Szef Twitcha mógł powiedzieć trochę za dużo o GTA 6 Online. Na tryb sieciowy poczekamy dłużej niż ostatnio

Szef Twitcha mógł powiedzieć trochę za dużo o GTA 6 Online. Na tryb sieciowy poczekamy dłużej niż ostatnio
Może się przejęzyczył prosząc o sól.

Dan Clancy, dyrektor generalny Twitcha, poleciał na Tokyo Game Show, usiadł z Bloombergiem i puścił famę. Owszem, rzekł, przy GTA 6 oglądalność mu skoczy, ale prawdziwy skok Twitch wykona dopiero w przyszłym roku, kiedy to Rockstar uruchomi tryb wieloosobowy. Byłaby to większa przerwa niż między częścią piątą a GTA Online.

Clancy nie jest przecież losowym gościem z internetu, który słyszał od kogoś, kto znał człowieka, co ma wujka w Rockstarze. W tym samym wywiadzie mówi też o tym, że Twitch spędził masę czasu na rozmowach z twórcami GTA 6 o ich planach, i o tym, jak włączyć w to wszystko twórców. Bloomberg co prawda opisuje to ostrożnie jako zaledwie oczekiwania Clancy’ego, nie jako oficjalną datę, bo i Rockstar nic nie powiedział. Ale poważni prezesi, którzy wychodzą z poważnych rozmów nie rzucają takich komentarzy, żeby się pozgrywać.

Jason Schreier poinformował niedawno, że Rockstar ani myśli jak na razie rozmawiać o sieciowym GTA 6. Studio z uporem maniaka opisuje szóstkę jako grę dla jednego gracza, nie potwierdziło nawet, że jakikolwiek tryb wieloosobowy powstaje. Toteż mamy tych dwóch rabinów, co jeden milczy, a drugi papla w Tokio. Takie rzeczy się zdarzają. Clancy może właśnie odbierać od Rockstara telefony pełne pytań o to, czy przypadkiem nie przeszedł operacji zamiany głowy na inną część ciała.

Albo i nie. Może to tak zwany kontrolowany przeciek?

Jedyny konkret, który mamy, pochodzi z sali sądowej w Edynburgu, gdzie toczy się postępowanie zwolnionych pracowników i związku IWGB przeciwko Rockstarowi. Broniąc swojej decyzji o redukcji, studio samo napisało w dokumentach, że pracownicy rozmawiali na związkowym Discordzie o „formacie 32-osobowym”, który był wtedy tajny i łamany przez poufny. Jasne: to tylko format, który gdzieś testowano na jakimś etapie. Równie dobrze mogli go zarzucić, ale po co zarzynać kurę, która może złożyć tyle złotych jajek, że szefowie Rockstara będą ścigali się na jachty z Gabem Newellem?

Do Leonidy pojedziemy w listopadzie, sami. Ze znajomymi najwcześniej za rok i to tylko przy optymistycznym założeniu, że Clancy się nie przejęzyczył, bo Rockstar przesuwał premierę „szóstki” dwa razy i nikt mu przecież krzywdy za to nie zrobił.

Dołącz do dyskusji