Ta fenomenalna strategia RPG w stylu XCOM ma premierę już niedługo, a najpewniej większość ludzi ją przegapi. Koniecznie dodajcie Menace do swojej listy życzeń [JUŻ GRALIŚMY]

Ta fenomenalna strategia RPG w stylu XCOM ma premierę już niedługo, a najpewniej większość ludzi ją przegapi. Koniecznie dodajcie Menace do swojej listy życzeń [JUŻ GRALIŚMY]
Produkcje z taktyczną turową walką łatwo mnie wciągają, szczególnie jeśli łączą ją z mechaniką zarządzania bazą. Tego typu pętla rozgrywki aktywuje w moim mózgu neuron, przez który nie mogę oderwać się od danego tytułu. Po 10 godzinach we wczesnym dostępie Menace stwierdzam, że ma ono szansę stać się moją nową hiperfiksacją.

Ostatnią taką produkcją był dla mnie XCOM: Chimera Squad. Spin-off znanej serii o strzelaniu do kosmitów cenię przede wszystkim za to, jak twórcy wydestylowali w nim czystą esencję taktycznych starć. Kompaktowość map i krótkie misje pozwalają skupić się na frajdzie płynącej z rozwiązywania niewielkich łamigłówek, jakimi są zajęte przez wroga pomieszczenia czy place. Choć Menace pozornie robi wiele rzeczy na odwrót, wrażenia w odbiorcy wywołuje zaskakująco podobne.

Pozory mylą

Główna różnica to większa skala konfliktu, wypływająca na wszystkie aspekty rozgrywki. Dowodzimy nie pojedynczymi agentami, lecz prowadzonymi przez nich niewielkimi oddziałami oraz pojazdami. Teatrem działań są tu nie ciasne korytarze, tylko zakryte mgłą wojny pola, lasy, wioski i bazy wojskowe. Cięższy sprzęt oraz liczniejsze jednostki to z kolei bogatszy zbiór mechanik i statystyk, takich jak morale czy rozbudowany system opancerzenia.

Piraci skutecznie wykorzystują pojazdy i otoczenie.

Logika podpowiada, że powinniśmy w konsekwencji otrzymać produkt wolniejszy i trudniejszy w obsłudze. Mimo to dzieło twórców z Overhype Studios (którzy zdobyli wcześniej doświadczenie, pracując nad udanym Battle Brothers) jest dynamiczne i emocjonujące, a większość misji damy radę ukończyć w kwadrans. Najpierw odbierzemy jednak kilka brutalnych lekcji, ponieważ pierwsze kontakty z grą boleśnie wypunktują wszelkie braki naszego zmysłu taktycznego.

Na koniec świata i jeszcze dalej!

Nauki w okrutnej szkole życia pobiera również główny bohater Menace. Bezimienna postać ze stopniem majora zapewne liczyła na wygodną posadkę dowódcy średniego szczebla, gdy zgłaszała się do udziału w misji w odległym i opanowanym bezprawiem zakątku galaktyki, zwanym Zadrożami. Ekspedycja wysłana przez międzygwiezdne ludzkie imperium napotyka problemy już na samym starcie. Statek ORKT Impetus zostaje poważnie uszkodzony, a większość kadry przywódczej pochłania pustka.

Im wyższy poziom wywiadu, tym więcej dowiemy się o typie i położeniu przeciwników przed misją.

Nasz major, na swoje szczęście lub nieszczęście, to najstarszy stopniem członek wyprawy, który przeżył katastrofę. Obejmujemy razem z nim dowództwo nad zdziesiątkowanymi siłami marines, a naszym celem nie jest już kolonizacja, tylko przetrwanie w nieprzyjaznym, nękanym przez obcych, piratów i inne paskudztwa systemie oraz być może wkupienie się w łaski frakcji rozdających karty w regionie.

Bękarty wojny

Osiągniemy to, pomagając stronnictwom w zwalczaniu zagrażających ich planetom sił w ramach tzw. operacji. Każda składa się z kilku proceduralnie generowanych misji, które wybierzemy z rozgałęziającego się drzewka. Zadania różnią się typami przeciwników i krajobrazów, a także warunkiem zwycięstwa, rozstawieniem wrogów i nagrodami. W jednych bronimy osady przed nacierającymi ze wszystkich stron oddziałami nieprzyjaciela, w innych eskortujemy cywili lub przeczesujemy mapę, by znaleźć i zniszczyć ukrywające się wraże oddziały.

Na śnieżnych równinach trudno się schować przed ostrzałem.

Bez względu na scenariusz nasi wojacy zawsze mierzą się z przeważającymi siłami. Żeby poradzić sobie ze stawianym przez Menace wyzwaniem, musimy być metodyczni i ostrożni, bo gra nie wybacza błędów. Jako że znamy położenie tylko tych przeciwników, którzy znajdują się w zasięgu wzroku, zbytnie wysunięcie się do przodu może poskutkować zmieceniem naszego oddziału z powierzchni planety. Odpowiedni zwiad i skakanie między osłonami stanowią klucz do sukcesu, ponieważ różnica w stratach ponoszonych przez cel stojący w szczerym polu w porównaniu z jednostkami okopanymi za dogodnym murkiem czy laskiem jest ogromna.

Krew, pot i łzy

Eliminacja nie odbywa się tylko poprzez zadawanie fizycznych obrażeń. Równie ważną rolę odgrywa tu morale, mogące ucierpieć, gdy żołnierze znajdą się pod intensywnym ostrzałem broni lub staną się świadkami ciężkich strat poniesionych przez kolegów. Zależnie od tego, jak bardzo obniży się ich zapał do walki, oddziały otrzymają kary do celności i punktów akcji, ominą swoją turę, a nawet wezmą nogi za pas.

Nie każda broń jest tak samo skuteczna na bliskim dystansie.

Nieco innymi prawami rządzą się pojazdy. Większość broni mniejszego kalibru przyjmują na pancerz, a ich twarde kadłuby nie znają pojęcia strachu, co w połączeniu z możliwością dawania osłony piechocie sprawia, że trudno się bez nich obyć. Można je jednak pokiereszować przy użyciu cięższego sprzętu, atakując wrażliwsze boki i tył, takie uszkodzenia są zaś dużo bardziej bolesne i długotrwałe od krzywdy zadanej piechurom.

Andrzeju, nie denerwuj się

Zniszczonych modułów czołgu lub transportera niekiedy nie da się tak po prostu naprawić i może się okazać, że będziemy musieli obyć się bez ostrzelanego sprzętu do końca operacji. Straty poniesione w ludziach możemy zawsze uzupełnić po zakończonym starciu, dodając rekrutów w zamian za osłabione jednostki. Takich i innych zmian, np. wymiany broni czy pancerza, dokonamy na ekranie zarządzania drużyną pomiędzy misjami.

Menace zachęca nas do żonglowania oddziałami, które męczą się z biegiem czasu i rozwijają się tym wolniej, im więcej już zebrały doświadczenia. Ich centralnymi postaciami są dowódcy drużyn, czyli bohaterowie z własnymi imionami, charakterem, kwestiami dialogowymi i historiami, wpływający na specjalizację dołączonych do nich rekrutów. Tych mamy na starcie do wyboru ośmiu, później dochodzą do nich lokalsi, dostępni do zwerbowania w trakcie kampanii. Wywodzący się z Marsa podkomendni Marty Cardy stawiają na ilość, nie jakość, ale ich celność i dyscyplina wzrasta z każdą kolejną turą, a komandosi dowodzeni przez Jane Darby są lepsi w ukrywaniu się, wykonywane przez owych żołnierzy ataki mają zaś szansę unieszkodliwić broń specjalną celu.

Misje zapewniają nam tymczasowe bonusy, trwające do końca operacji.

Szeregowiec Ryan

Sposób, w jaki wszystkie mechaniki wchodzą ze sobą w interakcję, sprawia, że Menace wyjątkowo wciąga. Musimy ciągle myśleć o kolejności, w której aktywujemy oddziały, np. żeby w porę schować wystawioną na ostrzał jednostkę lub przygwoździć najcięższą broń wroga, by obniżyć jej efektywność, zanim wykona swój ruch. Choć liczba typów misji jest skończona, ogromny wpływ na ich przebieg ma rodzaj przeciwników, co ciągle zmusza nas do dostosowywania taktyki.

Obcy są bardzo liczni, ale rzadko wykorzystują osłony, a ich pojedyncze okazy łatwo zmusić do ucieczki. Po wykonaniu kilku operacji z rzędu przeciwko nim ucieszyłem się, że zaczynam łapać, o co w tej grze chodzi. Mina mi szybko zrzedła, gdy w kolejnej misji piraci zasypali mnie gradem kul zza okopanych pozycji, przygważdżając moje jednostki i poważnie ograniczając ich pole manewru. Tylko dzięki ostatecznemu poświęceniu jednego z dowódców drużyn pozostałym oddziałom udało się okrążyć wioskę i wystrzelać bandytów.

Łyżka dziegciu

Zresztą emergentne narracje pojawiają się w Menace na każdym kroku. Nasi podkomendni okazują się sympatyczni i charakterni, choć wszechobecny w ich kwestiach czerstwy żołnierski humor mógłby być miejscami mniej obsceniczny.

Takie tłumy mogą wyleźć zza mgły wojny w każdym momencie.

Nie obraziłbym się także za kreatywniejsze podejście do oprawy graficznej. Twórcy postawili na stylistykę brudnego i przyziemnego sci-fi i chociaż projekt sprzętu oraz mundurów naszych podkomendnych, przypominających kolonialnych marines z „Obcego”, to kwestia gustu, uważam, że przestrzeń kosmiczna z pewnością skrywa ciekawsze pomysły na planety niż tereny leśne, śnieżne i pustynne.

Wyścig kosmiczny

Podstawy rozgrywki Menace ma bardzo solidne, a pętla gameplayowa nadaje się zarówno do zabawy z doskoku, jak i do dłuższych sesji. Odmienne taktyki stosowane przez wrogie frakcje i liczne opcje rozwijania oraz wyposażania dowódców sprawiają, że trudno tu o nudę, a warto dodać, iż zobaczyłem tylko dwa z czterech dostępnych typów przeciwników – nie wiem, czy to kwestia szczęścia, czy są wprowadzani na późniejszym etapie kampanii.

Wiem natomiast, że zaznaczam 5 lutego w kalendarzu, i was również do tego namawiam. Choć Menace, podobnie jak Zadroża, może wydawać się początkowo przytłaczające i nieprzyjazne, po bliższym poznaniu okazuje się na tyle rozbudowane i interesujące, że aż chce się zostać w tym zakątku galaktyki na dłużej.

Skomentuj