Seria o życiu po apokalipsie zombie powraca. W tym roku usłyszymy więcej o State of Decay 3
Moda na nieumarłych w grach wideo zakończyła się już dawno temu i dalszą eksploatację tematu można bez problemu nazwać nekromancją, czyli poniekąd (nie)naturalną kontynuacją trendu. State of Decay 3 będzie kolejną próbą wskrzeszenia zainteresowania graczy symulatorem zarządzania kolonią w świecie po apokalipsie zombie.
Już „jedynka” była trochę spóźniona na złote lata całego trendu, ale przyjęła się nieźle. Sequel poprawił jej największe bolączki, dorzucił kooperację i kilka nowych pomysłów, przez co trafił do fanów pierwowzoru i niewiele więcej – gra zbierała raczej średnie oceny, ale Microsoft zdecydował się nie odpuszczać, zapowiadając State of Decay 3. Problem w tym, że to było już 6 lat temu… Ani razu nie widzieliśmy gry w akcji, bo dostaliśmy tylko prerenderowane zwiastuny, a 3 lata temu pojawiły się plotki o premierze przewidzianej na 2027 rok. Od tej pory ani Microsoft, ani pracujące nad grą studio Undead Labs nie zdradzili niczego na temat State of Decay 3. Zmieniło się to za sprawą Craiga Duncana, czyli byłego szefa studia Rare, obecnie stojącego na czele Xbox Games Studios. Duncan, zapytany o to, czy zombiaki podniosą łeb jeszcze w tym roku, odpowiedział dość sugestywnie:
Ludzie od PR-u by mnie zamordowali, gdybym odpowiedział na to pytanie, ale ujmę to tak: byłem z wizytą u developerów kilka razy w ostatnich 8 miesiącach. Mogłem pograć oraz zobaczyć, na jakim etapie jest produkcja i uważam, że idzie im całkiem nieźle. Jestem podekscytowany potencjałem i przyszłością tej marki (…). Wydaje mi się, że w tym roku usłyszymy o niej wiele rzeczy.
Craig Duncan, szef Xbox Games Studios

Klasyczna mowa-trawa i niewiele znacząca ekscytacja to jedno, ale jeśli State of Decay 3 faktycznie miałoby pojawić się już w przyszłym roku, to w najbliższych miesiącach powinna ruszyć nie tyle kampania marketingowa, co informacyjna. Seria kończy w tym roku 13 lat, a progres w sequelu względem poprzedniej części nie był aż tak znaczący. Jeśli Microsoftowi opłaca się utrzymywać produkcję „trójki”, to wprowadzenie większych zmian lub znaczących nowości jest jedynym, co może tę grę sprzedać.
Największym wrogiem State of Decay 3 będzie poprzednia część. Undead Labs w czasie popremierowego rozwoju wydało blisko 40 aktualizacji, dzięki czemu produkcja do dziś jest zaskakująco grywalna. Na większe zmiany wskazywałoby także znaczące rozbudowanie firmy – w materiale z 2024 roku dowiedzieliśmy się, że nad „jedynką” pracowało około 20 osób. Nad kontynuacją już około 60, a od tamtej pory studio powiększyło się dwukrotnie i nic nie wskazuje na to, by zostało dotknięte jedną z fal zwolnień w Microsofcie. State of Decay 3 raczej nie sprawi, że przebrzmiały temat wróci na szczyt, ale pomysł na grę, szczególnie w czasach dużego zainteresowania symulatorami jako takimi, ciągle może kryć potencjał.
