Pierwsze Action Redaction w historii CDA! Sprawdzamy CD-Action 04/1996
Trzymasz w kieszeni dychę wyżebraną od rodziców i gnasz do kiosku, aby nabyć kolejny numer CDA, 06/96. A tu zonk! Pani mówi, że należy się aż 12,95 zł! Wtedy to było naprawdę sporo kasy. (Na dzisiejsze to jakieś 45 zł). Pamiętacie ten ból? :) A to wszystko przez to, że od tego momentu w CD-Action zaczęły pojawiać się aż dwa CD! No i przybyło mu parę stron, bo odtąd magazyn liczył ich już 72. Czytelnicy uznali, że to dobry deal – te dodatkowe 3 złote do wydania przyjęto bez marudzenia.
W tym CDA po raz pierwszy daliśmy na okładkę grafikę z gry, konkretnie z Dark Earth, a nie jakieś artystyczne „wykwity” jak wcześniej. Stąd też duży nagłówek „DARK EARTH” tamże (i mniejszy dopisek „już wkrótce”). Dlaczego akurat właśnie ta produkcja? Zaraz wyjaśnię.
...Ech, ta „okłatka” :)
Dodaliśmy równie wielki napis reklamujący recenzję programu graficznego SCALA MM100 oraz spory nagłówek o konkursie na prace zrobione w Imaginie, innym programie graficznym, którego pełną wersję dorzuciliśmy w poprzednim numerze. (A jeśli chodzi o pełniaki, w tym wydaniu zaserwowaliśmy na CD pełną wersję... screensavera z gry Myst, czym też się chwalimy). Z innych osiągnięć warto jeszcze odnotować widoczny na coverze błąd ortograficzny (złe użycie apostrofu w tytule gry – pamiętajcie, stawiamy go tylko po tych literach, których nie wymawiamy). Nic wielkiego, ale nawet mały babol na okładce to jednak wstyd.

Z tytułów gier, które uznaliśmy za godne wyeksponowania, wymienić należy War Wind, czyli „Warcrafta w kosmosie”. Ktoś to jeszcze kojarzy? A także Lords of the Realms II, SVIW 3D, a zaraz poniżej wsadziliśmy jakiś użytek etc. Czyli tradycyjnie nadal groch z kapustą, naciapane bez ładu i składu. Acz zaznaczyć muszę, że mniej więcej od tego numeru zaczęliśmy w CDA to i owo poprawiać i ulepszać, choć za bardzo jeszcze tych zmian nie widać. Ale np. teraz w spisie treści, mimo że nadal bez sensu wyeksponowane, znalazły się autorskie tytuły artykułów z dodaną do każdego z nich w nawiasie informacją, czego dotyczą. Na przykład: „GNIEW BOGÓW” (Zork Nemesis). Ale czy to recenzja, zapowiedź albo coś innego, to już musicie się domyślić sami…
Chaotycznie, acz do przodu
Wstępniak – nadal pisany kursywą, co utrudnia jego czytanie – stanowi w sumie nieco chaotyczną relację z targów ECTS, na które pojechali ówczesny naczelny i Witek, współwydawca; obaj byli tym bardzo podjarani. Spotkali się tam m.in. z twórcami wspomnianego Dark Earth, od których dostali dedykację dla czytelników i zapewne również spory presspack, bo poza grafiką okładkową starczyło go też na solidną, trzystronicową zapowiedź tej gry.
W CDA nadal nie ma jakichkolwiek działów tematycznych. Zaczynamy tradycyjnie – od użytków. Na początek aż dwie strony o naszej pełnej wersji, czyli screensaverze bazującym na grafikach z Mysta. Potem nieco rozmaitych programów edukacyjnych (ZOO Guides, Master Cook), także dla tych bardzo młodych czytelników, sądząc z grafik i treści (Gramatyka, Mr Potato Head). Powoli jednak dojrzewamy do konkluzji, że chcemy być pismem głównie o grach, gdyż owe teksty zajmują dużo mniej miejsca niż wcześniej, bo już tylko 15 stron.

Od lwa do zająca
Stąd już od strony 16 wchodzą gry, a w sumie to zapowiedź Lwa Leona, autorstwa, hmm, Smugglera. A zaraz obok recenzja erotycznego thrillera w FMV, czyli Voyeur II. Dalej dwie polskie produkcje (Świrus i Noc). Wspomnijmy też jeszcze raz o War Wind, bo tam nasi detepowcy się postarali. Nawet za bardzo. Recenzja miała być na cztery strony, ale że nie zmieściła się im jedna duża ramka, to zrzucili ją na piątą (lewą!), na jedną szpaltę, a zaraz obok była recka innej gry. ...A co! Wygląda to dość... ciekawie. Zresztą popatrzcie sami.


Generalnie DTP wtedy rządził w CDA i niczym dziwnym nie było, jak przychodził któryś z nich i mówił autorowi: „Ej, dopisz mi jeszcze ze 3–4 zdania do tej recenzji, bo brakuje tekstu na stronie, a nie mam czym tego zapchać”. I człowiek siadał, i dopisywał. :) Oczywiście nie przyjmowali reklamacji co do złożonych stron. Jak zrobili, tak właśnie miało być – i inaczej się nie dało. Jakaś stylówka CDA? Pfu, herezja i ograniczanie swobody artystycznej! Stąd też każda recenzja składana była wedle ich woli i fantazji, font tytułowy był niemal za każdym razem inny etc. A w takim Fire Fight któryś wsadził oryginalny logos, bez autorskiego tytułu. Bo tak! W sumie to nawet nieźle wyglądało, nie powiem, i zasugerowaliśmy im, by robili to częściej. I najwyraźniej posłuchali, co widać na kolejnych kartkach CDA.

Recenzje kończą się na stronie 60 dość niespodziewanym akcentem, bo recką gry retro Jazz Jackrabbit. Dodano nawet specjalny wyróżnik, czyli pajęczynkę i napis RETRO. Przypomnę, że ta gra wyszła w roku… 1994, czyli miała dwa lata w momencie recenzji. Retro pełną gębą! :)
Action Redaction!
A potem mamy dział Shareware, wspomnianą już trzystronicową zapowiedź Dark Earth (ale dlaczego akurat w tym miejscu, a nie obok Lwa Leona, tego naprawdę nie wiem), solucję do Voyeur II, Tipsy (jako Tipsomanię), dwie moje strony o scenie komputerowej, rozstrzygnięcie turnieju na poziomy do Dooma oraz uwaga, uwaga – debiut nowego działu: ACTION REDACTION! Tadam!!!

Nazwę tego działu z listami wymyślił Lord Yabol podczas burzy mózgów. Ja troszkę potem oponowałem, że sensowniej byłoby raczej coś w rodzaju ACTION-REACTION, no ale wszyscy uznali, że tamten pomysł im się podoba... i tak już zostało na te 30 lat. Początki tej rubryki są skromne – jedna strona, całe cztery listy, a odpowiadał na nie grzecznie i rzeczowo Paweł Musiałowski. Choć w praktyce to na jeden odpisałem ja, a na drugi Fred (wydawca), co Paweł zaznaczył w dopisku na końcu strony.
I to by było na tyle…
W sumie to wszystko, acz może warto jeszcze zerknąć na czwartą stronę okładki, na jedną z nader nielicznych w numerze reklam (Quake za 159 zł, Command & Conquer za 179 zł, ale Duke Nukem 3D tylko za 135 zł). Swoją drogą to był sklep współwydawców CDA. Jeśli dobrze policzyłem, to tylko dwie czy trzy reklamy pochodziły z zewnętrznego źródła (a i to zwykle nie na całą stronę). Cóż, reklamodawcy nadal nie wierzyli, że z CDA coś będzie, a patrząc dzisiaj na to, cośmy wtedy wypuszczali, wcale się im nie dziwię, że nie palili się, by w nas inwestować. Pismo wciąż wyglądało badziewnie i chaotycznie, ale był już jakiś mały progres. Detepowcy zaczęli nawet mruczeć o czymś, co nazywali „layoutem” (tzn. że zrobią nowy layout), ale nikt z nas nie bardzo rozumiał wtedy, co to właściwie jest, więc tylko kiwaliśmy głowami, że OK, róbcie, róbcie… :) A tutaj rzućcie okiem na jeden z cedeków:
PS Generalnie, o ile w poprzednim CDA napisałem sporo tekstów, tak ten numer zdominowali Paweł (pod różnymi pseudonimami) i Lord Yabol, przygotowując większość recenzji. Ja załapałem się – jako Mac Abra – tylko na jedną. Do tego scena i jedna zapowiedź. A to głównie dlatego, że w Leryksie, gdzie nadal pracowałem, kończyłem scenariusz Clasha i byłem tym tak wyczerpany i zajęty, że miałem mniej czasu, by udzielać się w CDA.
PPS W tym numerze nigdzie nie mogłem znaleźć stopki redakcyjnej. Pewnie zapomniano o tym drobiazgu podczas składania pisma. Pierwszy, ale wcale nie ostatni raz. Bo wtedy CDA składano pośpiesznie w dosłownie 2–3 dni... I to widać, oj widać…

Za młody byłem żeby wtedy to czytać.
Że to dziwne, że pierwszy JazzJackrabbit z 1994 roku to było z perspektywy dwóch lat retro? Wtedy procesory tak szybko się rozwijały, że te dwa lata to była poniekąd przepaść technologiczna. Dziwny to był czas dla pecetowego grania – kupowałeś kompa za małą fortunę, a po roku, najdalej dwóch, do najnowszych tytułów już właściwie się nie nadawał… wtedy chyba lepiej faktycznie wychodzili konsolowcy z PlayStation 🙂