Call of Duty w końcu przestanie udawać Fortnite’a? Po testach beta Modern Warfare 4 czuję, że CoD potraktuje graczy poważnie [JUŻ GRALIŚMY]

Call of Duty w końcu przestanie udawać Fortnite’a? Po testach beta Modern Warfare 4 czuję, że CoD potraktuje graczy poważnie [JUŻ GRALIŚMY]
Nareszcie świeże Call of Duty! Po wielu latach doczekaliśmy się nowej odsłony popularnej serii! Okej, żarty na bok, witam Was serdecznie na corocznym teście jednej z najpopularniejszych strzelanek na świecie.

Jak co roku nowe Call of Duty zadebiutuje jesienią, a my możemy je przetestować parę miesięcy wcześniej w ramach (długich) weekendów z wersją beta. W dniach 21–25 sierpnia odbywają się zamknięte testy Modern Warfare 4 – głównie dla osób, które zamówiły przedpremierowo grę, ale dostęp da się też zdobyć w inny sposób, np. oglądając transmisje na Twitchu u wybranych twórców. Otwarte testy startują natomiast 28 sierpnia i potrwają do 1 września.

Prawdziwy koniec żartów?

Przez ostatnie dwa lata dostawaliśmy Black Opsy (szósta i siódma część), które wystawiały cierpliwość graczy na poważną próbę. Głównie dlatego, że produkcja ta zaczynała coraz bardziej przypominać Fortnite’a, m.in. przez to, jakie płatne skórki twórcy dorzucali do zabawy. Wielkie zwierzaki, Nicki Minaj, postacie z kreskówek – to tylko kilka przykładów. Krytyka płynęła niemal z każdej strony – do tego stopnia, że przy premierze BO7 Activision starało się ukryć kolorowe i dziwne bajery, które i tak z czasem pojawiły się w grze w kolejnych miesiącach. Tym razem wracamy do Modern Warfare i od pierwszych zapowiedzi widać, że ma być poważniej, a autorzy zamierzają się trzymać umownego realizmu. Oczywiście kolejny rok pokaże, czy faktycznie tak będzie, bo CoD nieraz robił już nas w konia.

Call of Duty: Modern Warfare 4

W każdym razie na ten moment faktycznie nie ma tu pociesznych skórek postaci czy broni ze wzorkiem jednorożca, skupmy się zatem na becie MW4. Już od pierwszego momentu nostalgia zaatakowała moją CoD-owską duszę (w serię gram regularnie od niemal dwóch dekad) – samo menu wyboru trybu rozgrywki przypomina to z klasycznych odsłon cyklu. Po przeklikaniu się do multiplayera pojawiło się już całkiem sporo podobieństw do współczesnych części, niemniej miłe wrażenie zostało. Są lekkie zmiany, jak co roku, ale każdy, kto grał wcześniej w „Duti”, bez problemu odnajdzie się w tych menusach i zdecyduje, czy chce pofragować przeciwników na mapkach, czy też sprawdzić kampanię dla pojedynczego gracza. W tym roku razem z betką dano też do wypróbowania jedną z misji fabularnych.

Kotlecik, ale podany tak, jak lubisz

Oś fabuły w MW4 stanowi tym razem fikcyjny konflikt na Półwyspie Koreańskim i widmo trzeciej wojny światowej. Popularne postacie zapewne się pojawią, jak m.in. Ghost czy kapitan Price (który w tej odsłonie jest ścigany przez swoich kolegów), ale nie wydaje mi się, żebym w „demku” widział znajome twarze. Zostajemy rzuceni w sam środek walki, przedzieramy się przez okopy i ulice pełne samochodów (jeździmy czołgiem – bardzo topornie, ale jeździmy), aby na koniec pobiegać po okolicy reaktora jądrowego. Trochę strzelania z botami, kilka oskryptowanych scenek i efektowna końcówka, po której wjeżdża trailer.

Call of Duty: Modern Warfare 4

Spoko, ale kompletnie nic nowego dla weteranów serii – ja osobiście lekko się wynudziłem, mimo że misja trwa zaledwie 15–20 minut. Mam nadzieję, że w „pełniaku” będzie ciekawiej, choć szczerze mówiąc – wątpię. Ale przynajmniej mamy gwarancję, że kampania obędzie się bez elementów fantastycznych w przeciwieństwie do zeszłorocznej farsy w Black Ops 7 (m.in. wielka atakująca roślinka czy gigant niczym boss z God of War – tak kultowa seria stała się memem).

Dla mnie daniem głównym w każdym kolejnym Call of Duty jest bez wątpienia tryb multiplayer i w tym wypadku bardzo podoba mi się to, co zobaczyłem w becie Modern Warfare 4. Tradycyjnie – koła nikt tutaj nie wynajduje na nowo, ale faktycznie (tak, muszę to znowu napisać: PRZYNAJMNIEJ TERAZ) jest poważniej i bardziej militarnie. Realizm to oczywiście nadal umowny, bo przecież CoD to arcade’owa strzelanka, w której biega się niczym zajarana wiewiórka na baletach. Błyskawiczne wślizgi, efektowne akcje, szybkie TTK (time to kill) – to wszystko znalazłem w testowej wersji MW4 i przez 10 godzin nie mogłem się oderwać. Ba, gdybym miał więcej wolnego czasu, pewnie grałbym jeszcze dłużej, znowu wciągnięty bez litości.

Call of Duty: Modern Warfare 4

Ładnie tu macie

Do standardowych trybów multiplayer (Team Deathmach, Domination, Kill Confirmed, Search & Destroy itp., ale także niby nowe Inflation – zbieranie kasy i ochrona osoby z największą ilością gotówki) dostaliśmy do przetestowania kilka map z różnych rejonów świata. Mamy tutaj m.in. Rooftops, czyli nowojorskie dachy, czy Silkworm, a więc koreańską ulicę pełną sklepików i barów z żarciem (w jednej z miejscówek jest nawet plakat Starcrafta 2). Można sobie postrzelać także na Transit 213 – parkingu pełnym autobusów lub Cachette – ze stodołą i domkami na francuskiej farmie. Jest bardzo różnorodnie, bez pstrokatych kolorów kłujących w oczy (na Silkworm dają się momentami zauważyć żywsze barwy, ale to akurat przez specyficzny rodzaj lokacji). Areny nie należą do największych (zwłaszcza Transit), zapewniają więc nieustanną i szybką rozgrywkę. Klasyczne Call of Duty.

Bez wątpienia największą nowość w multiplayerze MW4 stanowi mapa Kill Block, czyli West Bridge Advanced Military Training. W becie można na niej zagrać tylko w trybie Gunfight 10v10, gdzie co dwie rundy gra losuje broń (wszystkim taką samą) i dysponujemy jednym życiem na rundę. Za każdym razem, gdy dostajemy inny oręż, lokacja także się zmienia. Inne rodzaje przejść, wyższe budynki, tunele, drzwi i tak dalej… Autorzy szacują, że możliwych jest ponad 500 konfiguracji tej areny. Świetny pomysł, z chęcią zobaczę taką miejscówkę również w innych modułach zabawy.

Call of Duty: Modern Warfare 4

Dobra klasyka

Perki, killstreaki, broń, dodatki – wszystko, co znacie z innych CoD-ów, jest i tutaj, z małymi tweakami i ulepszeniami, ale bez rewolucyjnych zmian. Te mniejsze docenią i zauważą weterani serii, np. nie ma możliwości użycia perków „duch” i „ninja” w tej samej klasie, co oznacza, że pełna „niewykrywalność” nie wchodzi w grę. W pierwszy weekend nie mogłem sprawdzić nowego Warzone’a (mapka Zodiac) czy trybu Ground War (duże areny), takowe zostaną udostępnione do testów w otwartej becie startującej 28 sierpnia.

Ogólnie rzecz ujmując, jestem bardzo zadowolony. Wspomniany fragment kampanii co prawda kompletnie niczym mnie nie zaskoczył, ale multiplayer wydaje się jednym z lepszych w Call of Duty od lat. Występują małe problemy graficzne czy niedomagające serwery, ale to kolejny powód, dlaczego dostajemy betę – aby autorzy mogli wyłapać takie rzeczy przed premierą.

Społeczność gry oczywiście już się podzieliła, niektórym nie pasuje bardzo szybkie TTK, inni narzekają na zbyt małe mapki, ktoś tam ma problem, że CoD to nadal CoD itp. Cóż, taki urok tej corocznej produkcji. Ja już nie mogę się doczekać premiery „pełniaka”. Przynajmniej kilka pierwszych miesięcy zapowiada się wyśmienicie. No chyba że znowu wlecą skórki teletubisiów…

Skomentuj