Twoja „kupka wstydu” na Steamie właśnie stała się grą. I nie będzie szczególnie miłosiernym przeciwnikiem

Twoja „kupka wstydu” na Steamie właśnie stała się grą. I nie będzie szczególnie miłosiernym przeciwnikiem
Kupię tę grę tylko po to, żeby leżała w backlogu.

Developer Nic Taylor wpadł na pomysł tak dobry i tak boleśnie celny, że aż trudno uwierzyć, że nikt nie zrobił tego wcześniej. Game Quest: The Backlog Battler to hack’n’slash w stylu arcade, który przez API łączy się z twoim kontem na Steamie i zamienia każdą grę, w którą zagrałeś mniej niż dwie godziny, w przeciwnika na arenie. Im wyższa cena zakupu, tym większa siła wroga. Jak stwierdził developer, jest dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu. Trudno odmówić mu słuszności.

Mechanika jest równie elegancka, co okrutna. Gry, które zostały dobrze ograne, siedzą na trybunach i kibicują. Te nigdy nieruszone – kupione w przypływie optymizmu podczas letniej wyprzedaży Steama, zgarnięte w Humble Choice albo w jakimś innym bundlu, odpakowane i zapomniane – czekają na końcu areny jako bossowie, dumna arystokracja zaległości. Tytuły wysoko oceniane na Metacriticu będą mogły latać. Hordy niedokończonych indyków i porzuconych AAA zaleją z kolei planszę. Gracz walczy z nimi klasyczną kombinacją myszy i klawiatury, okładając pięściami własne złe decyzje zakupowe. Pytanie jak to działa w kwestii bibliotek rodzinnych.

Wisienką na torcie jest możliwość pojedynku z kupką wstydu znajomych, o ile ich biblioteki są publiczne. Jeśli twój przyjaciel ma 450 nieukończonych gier, możesz wejść do jego kręgu piekła. To idealny materiał na towarzyskie wyzwania, memy, a biorąc pod uwagę, że przeciętna biblioteka gracza na Steamie wygląda jak lista wyrzutów sumienia, potencjał społecznościowy jest ogromny.

Gracze powoli testują już dostępne darmowe demo, jednocześnie chętnie pokazuje własne, częściowo rozbudowane biblioteki w akcji. Game Quest oferuje nam więc katarktyczną przemoc, a społeczność od razu ją podłapuje. Jak na razie tytuł spotkał się z dużym entuzjazmem i być może właśnie o tym jest sztuka: żeby wywołać w nas emocje. Także te, które odłożyliśmy na kupkę wstydu. Widzę cię, Tropico 6. Pewnego dnia, dobrze?

2 odpowiedzi do “Twoja „kupka wstydu” na Steamie właśnie stała się grą. I nie będzie szczególnie miłosiernym przeciwnikiem”

  1. Taaa. Tyle, że rzeczywistość jest bardziej złożona. Nie trzeba wcale kończyć gier. Jest wiele tytułów w które grałem ale nie skończyłem, a mimo to nie mam ani potrzeby ich kończyć, ani też problemu z tym stanem rzeczy. Tym samym nie jest to żadna kupka wstydu. Rzecz w tym, że nierzadko zaspana. I się kupić grę, cieszyć się nią przez dwie, pięć, dziesięć godzin, a potem doświadczam czegoś co określiłbym jako „wyczerpanie formuły”, gdzie dalsze granie już nie sprawiałoby mi radości, tylko było jakim „odrabianiem pracy domowej”, a przecież nie taka jest istota grania.
    Ostatnio tak miałem z Evil West. Kupiłem, bo koncept wydał mi się dostatecznie ciekawy, pograłem jedną sesję, przez pięć godzin. Bawiłem się świetnie, jednak kiedy próbowałem zrobić kolejne podejście, szybkomzrozumialem, że wszystko co gra miała mimie dania, już otrzymałem i nie ma najmniejszego powodu, żeby grać w nią dalej. Z wyprawy w dość oryginalny i zabawny świat, została tylko arkadowa nawalanka, w której miałbym zaliczać kolejne etapy. Po,co?
    Czy było błędem kupieniem tej gry? Zdecydowanie nie, bo dała mi jeden bardzo udany gamingowo wieczór. Czy był to przejaw jakiegoś wspomnianego nadmiaru optymizmu? Też nie, bo chciałem tego doświadczyć i doświadczyłem w stopniu który mnie nasycił.
    Ale to niemwszystko. Są także gry, które kupuję, chcic z góry wiem, że są nie dla mnie. Chodzi o niektóre indyki, które chcę docenić, bo uważam za świetną robotę, a to czy się od. Ich odbiję uważam za sprawę drugorzędną.
    Osobiście kupuję też czasem gry dla innych członków „rodziny steam”, bo np. kupili kilka rzeczy, które były na mojej liście życzeń, zaoszczędziłem i chceę się jakoś odwdzięczyć.
    Warto także dodać, że można też kupić grę, która ostatecznie nam się nie spodoba, a np rozmiar tytułu sprawi, że będziemy to w stanie stwierdzić, po 10-15 godzinach rozgrywki. Takiej gry nie możnimy zwrócić, więc kończy jako martwy punkt w naszej bibliotece. Czy taką grę kupiliśmy pochopnie? Niekoniecznie, bo doświadczenie gry jest bardzo subiektywne i czasem nie da się inaczej, niż samemu zagrać. To trochę jak z kupowaniem materaca., możesz godzinami się przymierzać do różnych na wystawach sklepowych, ale tak naprawdę czy będzie on dla ciebie dobry, dowiesz się dopiero po przespaniu kilku nocy.

Skomentuj