Star Wars: Galactic Racer bez przepustki sezonowej. Twórcy zdradzają szczegóły systemu boostów i tras wyścigowych
Fani Gwiezdnych Wojen z pewnością ucieszyli się z zapowiedzi Star Wars: Galactic Racer z ostatniego The Game Awards. Od tego czasu dostaliśmy też zwiastun z fragmentami rozgrywki, gdzie Shade, główny bohater gry, ścigał się na przeróżnych planetach. Więcej szczegółów na temat produkcji zdradzili zaś Matt Webster, szef odpowiedzialnego za nią Fuse Games, i Kieran Crimmins, dyrektor kreatywny studia. Wyjaśniono choćby kwestię zamkniętego świata produkcji.
Twórcy udzielili wywiadu dla IGN-u, gdzie pierwszy poruszony wątek dotyczył samej decyzji o zabraniu się za wyścigówkę w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jak zdradził Crimmins, rozważali różne scenariusze dla swojej debiutanckiej gry, jednak koniec końców połączyła ich miłość do uniwersum autorstwa George’a Lucasa, a także doświadczenie w produkcji rzeczonych wyścigówek. W studiu utworzonym w 2023 roku znaleźli się bowiem twórcy z Criterionu, a więc studia znanego z serii Burnout i Need for Speed (które notabene współpracowało już kiedyś z Lucasfilm przy VR-owym dodatku do Star Wars: Battlefront, gdzie sterowaliśmy kosmicznym myśliwcem). Webster przedstawił również powody, dlaczego Star Wars: Galactic Racer nie został stworzony w formule otwartego świata.
Wspominałeś już wcześniej o otwartym świecie, ale my chcieliśmy powrócić na tor wyścigowy. Ma wiele świetnych elementów, choćby regrywalność, z którą wiąże się mistrzostwo na danym torze. Zdecydowanie skłaniamy się ku temu doświadczeniu z punktu widzenia struktury gry. Ta regrywalność i znajomość tras pozwala też na ominięcie kompromisów, jakie trzeba założyć przy wyścigówce z otwartym światem. Wiedzieliśmy, że chcemy wrócić do tworzenia takiego doświadczenia, ale dla gracza z obrazem w 4K, 60 fps-ami i naciskiem na warstwę wizualną.
Oprócz tego Fuse Games ma postawić na kilka innowacji, choćby w kwestii klasycznych boostów. W tym przypadku jest nią ramjet, a więc moment, w którym poruszamy się z ogromną prędkością, ale generujemy przy tym sporo ciepła (a w skrajnym przypadku – wybuchamy). Wiąże się to zaś ze środowiskiem, w którym się ścigamy, bowiem niektóre elementy otoczenia ochłodzą lub podgrzewają nasz silnik, jak np. rzeki z wodą czy bajora lawy. Ponadto same trasy będą się zmieniały wraz z kolejnymi podejściami (przy czym Crimmins nie chciał zdradzać tu zbyt wiele) .
To jest gra, w której nie ma po prostu jednego toru – jest jeden dla twojej obecnej sytuacji i za każdym razem, gdy weźmiesz udział w kosmicznym wyścigu, doświadczysz czegoś innego […].
Twórcy zaznaczyli też, że chcą opowiedzieć w Star Wars: Galactic Racer właściwą historię przeznaczoną dla pojedynczego gracza, co wiąże się z możliwością np. interakcji z rywalami pomiędzy wyścigami. Jak stwierdził Crimmins, wyciągnęli oni lekcję z Burnouta mówiącą, że „możesz spędzić ograniczony czas, patrząc na trasę i jadąc z prędkością 200 mil na godzinę”. Jest też dobra wiadomość dla krytyków mikrotransakcji – studio obecnie nie planuje żadnych przepustek sezonowych.
Star Wars: Galactic Racer ma wyjść jeszcze w tym roku na pecetach, PlayStation 5 i Xboksach Series X/S.
