Kiedyś to był Spotify… Tak Napster dał milionom ludzi dostęp do „darmowej” muzyki

Kiedyś to był Spotify… Tak Napster dał milionom ludzi dostęp do „darmowej” muzyki
W czerwcu 1999 roku świat muzyki stanął na głowie. Dwóch młodych ludzi – 19-letni Shawn Fanning, student Northeastern University, i nieco starszy Sean Parker – uruchomiło usługę, która w ciągu kilku miesięcy stała się najszybciej zdobywającą popularność aplikacją internetową w dotychczasowej historii.

Nazywała się Napster, od przydomka Fanninga („Nappy Hair”, czyli powiedzmy „Kudłacz” – ze względu na jego bujne, kręcone włosy). Inspiracją dla twórcy były rozmowy z przyjaciółmi narzekającymi, że znalezienie muzyki w internecie jest trudne. Fanning postanowił połączyć istniejące technologie – format MP3, internetowe czaty IRC i ideę wymiany plików P2P – w jeden prosty program. I napisał kod aplikacji, która skanowała dyski twarde podłączonych komputerów i tworzyła centralną bazę danych z listą dostępnych utworów. Użytkownik wpisywał tytuł piosenki lub nazwę artysty i w kilka sekund mógł pobrać plik od kogoś innego na świecie. Nie było żadnych serwerów pełnych plików – tylko indeks i bezpośrednia wymiana między użytkownikami.

Bierzcie, to wszystko wasze!

Okazało się to genialne w swojej prostocie. W erze płyt CD za 15–20 dolarów i powolnego internetu Napster dał młodym ludziom dostęp do ogromnej biblioteki muzyki za darmo. Innymi słowy – użytkownicy masowo kopiowali chronione prawem utwory bez zgody właścicieli praw autorskich. Dla milionów internautów była to darmowa muzyka, dla branży fonograficznej – piractwo na niespotykaną dotąd skalę.

Latem 2000 roku Napster miał już ponad 20 milionów użytkowników (a w szczycie popularności – ponad 26 mln, niektóre źródła twierdzą, że nawet 80 mln). Co minutę pobierano za jego pomocą jakieś 14 tysięcy piosenek. Wiele uczelni w USA zaczęło blokować Napstera, nie z powodów prawnych, tylko technicznych – ruch generowany przez ten serwis zatykał przepustowość całych sieci uniwersyteckich. Dla wielu miłośników muzyki Napster stał się synonimem wolności i możliwości wyboru. Nagle nie trzeba było kupować całego albumu, żeby posłuchać jednego ulubionego kawałka (albo liczyć, że wyjdzie na singlu z jakimś „zapychaczem” po drugiej stronie).

Branża kontratakuje

W grudniu 1999 roku Recording Industry Association of America (RIAA) – reprezentująca wielkie wytwórnie – pozwała Napstera o masowe naruszenie praw autorskich. W kwietniu 2000 roku do akcji wkroczyła Metallica. Zespół odkrył, że jego niewydany jeszcze utwór „I Disappear” (z filmu „Mission: Impossible 2”) krąży po sieci. Perkusista Lars Ulrich osobiście złożył pozew, dostarczając listę ponad 335 tysięcy użytkowników dzielących się ich muzyką. Kilka tygodni później podobny pozew złożył Dr. Dre. Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu – media pisały o Davidzie walczącym z Goliatami muzycznego biznesu.

Właściciele Napstera bronili się argumentem, że jest on tylko narzędziem – jak magnetowid czy ksero – i że nie powinni ponosić odpowiedzialności za to, co robią użytkownicy. Twierdzili też, że program promuje sprzedaż płyt, gdyż ludzie odkrywają nowych artystów. Częściowo było to prawdą – niektóre zespoły (np. Radiohead z albumem „Kid A”, który wyciekł do Napstera przed oficjalną premierą) zyskały na popularności właśnie dzięki Napsterowi.

Ale skala piractwa dokonywana przez serwis była porażająca. Wytwórnie widziały w tym egzystencjalne zagrożenie dla całego modelu biznesowego opartego na sprzedaży fizycznych nośników. W lipcu 2000 roku sędzia Marilyn Hall Patel wydała wstępny nakaz zablokowania i usunięcia chronionych prawem autorskim plików. Firma próbowała filtrować treści, ale technicznie okazało się to w zasadzie niemożliwe przy milionach plików i użytkowników. W marcu 2001 roku sąd apelacyjny podtrzymał tę decyzję.

I po ptokach

2 lipca 2001 roku sąd wydał nakaz wyłączenia serwerów do momentu, gdy zostaną zainstalowane filtry skutecznie odsiewające chronione prawem utwory. W praktyce oznaczało to więc decyzję o likwidacji Napstera. Nastąpiło to 11 lipca 2001 roku. Dla milionów fanów był to koniec pewnej ery. Wniosek o bankructwo złożono w 2002. Aktywa wykupiła firma Roxio, która uruchomiła płatną wersję serwisu, Napster 2.0, niespecjalnie cieszącą się powodzeniem. Dziś Napster istnieje nadal, jako legalna platforma streamingowa, ale to już zupełnie inna historia.

Zamknięcie Napstera nie zlikwidowało piractwa – tylko je „rozproszyło”. Po jego upadku powstały sieci w pełni zdecentralizowane (jak Gnutella czy Kazaa), których nie dało się już tak łatwo wyłączyć, bo nie było jednego głównego serwera do zamknięcia. Napster przegrał bitwę, ale wygrał wojnę. Pokazał, że ludzie chcą cyfrowej muzyki – łatwej, taniej i na żądanie. Zmusił przemysł do digitalizacji. Dość szybko w sieci pojawił się iTunes Steve’a Jobsa – legalna alternatywa z ceną 99 centów za utwór. Potem przyszły Spotify, Apple Music i streaming, który uratował (i odmienił) branżę.

PS Sean Parker został później pierwszym prezesem Facebooka i jedną z najbardziej wpływowych postaci Doliny Krzemowej.

Skomentuj