Nawet aktor głosowy Snake’a nie ogarniał fabuły Metal Gear Solid. I uważa, że to bardzo dobrze
David Hayter, aktor, który przez prawie dwie dekady był głosem Solid Snake’a i Big Bossa w serii Metal Gear Solid, właśnie przyznał to, co wielu fanów podejrzewało od lat: on też nie ogarniał fabuły tego cyklu. W wywiadzie dla kanału Fall Damage na YouTubie Hayter szczerze powiedział, że podczas sesji nagraniowych był równie zdezorientowany co przeciętny gracz.
Pytałem »co to znaczy?«, a oni odpowiadali: »po prostu to powiedz«. I mówiłem: »okej«.
Zapytany wprost, czy rozumie fabułę Metal Gear Solid, odpowiedział, że w zasadzie tak, ale czy całość? Nie, absolutnie nie.
Problem w tym, że Hayter uważa, iż to właśnie ta złożoność i absurdalna ilość detali jest największą siłą serii. To właśnie czyni Metal Geara Metal Gearem, więcej informacji, więcej rozwoju postaci, więcej szczegółów historii niż gracz może wchłonąć: świat jest prawdziwy, bogaty i kochany. I nawet dostanie swoją ekranizację oraz kolejne remastery.
Hayter podkładał głos Snake’owi już od 1998 roku, czyli od premiery pierwszego Metal Gear Solid. Jego chropowaty, charakterystyczny ton stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów gry zaraz obok nazwiska Hideo Kojimy. Przyznał sam, że wtedy aktorstwo głosowe było jeszcze w powijakach, a nagrywało się bez motion capture, w izolowanych kabinach, często bez pełnego kontekstu sceny.
Seria Metal Gear Solid rzeczywiście słynie z gęstej i często pokręconej fabuły, szczególnie od części czwartej, gdzie opowieść zamienia się w karnawał klonowania, nanomaszyn i sporej liczby zmian fabuły w różnych punktach. Historia Solid Snake’a jest więc wśród fanów źródłem życzliwych memów.

Wywiad Haytera szybko obiegł tę społeczność, wywołując falę nostalgicznych dyskusji i skutkując, oczywiście, masą memów. Dla wielu fanów jego szczerość jest kolejnym dowodem na to, jak bardzo ludzka i autentyczna była współpraca przy tej fantastycznej serii. I jak absurdalnie skomplikowana była fabuła – nawet dla człowieka, który przez kilkanaście godzin wciela się w głównego bohatera.