StarRupture zaliczyło małe wejście smoka. Ta polska gra, mimo wad, potrafi uzależnić jak Factorio czy Green Hell

StarRupture zaliczyło małe wejście smoka. Ta polska gra, mimo wad, potrafi uzależnić jak Factorio czy Green Hell
Survivali ci u nas dostatek, ale polskie StarRupture przyjęliśmy ze szczególną radością. Miks FPS-a z Factorio zażarł jak złoto, bo mimo wczesnodostępowych bolączek ma to magiczne „coś”, dzięki czemu trudno się oderwać. I ogromny potencjał.

Dawno temu twórcy pierwszego Deus Eksa wiedzieli, że ich dzieło nie ma szans w starciu z Neverwinter Nights jako „czysty” przedstawiciel RPG ani z takimi gigantami jak Quake, gdyby patrzeć na DE jak na strzelankę. W poszczególnych elementach teoretycznie brakowało grze głębi, lecz jako mikstura sporządzona z kilku ekstraktów – zmieniła gaming. StarRupture studia Creepy Jar raczej rewolucji nie wywoła, ale za to ściągnęło na siebie uwagę i spodobało się tysiącom graczy. Choć spłaszcza pojedyncze aspekty gatunków, z których czerpie, to połączenie FPS-a, survivalu i zarządzania w stylu Factorio czy Satisfactory dotarło do wielu osób. Ten „składak” zapewnia dosyć intensywną, dynamiczną jazdę przez obcą planetę i w magiczny sposób wciąga, mimo że widzimy mielizny typowe dla early accessu.

Takie są fakty

Profil StarRupture na SteamDB pokazuje, że niemal codziennie do gry w szczytowym momencie zasiada ponad 18 tys. osób, a rekord z 11 stycznia wynosił blisko 43 tys. uczestników. Nieźle, jak na tytuł, który jeszcze nie wyszedł w wersji 1.0. Oczywiście, jeśli przyjrzeć się redditowym czy steamowym opiniom, produkcja polskiego Creepy Jar część osób wymęczyła, jednak generalnie narobiła wokół siebie pozytywnego szumu.

Po kilku godzinach obcowania z wczesnym dostępem jestem w stanie zrozumieć ten mały wielki fenomen. Tak jak fakt, że gracze mogą chcieć zatrzymać się tu na dłużej. Oczywiście na pozytywną atmosferę wpływa też dobry kontakt producenta ze społecznością (jawna lista błędów do naprawy), ale to tylko część sekretu. A główna przyczyna? StarRupture to jedna z tych produkcji, gdzie całość wypada lepiej, niż wskazywałyby pojedyncze składniki.

StarRupture

StarRupture to fantazja o odkrywaniu nowego lądu

Umówmy się, wielka przygoda, opowieść o wyruszeniu w nieznane, odkrywaniu sekretów nowego lądu (oraz o tych, którzy próbowali dokonać tego przed nami…) – to zawsze magnetyzuje, jeśli tylko twórca nie zrobił wszystkiego, by odepchnąć odbiorcę. W każdym innym wypadku powinno działać nawet wtedy, gdy zamkniemy ten motyw w szczątkowej fabule. A tak na razie prezentuje się historia w StarRupture. Jest raczej pretekstowa, choć podejrzewam, że w finalnej wersji produkcji odegra nieco większą rolę. Póki co sprawa wygląda tak: jako jeden z czworga zesłańców (żołnierz, naukowiec, medyk i pani inżynier) budzisz się na bogatej w minerały planecie i… działaj!

Oczywiście z czasem pojawiają się niuanse. Wprawdzie bohaterowie mechanicznie niczym się na razie nie różnią, lecz mają trochę osobowości i charyzmy – ich dialogowe reakcje na świat oparto na odrębnych postawach i doświadczeniach (jak powód, przez który zostali przydzieleni do tej roboty). Prowadzi to do liniowych, ale dowcipnych wymian zdań z innymi przedstawicielami ekipy i wspierającą nas sztuczną inteligencją. Gdzieś tam na trzecim planie paradowały mi skojarzenia z The Outer Worlds 2 (recenzowałem je w numerze CDA dostępnym obecnie na półkach, zapraszam!) – przez połączenie humoru wycelowanego w bezduszne korporacje z lekką, przyjemną dla oka paletą barw. Przemierzany glob też nie jest przypadkowy – to bogata w zasoby, lecz trudna do okiełznania planeta, gdzie rytm życia wyznaczają kataklizmy (spotykałem się głównie z nawałnicą ognia, potem dochodzą inne atrakcje), przed którymi trzeba się chować.

StarRupture

StarRupture wciąga pętlą rozgrywki

Atmosfera i namiastka fabuły to jedno, ale o sukcesie gry w early accessie zdecydowały inne czynniki – przede wszystkim piekielnie wciągający gameplay loop. Zabawa sprowadza się do eksploracji w poszukiwaniu surowców, ciekawych miejscówek i odpowiedniej przestrzeni, by postawić kolejną bazę. Mechaniczna crème de la crème kryje się właśnie tutaj – w montowaniu linii produkcyjnych i zarządzaniu kolejnymi placówkami.

Zaczynamy od wybrania obszaru bogatego w zasoby oraz montażu rdzenia bazy, habitatu i drukarki, dzięki której wytwarzamy podstawowy budulec (potem jej znaczenie jeszcze wzrośnie). Zaopatrzeni w odpowiednie narzędzia, musimy zająć się postawieniem źródła energii oraz linii produkcyjnej od kopalni aż do automatu. Tym samym wysyłamy korporacyjnym włodarzom przetworzone rudy metali i innych surowców – liczcie się z tym, że będziecie przemeblowywać i powiększać już gotowe placówki. Element pozyskiwania i obróbki minerałów może nie okazuje się tak rozbudowany jak w Factorio czy Satisfactory, ale na potrzeby survivalowej gry akcji wystarczy z nawiązką. Zwłaszcza że ładnie napędza inne komponenty gameplayu, w tym eksplorację i walkę.

StarRupture

Żeby zapunktować u korporacji, które dają nam dostęp do nowych budynków i technologii, musimy nie tylko słać przetworzone materiały, ale też prowadzić badania. A nie wszystkie złoża i nie wszystkie roślinki znajdziemy pod ręką. Trzeba więc wyruszać na poszukiwania, stawiać nowe placówki, a w związku z tym pilnować też odstępów między kolejnymi burzami ognia, by nas żadna nie złapała na odsłoniętym terenie. Należy również liczyć się z faktem, że tu czy tam potkniemy się o przedstawicieli lokalnej fauny – agresywne, jadowite robactwo strzegące swego terytorium.

Bez broni się więc nie obejdzie. Dysponujemy podstawową armatą, która jednocześnie służy do pozyskiwania „podręcznych” zasobów, ale to nie wystarczy, gdy wraże siły nacierają chmarami. Kolejne giwery musimy zatem stworzyć na podstawie schematów otrzymywanych od odpowiedniej firmy za dobre sprawowanie. To samo z żywnością i napojami (zajmuje się nimi oczywiście inne korpo – balansowanie między potrzebami poszczególnych „brandów” i dostosowywanie do nich linii produkcyjnych to też element ubarwiający zabawę).

Poszukiwanie rozwiązania jednego niedoboru czy problemu generuje kolejne zadania do wykonania, do tego stopnia, że – nawet jeśli okazują się one powtarzalne – zawsze mamy co robić i nie będziemy narzekać na nudę.

StarRupture

Rzeczy ulotne

Mimo że gra oferuje sporo mechanik – a niektóre zależności można by lepiej objaśniać – nie przytłacza. Wszystko dzięki specyficznej lekkości gameplayu i dosyć szybkiemu tempu. Jasne, przekłada się to na pewną presję, by sprawnie ogarniać stale rozrastające się linie produkcyjne, a w dodatku musimy jeszcze pamiętać o walce z coraz groźniejszymi i liczniejszymi przeciwnikami, ale to wszystko składa się w całość dzięki odpowiedniej dynamice. W żadnym momencie nie czułem, że strzelanie doczepiono tu, „aby było” (choć mam nadzieję, iż twórcy popracują nad różnorodnością wrogów).

Nawet gdy wskoczyłem na sensowny poziom technologiczny i mogłem powiedzieć „na dziś dość”, chciałem zwiedzać planetę dalej, dowiedzieć się, co czeka za następnym wzgórzem z jakimś nowym, nieznanym obiektem wbitym między skały. Samo budowanie bazy sprawiało mi ogromną frajdę i podejrzewam, że fanowskie Discordy oraz Reddity zostaną zalane screenami z fantazyjnymi projektami instalacji wydobywczo-przetwórczych.

StarRupture

Wszystko dlatego, że gra – mimo survivalowej intensywności – zapewnia nam poczucie uczestnictwa w wielkiej przygodzie (nawet jeśli sponsorowanej przez chciwców z dystopijnej korporzeczywistości), a nie w udręce, która ma sprowadzić odbiorcę i jego postać do parteru. To nie klimat budowania w znoju i naprzeciw wszystkiemu (choć tak bywa), tylko zabawa w odkrywcę na nieznanym lądzie.

Dodajmy do tego przyjemną grafikę upichconą na ostatnim Unrealu (z wszystkimi dobrodziejstwami i klątwami z tego wynikającymi, np. z doczytywaniem się tekstur) i bardzo dobrą oprawę dźwiękową – tak muzyczne ambienty, jak i odgłosy tła czy interakcji ze światem robią niezłe wrażenie. Nawet strzelanie wypada dosyć angażująco i w miarę responsywnie. Lepiej niż w wielu survivalach.

Teraz przed Creepy Jar stoi jedno zadanie – nie schrzanić tego. Rozbudowywać produkcję, poprawiać balans tu i tam, dodawać nowe elementy rozgrywki, zadbać o historię (może większe gameplayowe zróżnicowanie postaci, ale – szczerze – nie upieram się przy tym, jest coś sympatycznego w tym, że to tylko wybór nastawienia). Bo tytuł po takim porządnym starcie zasługuje na równy, długi lot.

Jedna odpowiedź do “StarRupture zaliczyło małe wejście smoka. Ta polska gra, mimo wad, potrafi uzależnić jak Factorio czy Green Hell”

  1. Czy to sensowna subnautica na lądzie plus strzelanie?

Skomentuj