To nie ma prawa wyglądać tak dobrze. Recenzja techniczna gry Indiana Jones i Wielki Krąg na Nintendo Switchu 2
Indiana Jones i Wielki Krąg to mój ulubiony tytuł z przełomu lat 2024 i 2025 – przeszedłem go, „liżąc ściany”, w ciągu dwóch tygodni od premiery, a potem ukończyłem całkiem przyjemne DLC. Nawet nie wiecie, jak mocno ucieszyłem się, gdy MachineGames zapowiedziało port na Switcha 2, bo zabawa na Steam Decku była dla mnie bardzo niekomfortowa. „Indy” działa tam w absolutnie najniższych detalach, w rozdzielczości 800p ze skalowaniem FSR w trybie wydajności, co skutkuje wewnętrzną rozdzielczością na poziomie około 480p. Na dodatek w bardziej wymagających lokacjach trudno o stabilne 30 fps-ów.
Przez ostatnie kilka dni miałem przyjemność grać w Indianę Jonesa i Wielki Krąg na Nintendo Switchu 2 i muszę przyznać, że hybrydowa konsolka Japończyków po raz kolejny mnie zachwyciła, bo naprawdę stanęła na wysokości zadania. Jakość oprawy graficznej prezentuje wysoki poziom – w żadnym momencie nie odniosłem wrażenia, że sprzęt nie radzi sobie z tak „niemożliwym” portem, choć od czasu do czasu zdarzały się lekkie „chrupnięcia”.

Ależ to wygląda dobrze w docku
Myślę, że możemy już powoli przyzwyczajać się do tego, iż gry uruchamiane w docku są na Switchu 2 wyraźnie ładniejsze niż w trybie przenośnym. Ta różnica nie była aż tak mocno dostrzegalna w przypadku pierwszego Switcha, gdzie jakość obrazu zwykle pozostawiała sporo do życzenia. W Indianie Jonesie widać ją natomiast gołym okiem.
Absolutnie najlepiej pozycja ta wypada w pomieszczeniach i bardziej zamkniętych lokacjach. Rozdzielczość renderowania wynosi tam ok. 720p, co przy wykorzystaniu DLSS-u przekłada się na bardzo ostry i klarowny obraz w 1080p. Na dodatek często można zauważyć wysokiej jakości odbicia na wypolerowanych podłogach, w szklanych gablotach czy oknach.

Przyjemnie ogląda się również przerywniki filmowe, które momentami trudno odróżnić od wersji z „dużych” konsol. Postacie są szczegółowe, twarze mają mnóstwo detali, animacje nie zostały uproszczone, a światło i cienie prezentują się naprawdę dobrze.
Na pochwałę zasługuje też system oświetlenia korzystający ze szczątkowego ray tracingu. Nie ma go tu dużo, ale jego obecność jest zauważalna. Szczególnie dobrze gra wygląda w scenach wykorzystujących naturalne światło. Doskonale widać wtedy kontrast pomiędzy zacienionymi miejscami a obszarami zalanymi słońcem, co dodaje scenom realizmu. Wyjścia z pomieszczeń czy jaskiń są ładnie oświetlone, a światło słoneczne delikatnie „wlewa się” do środka i naturalnie pada na obiekty. Sztuczne źródła światła – pochodnie czy lampy – wypadają już nieco słabiej i czasem generują artefakty podczas przenikania przez dym lub mgłę.

Najgorzej przedstawiają się drobne, gęste tekstury, takie jak liście w dżungli czy piaskowe drogi pełne małych kamieni. Potrafią się zlewać i tracić sporo na szczegółowości, zwłaszcza z większej odległości. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest jednak źle, tym bardziej podczas normalnej rozgrywki, gdy nie skupiamy się na analizowaniu pojedynczych elementów.
Najniższą rozdzielczość zobaczycie głównie w miejscach wyjątkowo obciążających procesor – w centrum Watykanu albo w pełnym żołnierzy obozie w Gizie. W takich momentach DLSS pracuje wyjątkowo ciężko, próbując podciągnąć obraz z ok. 540p do 1080p. Efekt końcowy zazwyczaj pozostaje jednak bardziej niż zadowalający. Siedząc niecały metr od monitora, nie zauważyłem żadnych poważnych artefaktów upscalingu czy poszarpanych krawędzi – nawet półprzezroczyste ogrodzenia i kable zasilające nadal wyglądały dobrze, zdecydowanie lepiej niż chociażby w Falloucie 4.

Ogólne wrażenia z gry w docku są bardzo pozytywne i szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby przejść całą kampanię właśnie na Switchu 2 zamiast na przykład na PS5.
Handheld to już inna historia
Skoro pochwaliłem „Indy’ego” w docku, czas trochę ponarzekać na tryb przenośny. Tutaj widać już wyraźnie więcej kompromisów.

Przede wszystkim mocno czuć różnicę w jakości pomiędzy pomieszczeniami a najbardziej wymagającymi lokacjami. W trudniejszych miejscach rozdzielczość potrafi spaść nawet w okolice 360p i wtedy DLSS nie zawsze jest w stanie uratować sytuację. Największym problemem okazuje się jednak znacznie niższy poziom szczegółowości obiektów oraz gorsza jakość tekstur. Szybki sprint przez centrum Watykanu wygląda momentami bardzo „miękko” i można odnieść wrażenie, że część tekstur została rozmyta jakimś filtrem. Co ciekawe, efekt w dużej mierze znika po skierowaniu kamery nieco niżej, gdy detale prawidłowo się doładują. Być może uda się to poprawić w przyszłych aktualizacjach.

Kiedy jednak słynny archeolog przemieszcza się wewnątrz zabytkowych budynków, gra ponownie wypada bardzo dobrze i przypomina wersję z docka, choć w nieco niższej rozdzielczości – około 540p upscalowanego do 720p. Na wbudowanym ekranie prezentuje się to nadal całkiem ostro i czytelnie.

Podobnie rzecz ma się w mniej wymagających lokacjach – w dżungli, podziemnych grobowcach czy jaskiniach. Tam rozdzielczość wraca do rozsądnego poziomu, a tekstury przestają przypominać te z ery PS2.
Wydajność jest naprawdę niezła
Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że gra Indiana Jones i Wielki Krąg działa na Switchu 2 w 30 klatkach na sekundę. W idealnym świecie chętnie zobaczyłbym alternatywny tryb 40 fps-ów, ale patrząc na skalę tej produkcji, mam wrażenie, że twórcy i tak wycisnęli z konsoli praktycznie wszystko.
Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, iż przez około 90% czasu dzieło MachineGames utrzymuje stabilne 30 fps-ów. Problemy pojawiają się głównie w momentach mocno obciążających CPU – przy dużej liczbie enpeców albo w trakcie doczytywania rozległych obszarów. Zauważyłem też drobne ścinki podczas wychodzenia z pomieszczeń do bardzo jasnych lokacji, gdzie zapewne najmocniej obrywa układ graficzny.

Poza tym rozgrywka przez większość czasu pozostaje płynna, a dość spokojne tempo zabawy dobrze współgra z 30 fps-ami. Mniej komfortowe okazuje się jedynie strzelanie, bo celowanie bywa trudniejsze niż przy 60 klatkach na sekundę. Na szczęście z pomocą przychodzi bardzo responsywne sterowanie ruchowe, które wyjątkowo dobrze sprawdza się w grach na Switchu 2.
Switch 2 nie klęka przed dużymi grami
Indiana Jones i Wielki Krąg to kolejny dowód na to, że Switch 2 spokojnie daje radę i obawy o brak mocy w starciu ze współczesnymi produkcjami można spokojnie uznać za bezpodstawne. Jasne – zrzuty ekranu z trybu przenośnego nie zawsze wyglądają imponująco na dużych monitorach, ale podczas normalnej rozgrywki, na niewielkim ekranie konsoli, odbiór jest zdecydowanie lepszy. W docku natomiast bez problemu można cieszyć się grafiką i rozdzielczością stojącymi na naprawdę przyzwoitym poziomie.
Mnie przygody Indy’ego na Switchu 2 bardzo się podobały i zdecydowanie polecam wam tę wersję, szczególnie jeśli jeszcze nie przeszliście Wielkiego Kręgu. Historia jest świetna i absolutnie warta poznania.