„Nie chcemy zepsuć Mona Lizy”. Twórcy Diablo rzucają więcej światła na przyszłość serii

„Nie chcemy zepsuć Mona Lizy”. Twórcy Diablo rzucają więcej światła na przyszłość serii
Chyba nikt nie może w tym tygodniu narzekać na nudę.

Ależ nam się gorąco w temacie gier wideo zrobiło. Dosłownie chwilę temu ogłoszono datę premiery remake’u Gothica, zapowiedziano najdłuższą w historii transmisję State of Play oraz imprezę skierowaną do fanów Silent Hilla. Nie możemy też zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu Blizzarda z okazji 30-lecia serii Diablo, w związku z którym nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. O co więc dokładnie chodzi?

Chodzi o wywiad udzielony przez głównego projektanta z zespołu Diablo Legacy, Timothy’ego Vasconcellosa, na temat wypuszczonego wczoraj dodatku do Diablo 2: Resurrected. Porusza on bowiem kwestie potencjalnych zmian oraz konsekwencji, których możemy się spodziewać ze strony Blizzarda, jeśli ów dodatek przypadnie fanom do gustu. Zanim do tego dojdzie, Vasconcellos uprzedza, że ich praca musi stać na najwyższym poziomie i odpowiednio się przyjąć. Jak czytamy w wywiadzie:

Jeśli zaufają nam w kwestii tego dziedzictwa i jeśli zostanie ono przyjęte pozytywnie, a gracze powiedzą: naprawdę wykonaliście ten bardzo skomplikowany taniec, zachowując przy tym ducha gry z 1999 roku, to może zastanowimy się, jak wykorzystać te możliwości w przyszłości. Ale musimy to zrobić perfekcyjnie, inaczej zniszczymy grę, próbując ją rozwijać.

To jasny sygnał: udostępniony wczoraj dodatek ma na celu sprawdzenie gruntu, który – swoją drogą – wcale do najmniejszych nie należy. Jeśli ten okaże się podatny na potencjalne zmiany, to najprawdopodobniej w przyszłości czekają nas kolejne dodatki, które twórcy starają się nieco rozgraniczyć, by nikt nie mógł stwierdzić, że tak kultowe dzieło zostało przez nich zniszczone. Jak dodaje główny producent gry, Matthew Cederquist:

Wciąż mamy miliony graczy grających w Diablo 2. Miliony. Nie chcemy zepsuć naszej Mona Lizy. Nie damy jej okularów przeciwsłonecznych i nowej fryzury. Ale jednocześnie, czy [dodanie nowej klasy – dop. red.] nie wydaje się dziwne? Nie. Czy musimy szanować dziedzictwo tego, co zostało stworzone? Tak.

O co więc chodzi z tym rozgraniczeniem? Już spieszę z wyjaśnieniem: otóż dodane w Reign of the Warlock zmiany w rozgrywce sprawiają, że doświadczenie płynące z D2R nie jest już tak klasyczne i oldschoolowe. By zapobiec zbyt inwazyjnym zmianom, które mogłyby nie przypaść do gustu bardziej konserwatywnej części graczy, wszystkie dalsze zmiany będą dotyczyły już wersji gry z uwzględnieniem dodatku, powiedzmy, granicznego.

Dlatego oddzieliliśmy Reign of the Warlock od wszelkich przyszłych dodatków, aby mieć możliwość wprowadzania zmian w oparciu o opinie, ale jednocześnie zachować to, co gracze kochają w Resurrected, a cały ten zestaw danych jest całkowicie rozdzielony. 

Tak prezentuje się zestaw zmian przygotowanych przez Blizzard do Diablo 2: Resurrected / Blizzard Entertainment

Resurrected będzie miał znaczniki czasu. Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz grać czarnoksiężnikiem i nie lubisz filtrów łupów, nadal możesz mieć Resurrected i pozostanie on w tym samym miejscu. Jeśli w przyszłości wprowadzimy jakiekolwiek zmiany w klasach lub czymkolwiek innym, to będą one dotyczyć Reign of the Warlock.

To chyba rozsądne rozstrzygnięcie sprawy. Pamiętajmy, że te „miliony” graczy mają swoje zdanie wobec wprowadzania zmian do tak kultowego dzieła. Jedni chcieliby kolejnych aktualizacji i dodatków zachowanych w duchu pierwowzoru, kiedy dla innych to zwyczajne świętokradztwo.

Każdy ma prawo do swojego zdania, a Blizzard wydaje się to szanować i dać każdemu to, czego naprawdę chce. Problem w tym, że zadowolić wszystkich się zwyczajnie nie da, ale kto wie, może w tym przypadku i wilk będzie syty, i owca pozostanie cała?

Jedna odpowiedź do “„Nie chcemy zepsuć Mona Lizy”. Twórcy Diablo rzucają więcej światła na przyszłość serii”

  1. Jakby dodali jeszcze jakiś akt to byłoby miodzio.

Skomentuj