The Lord of the Rings: War in the North niespodziewanie powróciło na rynek. Czy to początek ery odświeżania gier z uniwersum Tolkiena?
Wczoraj świat obiegła wspaniała wieść dla wszystkich fanów uniwersum „Władcy pierścieni” i gier kooperacyjnych. Otóż tytuł z 2011 roku, łączący w sobie oba te aspekty, powrócił właśnie do sprzedaży niczym prawowity władca Gondoru w ostatniej części tolkienowskiej trylogii. Mowa oczywiście o Wojnie na Północy, która zaliczyła właśnie swoisty remaster nazwany Legacy Edition, co przewidywaliśmy już jakiś czas temu.
Warto w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie: co w ogóle zmienia Legacy Edition w tym klasycznym przygodowym erpegu akcji? Ano, nie zmienia dużo i chyba to jego cała siła. Rzecz w tym, że nowo wydana wersja jest w zasadzie tym samym, co znamy z pierwowzoru z delikatnym liftingiem graficznym i optymalizacyjnym. Teraz więc do kooperacyjnego Śródziemia powrócimy w rozdzielczości 4K i 60 klatkach na sekundę.
I to zarówno na PC – w tym na Steamie, Epicu oraz GOG-u – jak i wszystkich współczesnych konsolach. Tytuł dostępny jest na PS4 i 5, Xboksach One oraz Series X/S, a także pierwszym i drugim Switchu. No dobra, trochę się pospieszyłem, bo o ile pecety, Plejaki i Xboksy swoje wersje już dostały, to gra na „Pstryczkach” zadebiutuje dopiero 18 sierpnia. W The Lord of the Rings: War in the North – Legacy Edition zagramy z polskimi napisami.

Warto wspomnieć jeszcze o zmianach w samej rozgrywce, choć w tym przypadku lista do najdłuższych nie należy. Producent i wydawca Edycji Klasycznej, czyli Aspyr Media, dorzucił jedynie system automatycznego zapisu postępu gry, możliwość zablokowania kamery na konkretnym przeciwniku czy – co oczywiste – wsparcie dla nowoczesnych kontrolerów.
Załatano także występujące w podstawce błędy, a całość wyceniono na 92 złote bez jednego grosza na Steamie, gdzie obecnie panuje jeszcze premierowa zniżka -10%. Na Epicu za tytuł zapłacimy lekko ponad 75 złotych, z kolei posiadacze konsol będą musieli mierzyć się z innymi cenami. W PS Storze Wojna na Północy kosztuje 109 złotych, a Microsoft wycenił ją na 83. Switchowa cena jeszcze nie jest znana.
Czym w ogóle jest Władca Pierścieni: Wojna na Północy?
Jeśli dotarliście do tego momentu, nie mając zielonego pojęcia, o czym w ogóle czytacie, to należą wam się zarówno brawa, jak i słowa wyjaśnienia. Otóż The Lord of the Rings: War in the North jest przygodowym hack’n’slashem z perspektywy trzeciej osoby, w którym podczas wyprawy znanej z książek czy filmów wyprawy Drużyny Pierścienia, inna drużyna złożona z elfa, krasnoluda i człowieka musi stawić czoła rosnącemu w siłę słudze Saurona daleko na Północy, by ten nie pokrzyżował planów tolkienowskich bohaterów.
Produkcja oferuje więc aspekty charakterystyczne dla gatunku hack’n’slashowych RPG z dynamiczną walką czy rozwojem bohaterów na czele. Nie bez powodu wspomniałem także o trybie kooperacji, bowiem tytuł pozwala na zabawę z maksymalnie dwoma innymi graczami przez internet, a także na współdzielonym ekranie. Jeśli jednak tę przygodę wolicie poznać w samotności, to nie ma się o co martwić – Wojna na Północy pozwala graczowi swobodnie zmieniać kontrolowaną postać w trakcie zabawy, a każda z nich oferuje odmienny zestaw umiejętności.

Mamy tu więc krasnoludzkiego tanka, człowieka – łowcę z mieczem i łukiem, czy elfkę, która wspomoże drużynę czarami leczącymi i obszarowymi. Sztampowe zestawienie? No może trochę tak, ale po co zmieniać coś, co działa i sprawdza się tak dobrze od lat?
Na to pytanie nie odpowiem, lecz na koniec zostawię was z innym – czy aby przypadkiem nie jesteśmy właśnie świadkami rozpoczęcia nowej ery, w której czeka nas więcej gier ze świata LOTR-a w odświeżonej formie? Przecież na licencji wydano jeszcze kilka ciekawych produkcji, które nie zostały jeszcze przystosowane do dzisiejszych standardów, a sekcje komentarzy na forach pełne są wypowiedzi graczy, którzy z chęcią zagraliby w ten drugi albo inny tytuł ze wspomnianego uniwersum.
Skoro więc fani gotowi są wydać swoje pieniądze, to w dzisiejszej dobie remake’ów i remasterów prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto spełni ich życzenia. No i zdają się potwierdzać to inne branżowe media.

I nawet nie opierdalali się z wrzuceniem na GOG-a. To im się chwali.