Mixtape zebrał dobre oceny od krytyków i słabe od graczy, co wywołało kłótnię. Do dyskusji dołączyło nawet oficjalne konto Xboksa
Mixtape, krótka przygodówka studia Beethoven & Dinosaur wydana przez Annapurna Interactive 7 maja, zdążył w ciągu kilku dni stać się jednym z najbardziej polaryzujących tytułów roku. Nie dlatego, że ma kontrowersyjną fabułę (bo i nie ma), nie wybuchł też żaden skandal, nikt nie wyrzucił nikogo oknem. Problem jak zwykle w tym, co myślą krytycy versus to, co myślą gracze. Spór jest na tyle zażarty, że nawet oficjalne konto Xboksa postanowiło dorzucić swoje trzy grosze.
Gra śledzi ostatnią noc trzech przyjaciół kończących szkołę średnią w fikcyjnym kalifornijskim miasteczku. Całość trwa od dwóch do pięciu godzin, jest dużo muzyki z lat 90., mechanicznie to lekka mieszanka jazdy na deskorolce, minigierek i quick time eventów. Twórcy opisują ją jako „składankę wspomnień”, takie okruchy życia o dorastaniu, humorze i nieuchronnym końcu pewnego etapu jestestwa.
Na Metacriticu wyniki oscylują między 91 a 95 punktami, z kilkoma notami 10/10. Recenzenci chwalą autentyczność emocji, odwagę w opowiadaniu krótkiej historii bez sztucznego przedłużania i styl przypominający trochę teledysk. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wśród graczy: ich recenzje to jakieś 5-6,5 na 10. Na platformach społecznościowych dominują opinie nazywające Mixtape’a symulatorem chodzenia, interaktywnym filmem albo wprost „nie-grą”. Wielu graczom nie podoba się minimalna interaktywność, brak konsekwencji wyborów i wrażenie oglądania przerywników filmowych z okazjonalnymi minigrami.
W sam środek tej debaty wkroczyło oficjalne konto Xboksa, publikując wpis „Przypominamy: to, że nie podoba ci się gra, nie oznacza jeszcze, że jest zła”. Post był ogólny w treści, ale społeczność odebrała go jednoznacznie jako obronę Mixtape’a. Jedni fani popierają tezę o różnorodności gustów, inni ostro oskarżają Microsoft o bronienie słabej produkcji i ignorowanie opinii graczy. Ktoś przypomniał nawet o tym, że Microsoft zamknął Tango Gameworks po wydaniu Hi-Fi Rush, również entuzjastycznie przyjętym przez krytyków. Niezbyt duża wiarygodność, rzeczywiście.

Czy małe gry narracyjne mają prawo istnieć obok wysokobudżetowych tytułów? Zapewne. Co więcej, istnieją i mają wierną bazę graczy. A branża gier ma stosunkowo młodą tradycję krytyki z systemem ocen, który zawsze będzie subiektywny i zawsze będzie odwzorowywał jedynie odczucia recenzenta.
Moja miłość do tak zwanych graczy, systematycznie rośnie…
„To, że nie podoba ci się gra, nie oznacza jeszcze, że jest zła”
Jak doprowadzić graczy do wrzenia jednym zdaniem xD
Ich nie trzeba do niczego doprowadzać, to ich ustawienia fabryczne.
„To że ci się nie podoba, nie znaczy, że jest zła”. No kurna nie mogę. Nie podoba mi się, bo JEST zła. Ale, jak to napisał Smuggler – nie podoba mi się, więc nie kupuje.
No nie przesadzajmy. Nie gram w roguelike’i, nie gram w soulsy, bo nie podobają mi się w nich pewne rozwiązania, które dla mnie są marnowaniem czasu gracza i dodawaniem celowej upierdliwości, żeby było trudno i dla „git gut elyty”, ale patrząc obiektywnie nie można powiedzieć, że to są złe gry. po prostu nie dla mnie.
Może ciężko w to uwierzyć, ale ani twój, ani mój gust nie jest uniwersalnym wyznacznikiem jakości.
Mogę nie lubić jakiegoś gatunku, ale nadal być w stanie docenić wizję artystyczną. Film może mi do mnie nie trafiać, ale nie oznacza, że jest zły (gra aktorska, zdjęcia, scenariusz itd). Jednocześnie coś może być szmirą i to też nie jest kwestia jedynie gustu, bo są rzeczy, które da się ocenić obiektywnie. Brak gameplayu w grze niezależnie od gustu jest dużym problemem. Jakbym chciał obejrzeć film, to bym poszedł do kina, a nie odpalił Steam.
Żeby nie było – nie grałem i ta gra mnie kompletnie nie interesuje. Problemem jest natomiast uczulenie na jakąkolwiek krytykę w ostatnim czasie, szczególnie że oceny pokroju 5 – 6 to nie jest jakiś dramat i review bombing…
mi się nie podobają francuskie gry cosplayujące japońskie rpgi. wiadomo, jest to zła gra, totalnie niezasłużenie zgarnęła tyle nagród, a nie, że po prostu nie lubię japońskich rpgów i że mogę po prostu temat olać i nie poświęcać na to czasu.
Problem w tym, że nie istnieją dzieła kultury obiektywnie dobre, bądź obiektywnie złe. To, że tobie coś się nie podoba ma dokładnie zerowe znaczenie dla każdego poza tobą samym.
Krytykom nie podoba się Mortal Kombat? Mają rację, oglądający nie.
Krytykom podoba się Mixtape? Mają rację, grający nie.
Pamiętajcie, trzeba słuchać autorytetów, bo „znają się na wszystkim”!!1!
Rzecz w tym, że nie tyle nie podoba im się gra, co jej typ. To tak jakbym zagrał w Formozę i krytykował, że to wyścigi, a ja nie lubię wyścigów. To też pokazuje wyższość „autorytetów”, bo oceniają zgodnie kategorią, a nie na zasadzie: lubię, nie lubię…
Reminder: Just because you’re personally into a game, doesn’t mean it’s a good game.
+1
Obejrzałem trailer, wygląda fajnie. Chętnie zagram. I fajny tekst na końcu: „Something’s happening. Almost, almost… Back in buisness, baby” XD