„Branża jest w okropnym stanie”. John i Brenda Romero uważają, że jest jeszcze gorzej niż w trakcie krachu z lat 80. 

„Branża jest w okropnym stanie”. John i Brenda Romero uważają, że jest jeszcze gorzej niż w trakcie krachu z lat 80. 
Ich studio przechodziło w ubiegłym roku spore turbulencje, niemniej problemy dostrzegają też poza nim, w całej branży.

Dla części twórców gier ostatnie lata nie były najlepszym okresem w karierze zawodowej. Przede wszystkim dochodziło do masowych zwolnień w wielu firmach, a jednorazowo, jak choćby w Microsofcie, pracę traciło nawet kilka tysięcy osób. Najwyraźniej nie wystarczy też stworzyć udaną, dobrze sprzedającą się grę, o czym przekonali się niedawno choćby twórcy remake’u Demon’s Souls, a jeszcze wcześniej studio stojące za Hi-Fi Rush. Pesymizm zagościł też w głowach Johna i Brendy Romero, założycieli Romero Games.

2025 rok był dla studia bardzo stresujący, ponieważ Microsoft przy okazji wspomnianych gigantycznych zwolnień ograniczał finansowanie zewnętrznych projektów, czego ofiarą stało się właśnie Romero Games. W wyniku tego doszło w nim do utraty etatów przez znaczną część twórców, lecz szczęśliwie po kilku miesiącach firmie udało się znaleźć innego wydawcę, przy okazji niemal całkowicie restartując projekt zapowiedziany w 2022 roku. Teraz jej założyciele podzielili się swoimi spostrzeżeniami z tego okresu w trakcie Dark and Doomy, wydarzenia poświęconego tematyce Dooma (via GamesIndustry.biz)

Jak mogłabym o tym powiedzieć? Pracowaliśmy nad grą z dużym wydawcą i wraz z innymi studiami i wewnętrznymi projektami [rzeczonego wydawcy – dop. red.] straciliśmy finansowanie.

-Brenda Romero

Jak wyjaśniało studio w jednym z postów na X-ie dotyczących tej sytuacji, podpisana umowa zabraniała ujawniania tego, kim był ów wydawca. Mimo to pośrednio wskazało, że chodzi właśnie o Microsoft. Cięcia w Romero Games były spore, ponieważ jeszcze przed nimi współpracowano ze 110 osobami (z niektórymi nawet od dekady), a obecnie ich zespół liczy dziewięciu twórców. Dlatego też najnowszy projekt Romero Games musiał przejść sporo zmian, choć dużo z tego, co dotychczas stworzono, jak choćby elementy trybu kooperacyjnego, jest wykorzystywane teraz.

Rozmiar gry jest zależny od liczebności twórców i możliwego do poświęcenia czasu. Nie chcemy siedzieć przy tym projekcie w nieskończoność, ale faktycznie mamy w planach całkiem sporą produkcję.

-John Romero

Założyciele Romero Games odnieśli się też do ogólnej kondycji branży gier i, choć próbują myśleć pozytywnie o swojej przyszłości, to trudno jest im przejść obojętnie obok problemów trapiących ich i innych twórców.

Czuję, że branża jest teraz w okropnym stanie. Mam na myśli to, że pracowaliśmy w niej, gdy doszło do krachu z lat 80. [na amerykańskim rynku gier – dop. red.] i obecnie jest jeszcze gorzej. Niemal nie ma osób, które nie byłyby w jakiś sposób poszkodowane lub nie martwiły się tym, że kryzys może dosięgnąć też ich. To naprawdę ciężkie czasy.

-Brenda Romero

John Romero zgodził się z tymi słowami i przytoczył kazus Battlefielda 6, który okazał się być sukcesem, a mimo to Electronic Arts zdecydowało się zwolnić część osób odpowiedzialnych za niego. Brenda Romero przyznała też, że nie może sobie wyobrazić, jak kryzys branży zostanie rozwiązany, choćby w kwestii sztucznej inteligencji. Zadeklarowała przy tym, że sami nie korzystają z generatywnego AI.

Tak jak wspominałem, poprzedni projekt tworzono przynajmniej od 2022 roku, a przez zwolnienia i zmiany w projekcie debiut gry Johna i Brendy Romero siłą rzeczy został odsunięty w czasie. Choć korzystają ze stworzonych już assetów i pomysłów, to wciąż produkcja może zająć im jeszcze sporo czasu. Samo Romero Games nie upubliczniło żadnych szczegółów dotyczących nadchodzącego tytułu.

Skomentuj