CD Projekt chce być jak Rockstar
Mamy paranoję na punkcie zawodzenia ludzi. Nawet, gdy chodzi o proste ogłoszenie dla prasy, zawsze dumamy: co mamy powiedzieć? Jak powinniśmy to powiedzieć? Czy to uczciwe? Mamy firmowy test, którego używamy w najtrudniejszych sprawach: test „wyjaśniania tego tłumowi graczy”. Powiedzmy, że musimy dokonać decyzji w kwestii zawarcia tego czy tamtego elementu w grze, a potem wyjaśnić, dlaczego postąpiliśmy tak, a nie inaczej. Jeśli przekonamy samych siebie, jeśli chodzi o lepsze marże zysku, nie jest to pewnie właściwy wybór. Chodzi o dostarczenie graczom wartości. Skupiamy się, mamy wręcz obsesję na punkcie jakości… Jeśli dostajesz ósemki, nie osiągniesz poziomu sukcesu komercyjnego, jaki osiągniesz przy dziewiątkach. Średnia ocen recenzentów Wiedźmina 3 na Metacritic.com to 93, a średnia użytkowników to ponad 9. Niesamowite.
W ten sposób Marcin Iwiński, złotousty szef firmy tłumaczy, dlaczego zdecydował się na naśladowanie modelu wydawania gier kojarzonego z Valve, Blizzardem czy Bethesdą zamiast organizowania taśmy produkcyjnej wypluwającej z siebie co rok-dwa kolejny sequel. Wejście pomiędzy wspomniane nazwy w annały historii gier jest jego celem – Iwiński chce być szefem jednego z trzech najlepszych studiów na świecie, dlatego nie zdecydował się na rezygnację z niezależności i sprzedaż firmy zewnętrznym inwestorom. Chce, by jego studio było polskim Rockstarem, którego każda gra będzie gigantycznym wydarzeniem. Cóż, oby tylko w trakcie osiągania tego celu nauczyli się, jak ominąć problemów z niekończącym się crunchem, z którego Rockstar był w okolicach Red Dead Redemption wyjątkowo niesławny.
