Intel Extreme Masters Kraków 2026 za nami. Czy było lepiej niż w Katowicach? [RELACJA]

Intel Extreme Masters Kraków 2026 za nami. Czy było lepiej niż w Katowicach? [RELACJA]
Intel Extreme Masters Kraków 2026
Po wielu latach obecności w Spodku esportowa impreza Intel Extreme Masters przeniosła się do Krakowa. Rozgrywki w Counter-Strike’a 2 tradycyjnie już przyciągnęły rzesze fanów – i tu nie ma przesady – z całego świata. Czy jednak wydarzenie można uznać za udane?

Bez wątpienia nowe miejsce „rozbiło” dotychczasowe, wydreptane w ostatnich latach przyzwyczajenia. Nim człowiek zasiadł w znacznie większej niż poprzednio hali, musiał nauczyć się rozkładu obiektu i zapoznać z organizacją. Chaosu jednak dużego nie było i pomijając niewielkie wpadki, kiedy obsługa nie wiedziała, jak zareagować na nieprzewidzianą sytuację, każdy dość szybko mógł skupić się na głównej atrakcji. A przy okazji w zasadzie jedynej – ale o tym za chwilę.

IEM Kraków 2026 w liczbach

Na początek trochę statystyk. Według organizatorów na miejscu pojawiło się ok. 38 tys. ludzi z mniej więcej 50 krajów. Trwające trzy dni rozgrywki wzbudziły takie zainteresowanie, że wyprzedał się komplet biletów, a w sieci finałowe starcie drużyn Team Vitality oraz Furia oglądało 1,38 mln osób. Niewiele gorzej wypadł półfinał, w którym wspomniana już Furia pokonała Team Spirit – tutaj liczba widzów sięgnęła 1,2 mln. Etapy play-in i grupowe przyciągnęły niemal 870 tys. śledzących mecze CS2. Wszystkie te liczby przełożyły się zaś na średni wzrost oglądalności o 22,5% w porównaniu z zeszłorocznym eventem. Innymi słowy, impreza się rozrosła, i to zarówno pod względem frekwencji przed ekranami na całym świecie, jak i na miejscu.

To ostatnie zresztą było widać aż nadto dobrze, kiedy już weszło się na teren Tauron Areny. Tym razem strefa premium obejmowała całą płytę, a trybuny – nie licząc niewielkiego fragmentu, który wyłączono z użytkowania – wypełnione zostały po brzegi, do najdalszych dostępnych miejsc. Uwagę przyciągała rzecz jasna scena – choć wyglądem wyraźnie nawiązująca do tego, co znaliśmy z Katowic, równocześnie jednak zauważalnie rozbudowana. Największą chyba zmianą była znacznie dłuższa rampa, swego rodzaju wchodzący między publiczność wypust, na którym podczas kolejnych meczów stało trofeum (tam też musieli się ostatecznie udać zwycięzcy turnieju, by je zgarnąć). Całość pod względem rozplanowania przestrzeni zbliżała się do tego, co znamy z różnej maści koncertów.

Ogółem jednak był to ten sam IEM – tyle że większy w swej skali, o czym dało się przekonać, po prostu omiatając wzrokiem całą halę. Tłumy fanów, zwłaszcza w momentach, kiedy wszyscy sięgali po telefony, by latarkami rozświetlić mrok obiektu, robiły bardzo duże wrażenie.

A gdzie Expo?

W porównaniu z Katowicami na pewno jednak zabrakło warstwy Expo. W przerwach od meczów na fanów rozgrywek CS2 czekały atrakcje zdecydowanie mniejsze niż to, co pamiętamy ze Spodka. W istocie całość sprowadzała się do pierścienia wokół samej areny, gdzie królowała gastronomia – stosunkowo skromnie uzupełniona aktywnościami gamingowymi. Honor wydarzenia ratował jedynie dość sporych rozmiarów namiot Intela, który mieścił już znacznie pokaźniejszą liczbę zestawów komputerowych i stref partnerów imprezy. Tam można było sobie zagrać w CS-a, Battlefielda 6, a także wziąć udział w różnego rodzaju aktywnościach, również na scenie Intela, gdzie przez trzy dni trwały konkursy i prezentacje.

Cóż, bez dwóch zdań trudno porównywać to nawet do Expo z Katowic. Co gorsza, była to impreza dla widzów turnieju, człowiek z „ulicy” więc nie miał tam czego szukać. Wszystko to sprawiło, że IEM Kraków 2026 w przeciwieństwie do zeszłorocznych edycji przybrał w istocie charakter zamknięty. Bez wątpienia jest tu potencjał na więcej – co na pewno też przyniosłoby dodatkowe korzyści samemu miastu.

Jak się oglądało?

Co tu dużo mówić, widowisko było przednie. Najsilniejsze emocje wzbudziły wspomniane już mecze, które ściągnęły największą wirtualną widownię, czyli rozgrywany w niedzielę finał oraz półfinał z Furią i Team Spirit. Temu ostatniemu trudno się dziwić: wymienieni na końcu Rosjanie łatwego życia z publicznością tradycyjnie nie mieli. Brazylijczycy po swym zwycięstwie zyskali zaś sympatię zgromadzonych na miejscu, co zresztą mocno dało się odczuć w ostatecznie wygranym 3:1 przez Team Vitality, wieńczącym rozgrywki w Krakowie starciu.

Podkreślę to jeszcze raz: szkoda, że w przerwie od śledzenia kolejnych meczów CS2 nie było gdzie „zgubić” czasu, jak to bywało w Katowicach. Brak Expo sprawił, że IEM w praktyce stracił towarzyszący wydarzeniu posmak imprezy lokalnej. Pozostał tylko „wielki świat” i kolejny „zamknięty” za wyprzedanymi biletami event. Czy to źle? Cóż, na to pytanie odpowiedzieć musicie już sobie sami.

Równocześnie nie da się ukryć, że przeniesienie rozgrywek Intel Extreme Masters do Krakowa pozwoliło imprezie złapać głębszy oddech: w Spodku zrobiło się już po prostu zbyt ciasno. Podejrzewam również, że mimo wszystko miasto Smoka Wawelskiego jest dla zagranicznych gości miejscem atrakcyjniejszym pod względem turystycznym – i chyba obydwie strony, czyli organizator oraz ratusz, odczuwają zadowolenie z przeprowadzki.

Skomentuj