po właściwej stronie. No, przynajmniej nieco bardziej właściwej.

Do wykonywania kolejnych misji popychają nas jednak nie tylko palące znaki na twarzy. Kreatywność w projektowaniu zadań Redów daje tu o sobie znać w pełnej krasie - jeden konkretny quest sprawił, że musiałem odłożyć pada i powstrzymać atak śmiechu. Gdy Olgierd zleca nam sprawienie jego bratu Witoldowi najlepszej zabawy w jego życiu, drobnym problemem okazuje się fakt, że biedny Witold von Everec był kojfnął już dobre parę lat temu. O pomoc prosimy zatem Shani, która szuka akurat partnera na wesele koleżanki ze studiów. Po rytuale przywołania zmarłego kadzidłem staje przed nami duch rubasznego szlachcica, który oczywiście nie ma zamiaru imprezować w rodzinnym grobowcu. Rodzi się zatem plan - Geralt i Witold wyruszą w jednym ciele świętować zaślubiny przyjaciółki Shani. To, co się potem dzieje, przekroczyło wszystkie moje oczekiwania. Przypomnijcie sobie głos Jacka Rozenka, którego monotonny, cyniczny ton zdefiniował dla Polaków Białego Wilka. A teraz wyobraźcie sobie, jak rzuca do przypadkowych niewiast teksty pokroju "Bardzo się potłukłaś, gdy spadłaś z nieba?". Albo parodiuje oklepany schemat wiedźmińskich śledztw komentując znalezioną budę dla psa "Łańcuch... zerwany. Pewno żryć mu nie dawali. Albo połykacz ognia go wk...ił". Niemal płakałem ze śmiechu. A to wszystko przy bardzo uroczym pąsie równie uroczej Shani, z którą romans co prawda jest oderwany od sejwów z poprzednich części czy wyborów z Dzikiego Gonu, ale przy okazji napisany co najmniej przyzwoicie. Ponadto nie ma co się martwić na temat wzajemnej interakcji trzeciego Wiedźmina z sercowym dodatkiem - nasze wybory mają wpłynąć na linie dialogowe czy to w jednym, czy to w drugim. Zależy, co przejdziemy najpierw.

wiedzmin-3-serca-z-kamienia-x5_177i0.png

Dowcipny komentarz na temat batmanopodobnych dochodzeń z Dzikiego Gonu pokazuje, że Redzi słuchają forów i nie boją się autokrytyki. Walki z bossami są znacznie trudniejsze i ciekawsze, niż w podstawce... a przynajmniej byłyby takie, gdyby moja działająca od lat strategia "rzuć Quen i wal na ślepo" nie zniszczyła bez problemu na wysokim poziomie trudności imponującego potwora w oxenfurckich ściekach. Gdy wspomniałem o tym członkom studia, zrzucili to jednak na karb wczesnego builda, który będzie balansowany zresztą do ostatniej chwili. Reżyser dodał, że w najnowszej wersji gry do tego samego bossa musiał mimo doświadczenia z prac nad grą podchodzić trzy razy... na normalnym poziomie. W skrócie, ma być trudniej, ale wciąż sprawiedliwie. Trzymam za słowo. W ciągu dziesięciu godzin zmierzyć mamy się z około siedmioma unikalnymi bossami - niektórzy z nich będą opcjonalni, inni zamiast na otwartej walce będą polegali na odkryciu dość nietypowej strategii.

W tym dodatku nie mamy jeszcze do czynienia z zupełnie nowym regionem (ten ma się pojawić w rozszerzeniu pod tytułem Krew i wino, który, tu wstaw hip hip hurra, też ma przypominać formą bardziej opowiadanie niż sagę), ale dodane lokacje bardzo dobrze kleją się z tymi, które poznaliśmy dotychczas. Nie czuć też w jakikolwiek sposób, że oszczędzano na dodatkach, bo to "tylko DLC" - nowości zasługiwałyby na miano osobnej, bardziej liniowej gry. Poza paroma nowymi przedmiotami, talentami i usprawnieniami systemu walki dostaniemy w swoje ręce również potężne słowa runiczne. Wykonując stosowne zadania i płacąc sowite sumy specjaliście od run, otrzymamy możliwość wzmocnienia ekwipunku o specjalne zdolności. Niektóre z nich są dość żartobliwe (pierogowa runa, dzięki której wszystko smakuje jak pierogi, zauroczyła mnie), inne pozwolą nam na zwariowane zabawy z buildami postaci. Wyobraźcie sobie odzyskiwanie adrenaliny czy życia za każdy cios, a potem wejście w tłum z młynkiem. Albo wzbogacenie lekkiej zbroi o właściwości ciężkiego rynsztunku. Albo sprawienie, że miecz będzie przy uderzeniach rzucał za nas Igni. Do takich zabaw potrzebne będą fundusze godne Sknerusa McKwacza, ale efekt przy odrobinie pomyślunku i planowania może być piorunujący. CDP Red hołduje zasadzie, że przesadzona siła przedmiotów daje więcej radości, niż nudny balans. Zgadzam się z nimi całkowicie, mając tylko nadzieję, że z którymś zestawem run nie powtórzy się casus Quena, przez który w poprzednich wersjach Wiedźminów inne znaki często były po prostu zbędne. Nie powinno być też problemu ze zdobywaniem elementów do craftingu - wszystko możemy zakupić na miejscu.

wiedzmin-3-serca-z-kamienia-x4_177i0.png

Co można jeszcze dodać? Jestem diabelnie podekscytowany. Takiej historii o Wiedźminie - pozbawionej ogromnych intryg, skupionej na mniejszych historiach w tym świecie, weselach wieśniaków i szlacheckich układach - historii, w której Geralt chce po prostu dożyć kolejnego dnia, doczekać słodkogorzkiego zakończenia, wyczekiwałem od dawna. Do diabła, sam snułem sobie w głowie plany, jak wyglądałaby tego typu opowiastka w moim wykonaniu. Ludzie pytali mnie już kilka razy "Ty? Ty jesteś podekscytowany Wiedźminem?". Odpowiadam - tak. Cholernie. A jeśli ja się ekscytuję, maniacy poprzednich gier CDP powinni chyba jeszcze bardziej.

 

Cieszy:

- fabuła w stylu opowiadań, nie sagi
- quest z weselem niszczy i zabija
- runy to ciekawy dodatek
- bossowie prezentują się bardzo dobrze
- frajda, frajda, frajda

 

Niepokoi:

- build, który ogrywałem, nie miał jeszcze załatanych wszystkich problemów z balansem
- trooochę za dużo tu nawiązań
- trzymam kciuki, żeby na ostatniej prostej fabuła nie wykonała efektownego koziołka w rów (okej, póki co nie mam powodów do zmartwień, ale taka jest moja natura, że się martwię)

Redaktor
Cross
Wpisów2216

Obserwujących0

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze