Brakuje wam stanowiących wyzwanie strategii? Laysara: Summit Kingdom satysfakcjonująco daje w kość [RECENZJA]

Brakuje wam stanowiących wyzwanie strategii? Laysara: Summit Kingdom satysfakcjonująco daje w kość [RECENZJA]
Na pierwszy rzut oka Laysara: Summit Kingdom wygląda jak kolejny sympatyczny city builder o stawianiu domków w ładnej okolicy. Sęk w tym, że to miejsce znajduje się na stromym zboczu Himalajów, a jeden błąd w planowaniu potrafi zmusić do przebudowy połowy wioski.

Muszę się uderzyć w pierś, gdyż swego czasu miałem Laysarę na liście życzeń, ale przy zalewie ostatnich gier z gatunku (niedawno odwiedziły nas bobry!) kompletnie o tym tytule zapomniałem! Szczęście w nieszczęściu – znalazłem trochę czasu na wznoszenie miasta, kiedy wykrzaczyło mi się Crimson Desert. Wstępnie mogę powiedzieć, iż przegapienie Laysary byłoby wielką stratą – dawno nie spędziłem nocki, zastanawiając się, jak rozstawić budynki w wiosce.

Easy to learn, hard to survive?

Laysara: Summit Kingdom to zmyślny city builder trzyosobowego polskiego (!) studia Quite OK Games. Kierujemy tu małą społecznością wzorowaną na tybetańskich ludach. Poza klasyczną rozgrywką możemy uruchomić pojedyncze scenariusze lub wyzwania. Tryb piaskownicy to już luźniejsza gra, w której sami ustalamy sobie cele, a jeżeli mamy ochotę po prostu pobudować, da się odpalić tzw. „plac zabaw”, gdzie wszystko jest darmowe, a mieszkańcy, poza świeżym górskim powietrzem, nie potrzebują niczego.

Laysara: Summit Kingdom

Kampania oferuje 15 misji o gwałtownie rosnącym poziomie trudności. Historia wydaje się raczej szczątkowa i przypomina trochę samouczek – ot, musimy odhaczać kolejne zadania niczym punkty z listy, a powody ich zlecania są… naprawdę różne, niekiedy wręcz zupełnie przypadkowe. Właściwie nie poczułem się zbytnio zmotywowany do eksploracji tego uniwersum, choć zakochałem się w pewnych „jaczych smaczkach” oraz klimacie.

W wyniku pojawienia się tajemniczej mgły wszystkie doliny zrobiły się niezdatne do zamieszkania, więc jedyną opcją stało się budowanie kolejnych miast w wysokich górach. Kluczem do rozwiązania problemu ma być postawienie na szczycie świątyni tak wspaniałej, iż zwróci ona uwagę bogów, a ci pomogą swym wiernym wyznawcom. Obawiałem się, że dostaniemy tutaj jakiegoś klona wybitnego Against the Storm, ale nie – Laysara uderza w zupełnie inne, choć dobrze znane każdemu fanowi strategii ekonomicznych, tony.

Laysara: Summit Kingdom

Trochę JAK Zeus, trochę JAK Anno

Nasza społeczność dzieli się na trzy kasty: wesołych mieszkańców nizin, cwanych rzemieślników oraz pucołowatych mnichów. Każda z nich ma inne wymagania, choć tym często zdarza się też pokrywać. Standardowo na początku naszym mieszkańcom niewiele trzeba do szczęścia – zadowala ich ser, kapliczka czy miedziany garnuszek. Jednakże z chwilą zwiększenia poziomu wiedzy oraz domostw ich rezydenci stają się coraz bardziej rozbisurmanieni. Nie tylko nabierają chętki na ryby lub maślaną herbatę, ale potrafią też domagać się… organizacji wyścigu jaków. Te pocieszne stworzenia stanowią główną siłę pociągową wykorzystywaną do transportu zasobów, więc należy o nie dbać w równym stopniu jak o dwunożnych, budując zagrody czy nawet jacze SPA!

Wszystko brzmi bardzo prosto – ot, typowy symulator ekonomiczny, w którym jesteśmy zmuszeni tworzyć coraz bardziej skomplikowane ciągi logistyczne. Problem stanowi przestrzeń. Mapy są niezmiernie ciasne, a twórcy zmuszają nas do maksymalnego wykorzystywania pochyłych zboczy. Nie możemy nawet obracać konstrukcji. Dodatkowo wytwarzanie pewnych zasobów wiąże się z wysokością, na jakiej stawiamy dany budynek produkcyjny. 

Laysara: Summit Kingdom

Skrupulatne planowanie zagospodarowania przestrzennego okazuje się więc niezbędne do osiągnięcia sukcesu, ale spokojnie – Laysara nie nastawia się zbytnio na gnębienie gracza. Jeżeli zbyt szybko dwukrotnie doprowadzimy do bankructwa, będziemy zmuszeni po prostu wczytać ostatni zapis gry albo zacząć od nowa misję. Największą karą, jaka może nas spotkać, jest mozolne przenoszenie lub usuwanie zabudowań i układanie kolejny raz puzzli rodem z Tetrisa. Nie powiem –  sprytny zabieg i choć pewnie wynikający z ograniczeń, sprawdza się w himalajskim klimacie, jakim ocieka ten tytuł.

Widać tutaj inspiracje kultowymi produkcjami Impressions Games (zwłaszcza Zeusem), w których walory edukacyjne stanowiły jeden z największych plusów. Za dawnych lat tamte gry zmotywowały mnie do poznawania tudzież nauki mitologii czy historii, teraz przez Quite OK Games ślęczałem nad artykułami o Tybecie, Nepalu i Bhutanie (pamiętacie piosenkę z Na kłopoty pantera?)

Laysara oferuje kilka poziomów trudności – prostsze dla entuzjastów spokojnego budowania, nieco bardziej wymagające dla zagorzałych zwolenników minimaksowania. Gra bardzo wyraźnie ostrzega w związku z wyzwaniami i szczerze radzę brać sobie te informacje do serca, gdyż proces przeprojektowywania całych osiedli bywa naprawdę żmudny. Wymagania mieszkańców czy poziom złota w skarbcu to jedynie „wierzchołek góry problemów”. Groźne lawiny potrafią zasypać całe miasto, jeżeli w porę nie zabezpieczymy stoku. Niekiedy jesteśmy zmuszeni do wykonania czasowych zadań, by uniknąć pogorszenia warunków pogodowych. Oj? Siła osuwiska się zwiększyła? Pora na kolejną przebudowę!

Laysara: Summit Kingdom

Himalaje dla oczu i uszu

Graficznie jest kolorowo, wręcz bajkowo, co początkowo mnie odstraszało, ponieważ –jak zauważył również Gailantar, grając w Pioneers of Pagonia – takie rozwiązania nie zawsze się sprawdzają. Podchodziłem więc do wizualiów z dystansem, aż wreszcie złapałem się na tym, że wysyłam kolejnym osobom screeny z posągiem złotego jaka. Pozornie nie ma tutaj fajerwerków, jednak gdy przyjrzeć się bliżej, złote dachy buddyjskiej wioski potrafią zachwycić. Miłe dla oka są detale – jaczy raj pełen wesołych zwierzaków czy zagrody dla tychże stworzeń, gdzie grają one w piłkę z mieszkańcami naszej osady. Trochę szkoda, iż nie uświadczymy różnych modeli lub możliwości obracania budynków, ale rozumiem skalę projektu i ograniczenia niezależnego studia, więc jestem skłonny do większej wyrozumiałości.

Muzyka autorstwa Bartosza Pokrywki stanowi idealne tło rozgrywki. Kompozycje są raczej ambientowe, przywodząc na myśl spokojniejsze utwory z Far Crya 4. Dominują wesołe tony, ale znalazło się też miejsce na gardłowy śpiew oraz monumentalne motywy sakralne czy spirytualne! Do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie jakiegoś agresywniejszego kawałka, który potęgowałby wrażenia podczas kataklizmów pogodowych. Finalnie, pomimo licznych odbudów tudzież odśnieżań, jestem w pełni ukontentowany! Laysara jest lekka, przyjemna, nieco humorystyczna, a co najważniejsze – potrafi być piekielnie trudna!

Laysara: Summit Kingdom – podsumowanie i ocena

OCENA: 8

Podsumowanie: Jeżeli tęsknicie za grami Impressions Games, Laysara: Summit Kingdom zapewni wam LAWINĘ wrażeń. To nie tylko symulator tybetańskiego sołtysa! Pod zmyślną fasadą kolorowego i wesołego city buildera kryje się wymagający tytuł, który nieraz zmusza gracza do kompletnego zdemolowania i przebudowania dzielnicy/wioski/osady/klasztoru.

PLUSY:

  • unikalny setting i klimat Himalajów;
  • wymagająca rozgrywka;
  • śliczna oprawa audiowizualna;
  • wiele trybów zabawy;
  • walory edukacyjne;
  • JAKI!

MINUSY:

  • szczątkowa narracja;
  • powtarzalność zadań kampanii;
  • nieco uboga różnorodność wizualiów.

Skomentuj