„Metal pasuje idealnie do gier wideo”. Gitarzysta Papa Roach o tym, co łączy świat muzyki i gamingu [TYLKO U NAS]

„Metal pasuje idealnie do gier wideo”. Gitarzysta Papa Roach o tym, co łączy świat muzyki i gamingu [TYLKO U NAS]
Jerry Horton z Papa Roach rozmawia z CD-Action o muzyce, grach wideo i tym, jak te dwa uniwersa potrafią się ze sobą przenikać.

Dzięki uprzejmości Knock Out Productions miałem ostatnio okazję pogadać z gitarzystą słynnego Papa Roach, Jerrym Hortonem. Widać było, że muzyk był chyba nieco zmęczony, ale uśmiech i tak nie opuszczał jego twarzy. Cieszę się, że mogłem go rozbawić. Pogadaliśmy o najbliższym koncercie zespołu, który odbędzie się w Katowicach jeszcze w listopadzie (Papa Roach + Landmvrks + Sleep Theory, 16.11.2026, Spodek), pracach nad utworem promującym netfliksowy serial „Devil May Cry”, atmosferze w kapeli, ojcostwie, grach wideo i płytach dorzucanych niegdyś do CD-Action. Życzę miłego czytania i jednocześnie zapowiadam, że wywiady z muzykami powiązanymi z gamingiem będą pojawiały się co jakiś czas na naszej stronie internetowej. Bądźcie czujni!

Rozmowa odbyła się 5 listopada 2026.

Hubert Pomykała: Cześć, Jerry! Jesteście dzisiaj w Birmingham, prawda? 

Jerry Horton (gitarzysta Papa Roach): Cześć! Tak jest, zgadza się.

W związku z pobytem w tym słynnym angielskim mieście – mieliście może okazję zobaczyć jakieś miejsca związane z historią legendarnego Black Sabbath?

Tak jest! Poszliśmy dzisiaj obejrzeć słynną ławkę na moście (chodzi o Black Sabbath Bench & Bridge, zlokalizowaną przy Broad Street w Birmingham – przyp.red.). I cóż, był to bardzo zacny spacer.

Okej, a co w ogóle sądzisz o powrocie Ozzfestu? Nie wiem, czy wiesz, ale dosłownie jakiś kwadrans temu ogłoszono trzy jego daty. W przyszłym roku festiwal przyjedzie również do Europy, a konkretnie do Wielkiej Brytanii.

Właściwie nie wiem, co ma to wspólnego z Ozzym, ale myślę, że to mimo wszystko fajna wiadomość.

Dzisiaj gracie trzeci koncert na trwającej europejskiej trasie Papa Roach. Wyjdziecie na scenę za kilka godzin. Dosłownie za chwilę zagracie również w Polsce, w Katowicach, a konkretniej w słynnym Spodku, jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów koncertowych w naszym kraju. Jaki rodzaj show przywieziecie ze sobą tym razem?

Obiecujemy mnóstwo energii, ale nie zamierzamy przez cały czas spuszczać wam łomotu. Trochę odpuścimy, pozwolimy przez chwilę złapać oddech, a potem wrócimy i znowu uderzymy. Oczekujemy, że ludzie będą skakać i może...

…moshować?

Tak, ale też śpiewać razem z nami i po prostu świetnie się bawić.

fot. materiały promocyjne / Bryson Roatch

Okej, sprawdziłem aktualną setlistę Papa Roach dosłownie kilka minut temu i zauważyłem, że gracie fragmenty utworów innych artystów. Mam na myśli przede wszystkim kapele związane z nu metalem, np. Deftones i Korn, ale i nie tylko, gdyż w rozpisce widnieje też cytat z The Prodigy. Wiem również, że podczas tej trasy mocno wracacie do albumu „Infest”. Czy to swego rodzaju świętowanie tego, co Papa Roach robiło przez ponad 30 lat aktywności?

Tak, wiesz, to coś w rodzaju oddawania hołdu naszym inspiracjom, ale także po prostu dobra zabawa z przyjaciółmi. Ostatnio dostałem nawet wiadomość od Briana z Korna. Napisał: „Stary, ale super, że gracie «Blind». Widziałem to na nagraniu i wyglądało to doprawdy niesamowicie!” Nie możemy niestety występować na scenie ze wszystkimi naszymi przyjaciółmi, więc zabieramy ich ze sobą w ten sposób, choćby na chwilę. A publiczność to uwielbia. Wszyscy świetnie się przy tym bawią.

Co w ogóle robicie obecnie, żeby na nowo rozpalać w sobie ogień przed każdym kolejnym występem?

Cóż, kiedy tylko wychodzimy na scenę, po prostu odpalamy jakiś przełącznik. Energia, którą dostajemy od publiczności, natychmiast nas napełnia. Nie jest to więc coś, nad czym naprawdę musimy pracować. Jeśli gramy koncert, na którym nie wszyscy znają zespół, albo występujemy np. na bardziej popowym festiwalu, może to wymagać więcej wysiłku. Ale zazwyczaj, kiedy przyjeżdżamy z własnymi trasami, wszystko przychodzi łatwo. Nie musimy się nad tym zastanawiać.

Nie wiem, czy wiesz, ale reprezentuję magazyn gamingowy, więc chcę zapytać o kilka bardziej geekowskich tematów. Czy kiedykolwiek liczyłeś, w ilu grach wideo pojawiła się wasza muzyka?

Nigdy nie poświęciłem na to czasu. Strzelam, że w siedmiu.

Niekoniecznie. Wiele źródeł podaje, że wasza muzyka pojawiła się w ponad 40 grach wideo.

Wow, aż w 40?

Tak jest, w ponad 40 – większość z nich to gry sportowe lub muzyczne, ale numery Papa Roach trafiały też do wyścigów i FPS-ów. Co o tym sądzisz? 

Uważam, że to świetna sprawa. Uwielbiam zwłaszcza, kiedy do gier trafiają utwory, które naprawdę pasują do tego, co akurat robisz. Sam też zresztą bardzo lubię, jak tak się dzieje. Dla mnie w ogóle jednym z najfajniejszych momentów było pojawienie się naszej muzyki w Gran Turismo*, ponieważ prywatnie totalnie uwielbiam tę serię. To było niesamowite.

Czytałem w jednym z polskich wywiadów, że byłeś kiedyś zapalonym graczem, ale później, już jako ojciec, po prostu nie miałeś czasu na PlayStation. Czy masz go może trochę więcej właśnie teraz, gdy twoje córki są już nieco starsze?

Fakt, mam go rzeczywiście trochę więcej, ale wiesz, moja młodsza córka nadal chodzi do szkoły, więc wciąż skupiam się na byciu tatą. Ale myślę, że kiedy obie skończą szkołę, to może wtedy znajdę czas, by wkręcić się na nowo.

Tony Haw's Pro Skater 1+2

Nie tylko jako ojciec widzisz teraz zapewne trzy lub nawet cztery pokolenia fanów, które obecnie przychodzą na wasze koncerty. Co sądzisz o najmłodszych fanach Papa Roach, dopiero co poznających twórczość zespołu?

To niesamowite, że mamy wśród fanów zarówno ludzi w naszym wieku, a nawet nieco starszych, jak i zupełnie młodych. To świetna sprawa nie tylko ze względu na energię podczas koncertów, ponieważ ludzie w naszym wieku wolą po prostu stać z tyłu i niekoniecznie mogą już uczestniczyć w moshowaniu, ale również dlatego, że interesujące jest obserwowanie, jakie utwory, poza tymi najbardziej oczywistymi, młodzi ludzie znają na pamięć. Fajnie też obserwować kogoś, kto być może właśnie słyszy po raz pierwszy jakiś utwór. To zdarzało się szczególnie podczas tej trasy, bo lubimy też zagrać coś, co niekoniecznie należy do naszych najpopularniejszych kawałków. Po prostu lubimy urozmaicać koncerty i wyciągać z repertuaru coś nieoczywistego i od dawna niesłyszanego. Obserwowanie reakcji wszystkich i wciąganie ich w to doświadczenie jest dla nas po prostu zabawą.

Zdarzyło ci się kiedyś zarywać noce podczas trasy koncertowej z powodu grania?

Nie zarywałem nocy, ale kilka razy zdarzyło mi się oglądać wschód słońca w autobusie. A akurat w moim przypadku to naprawdę kiepsko, ponieważ kiedy już zobaczę słońce, trudno mi zasnąć. Na szczęście w części sypialnej autobusu nie ma światła, które mogłoby się tam dostać. Tak więc nie był to może jakiś wielki problem, ale kiedy widziałem wschód słońca, miałem trochę wrażenie, że psuję sobie życie. (śmiech)

Okej, a czy granie pomagało ci może zminimalizować presję związaną z byciem muzykiem koncertującym?

Tak, granie jak najbardziej pomagało. Nie jestem imprezowiczem, więc właśnie to lubię robić – uciekać choć na chwilę do zupełnie innego świata.

Wspomniałeś wcześniej o Gran Turismo. Wiem, że jesteś pasjonatem samochodów, szczególnie klasycznych. Społeczności fanów wyścigów samochodowych są przecież znane z grania w gry wideo związane z motoryzacją. Masz jakieś przemyślenia na ten temat?

Myślę, że moim kolejnym krokiem, by wrócić do gamingu, będzie zakup jakiegoś zestawu do symulacji wyścigów. Wiesz, kierownica, fotel, wszystko na poważnie. Nazywa się to chyba iRacing. Mój znajomy w to ciśnie i jest srogo uzależniony. Tak, to będzie mój kolejny krok, by na dobre wrócić do grania.

iRacing

A czy według Ciebie muzyka rockowa i metalowa pasują do świata gier wideo w sposób zupełnie naturalny?

Tak, oczywiście. Wiesz, jest przecież tak wiele różnych gatunków gier… sporo z nich, na przykład FPS-y, a nawet gry samochodowe, mają bardzo filmowy charakter. Muzyka metalowa pasuje tu tak idealnie, że nie trzeba się nad tym nawet głębiej zastanawiać, bo dobry soundtrack wzbogaca całe doświadczenie.

Czy gracze i fani muzyki rockowej mają podobny sposób myślenia?

Zdecydowanie. Fani rocka i metalu są, według mnie, bardzo ogólnie rzecz ujmując, najszczęśliwszymi i najbardziej życzliwymi ludźmi spośród fanów wszystkich gatunków muzycznych. A gracze, pomijając młodych chłopaków, którzy lubią sobie pogadać i ponarzekać, zazwyczaj pozostają otwarci i wspierają się nawzajem. Myślę więc, że te społeczności w dużym stopniu się zazębiają.

A czy na obecnym etapie kariery nadal jesteście ze sobą blisko nie tylko jako członkowie kapeli, ale również jako ludzie?

Jasne, ale zazwyczaj spędzamy na wyjazdach więcej czasu niż w domu, ponieważ musimy też znaleźć czas dla naszych rodzin. Dlatego na koniec każdego tournée mówimy sobie nawzajem: „Chciałbym powiedzieć, że będę za tobą tęsknić, ale nie będę”. Tak to już jest, kiedy gra się w zespole rockowym.

Doskonale to rozumiem, bo sam też gram w kapeli. Chciałbym ci opowiedzieć jeszcze trochę o naszym magazynie. Jesteśmy na rynku od ponad 30 lat…

Wow, świetnie! Gratulacje. To szmat czasu.

Bardzo dziękuję. Mam tutaj ze sobą najnowszy numer, tak to wygląda teraz. Magazyn CD-Action. Spoko nazwa, nie? Czas leci. Tak czy siak, ta zabawna z dzisiejszej perspektywy nazwa wzięła się niegdyś poniekąd dlatego, że wiele lat temu nasz magazyn był sprzedawany z płytami CD zawierającymi gry wideo. Wielu polskich graczy zna wasze „Blood Brothers” dzięki grom z serii Tony Hawk’s Pro Skater, które dystrybuowaliśmy na dorzucanych przez nas krążkach.

Zajebiście!

fot. Netflix

W związku z tym chciałem zapytać, czy masz może jakąś wiadomość dla ludzi na całym świecie, którzy poznali Papa Roach dzięki grom wideo? A także dla polskich fanów, którzy poznali wasz zespół dzięki naszemu magazynowi?

Przede wszystkim dziękujemy, że daliście nam szansę i cieszymy się, że poznaliście nas właśnie w ten sposób. Myślę, że dodaje to dodatkowy walor sentymentalny w postaci dobrych wspomnień związanych z tamtym okresem i graniem w stare gry. Jestem po prostu wdzięczny, że mogliśmy być częścią tego doświadczenia.

Opowiedz jeszcze, proszę, o współpracy z Hanumankindem przy singlu „See You in Hell”, nagranym na potrzeby animowanego serialu Netfliksa, „Devil May Cry”.

Szczerze mówiąc, nie robiliśmy tego razem. Nagraliśmy wszystko, a potem wysłaliśmy mu materiał. On mieszka w Indiach. Tak więc dystans był jednym z problemów, z którymi musieliśmy się zmierzyć. Mogę jednak powiedzieć, że oczywiście jesteśmy fanami jego twórczości. Później spotkaliśmy się na planie teledysku i wiesz co? To naprawdę fajny gość. Świetnie się z nim rozmawiało. Darzymy się wzajemnie sporym szacunkiem i myślę, że wciąż pozostawiamy sobie otwarte drzwi do ewentualnej współpracy w przyszłości. Poza tym nie mógłbym być bardziej zadowolony z całego doświadczenia. Uwielbiam to, co Hanumankind zrobił z tym utworem. Myślę, że nadał mu nowy, ciekawy wymiar.

Okej, to już wszystko. Dziękuję za rozmowę i życzę udanego koncertu!

Tak, widzimy się w Katowicach?

Raczej tak, a więc do zobaczenia.

No i wspaniale. Cześć, trzymaj się.

(*) Dotychczas w cyklu zadebiutowały trzy numery Amerykanów, jeden w opatrzonej dopiskiem A-Spec „trójce” i dwa w GT4, w tym jeden remix kultowego „Getting Away With Murder”.

Dołącz do dyskusji