[10 dni z M&M Heroes III HD] Bestia bestii nierówna
Czasami spotykałem się z istotami, o których nigdy nie słyszałem – sprawdzałem więc na przykład, czym są „Roki”, chociaż sprawdzić łatwo tego nie było, bo pod koniec lat 90. nikt sobie nawet Wikipedii nie wyobrażał. W końcu jednak się udawało – jak to teraz można łatwo wyczytać, okazywało się, że nie żaden Rok, ale „Ruk, rok lub ruch – olbrzymi ptak występujący w mitologii perskiej, tak ogromny, że lecąc przesłania słońce i zmienia dzień w noc”.
Dosyć smutnym otrzeźwieniem było dla mnie po latach jednak to, że kalifornijskie studio New World Computing więcej informacji brało z podręczników do Dungeons & Dragons niż z jakichkolwiek materiałów źródłowych i mitologii. Wystarczy wspomnieć o Gorgonie, który w Heroes of Might & Magic III jest magicznym bykiem pokrytym łuskami, podczas kiedy w mitologii greckiej to samo słowo oznacza skrzydlate siostry z włosami składającymi się z węży (a jedną z nich była, występująca w grze zresztą, zabita w jednym z mitów przez Perseusza Meduza).
Ale seria Heroes, nawet pomimo tego, jest przyjemnym bestiariuszem, który pozwala w wygodny sposób spojrzeć na przeróżne stwory z przeróżnych kultur. Zajrzeć w różne miejsca, do których normalnie mogłoby się nie sięgnąć. A jest czego szukać, bo każda co dziwniejsza jednostka, służąca nam za mięso armatnie, ma za sobą jakąś świetną historię.
Zacznijmy, na przykład, w ten sposób…
Bardzo dawno temu w polskim miasteczku Chełm, podobno w okolicach XVI wieku, żył rabin Eliasz, który pewnego razu zamknął się na strychu i kazał swojemu pomocnikowi zanieść na górę wiadra z gliną i wodą. Długo się tam dłubał, ale w końcu wyszedł, a razem z nim pojawił się stwór dziwny: niby człowiek, a jednak jakiś taki nie bardzo. Wielkie bydle, a do tego niewyraźne – rabin, okazało się, talentu do rzeźby nie miał, ale za to opanował tajemną sztukę ożywiania tego, co nieożywione. Przykleił na czoło tej bryle gliny papierek ze słowem „emet” (oznaczające „prawdę”), zapisanymi hebrajskimi literami, i – jak zapowiadała święta księga, można powiedzieć, „słowo ciałem się stało”. Rabin wytłumaczył mieszkańcom Chełma, że patrzą na nic innego, jak na golema.
Problem (bo każda dobra historia musi mieć jakiś „twist”) z tą ożywioną gliną polegał jednak na tym, że durna była. Tylko Bóg może stworzyć coś rozumnego (i po to stworzył człowieka), a ludzie ani nie potrafią, ani nie powinni – golem był w stanie wykonywać więc tylko proste zadania, choć i z nimi sobie nie radził na tyle dobrze, by dało się jego niezwykłą siłę wykorzystać. Eliasz kazał mu raz nosić wodę do synagogi, wrócił na potop, bo bryła gliny nie wiedziała, co z przyniesioną wodą robić i wylewała ja na ziemię. Innego razu kazał mu drzewa rąbać i doczekał się wyrąbanego lasu. Postanowił więc pozbyć się biedaka, ale nie wiedział jak się do tego zabrać – po wieczorze modlitw Bóg mu zesłał podpowiedź: miał uśpić golema winem z ziołami, a potem zdjąć mu z czoła kartkę. A przynajmniej tak przedstawia to Ewa Basiura w „Żydzi polscy w legendzie i opowieści” (dzięki sztetl!).
Inne źródła już w tej opowieści o Eliaszu widzą pierwowzór historii o wiele bardziej krwawej i nieprzyjaznej. Rabin, znany już jako Baal-Szem, miał stworzyć golema, a potem pozbyć się go w obawie przed zniszczeniem planety, bo stwór rósł za szybko. W innej wersji golem miał być nie tylko pomocnikiem, ale też strażnikiem chełmskich Żydów – bronić ich przed atakami miejscowych chrześcijan. Pewnego razu, po interwencji chodzącej gliny, która rozsmarowała chrześcijańskiego napastnika jednym ruchem, rabin postanowił, że Żydzi będą musieli jednak poradzić sobie inaczej i zmienił słowo „emet” na ożywiającej potwora kartce na „met”, oznaczające „śmierć”.
Ta legenda wiąże się z bardziej znanym, stworzonym przez Jehudę Löw ben Becalela, praskim golemem, który strzegł Żydów, jak zgadliście, w Pradze. Rabin miał dostać pozwolenie od Boga na zbudowanie go tylko pod warunkiem, że stwór będzie „wyłączany” w szabat, czyli sobotę, czyli dzień święty, który należy święcić. Wszystko szło pięknie, aż do momentu, kiedy Jehudzie się o tym zapomniało – dorwał golema dopiero przy drzwiach synagogi i przerażony, że szabat zostanie zrujnowany (a to grzech!), w ostatniej chwili wyrwał mu z głowy dającą mu życie kartkę. W innych wersjach nie udało się uniknąć tragedii – glina najpierw wymordowała pół miasta (w bardziej absurdalnej wersji zyskała świadomość i wymordowała pół miasta dopiero po tym, jak się zakochała i została odrzucona).
Ach. O golemach można by pisać i pisać, bo tematem są wdzięcznym – ludzie próbujący bawić się w bogów, powołujący do życia istoty mające im służyć, a potem (czasami) wyrywające się spod kontroli. Nawet roboty, androidy i inne cuda nowoczesnej techniki można pod to podciągnąć, a sięgający bardzo, bardzo, bardzo dawnych czasów motyw będzie dalej aktualny. Szkoda więc, że Heroes of Might & Magic przedstawiło biedaków jako zadające 4-5 punktów obrażeń i mające 50% odpornością na magię istoty kosztujące 150 złota sztuka.
Jedną z największych zbrodni grafików New World Computing są, wydaje mi się, wampiry. Zawsze przypominały mi lepiej ubrane, ale trochę mniej „ludzkie” zombie: jakby frak im się przybrudził i pogniótł od leżenia w grobach, a i taki jakiś niemodny się zrobił przez te wieki, które w tych swoich trumnach przeleżały. Dziwne to tym bardziej, że gra wyszła ładnych kilka lat po „Drakuli” Coppolli, który swoim filmem już na dobre wbił amerykańskiej publiczności do głów, że w całych tych wampirach to chodzi jednak raczej o to:

Podczas kiedy my, w Hirołsach, oglądaliśmy to:

Na czarno-białym obrazku widzicie „Nosferatu”, czyli Drakulę granego przez niesamowitego Maxa Schrecka. To film z 1922 roku, jeden z pierwszych horrorów w historii, oparty luźno na książce Brama Stokera (na której twórcy oprzeć się bezpośrednio nie mogli z powodu praw autorskich, dlatego też opowiada o hrabim Orloku). Hrabia z Transylwanii przedstawiony jest w nim jako ucieleśnienie zła, budzący niepokój dziwak, jako potwór – zupełnie nie tak, jak już od XIX wieku się na postać Drakuli i motyw wampirów jako takich, przyjęło patrzeć.
Seksualność wampirów jako motyw dominujący w poświęconej im sztuce zawdzięczamy m.in. wydanej w 1819 krótkiej książce „The Vampyre” Johna Polidori. Jest to opowieść o arystokracie, który przybył nie-wiadomo-skąd i nie-wiadomo-jakim-cudem uwiódł wszystko, co tylko się ruszało i było płci żeńskiej (Polidori mocno zresztą inspirował się znanym wam pewnie Lordem Byronem, o którym mówiło się wtedy mniej więcej to samo). Inny autor, Joseph Sheridan Le Fanu, w swojej noweli „Carmilla” do opowieści o wysysaniu krwi dorzucił motywy lesbijsko-feministyczne, a E.T.A. Hoffman w opowiadaniu „Vampirismus” przerobił klasykę (czy też, o czym zaraz, wrócił do prawdziwej klasyki) i wampirem uczynił kobietę, a i miło opisywał chociażby nekrofagię. O tak:
„W jasnym świetle księżyca zobaczył wówczas, niedaleko, krąg postaci wyglądających na upory. Starsze kobiety na wpół obnażone, z rozpuszczonymi włosami, przycupnęły wokół na ziemi; w środku znajdował się trup mężczyzny, którego one pożerały z zachłannością wilków”.
W międzyczasie pojawił się też oczywiście Stoker ze swoim „Drakulą”, za pomocą którego zbudował postać wampira w tej wersji, którą mieliśmy w głowie do czasu tych brokatowych patałachów ze „Zmierzchu”. Na niej budowano inne interpretacje, ją mocno przerabiano, ale jednak gdzieś ten świetnie wychowany arystokrata się w tle czaił.
No chyba, że trzeba było przenieść ciężar opowieści na postać kobiecą. Wtedy wracano aż do asyryjskich demonów, których bano się kilka tysięcy lat przed naszą erą. Jednym z nich była Lilith, która po latach, w tradycji żydowskiej stała się pierwszą żoną Adama (a po wygnaniu z powodu swojej niewierności najważniejszą żoną diabła). Lilith nienawidziła dzieci Ewy, bo była o nią zazdrosna, a to pozwalało naszym przodkom budować bardzo ciekawe historie i wpadać na zadziwiające pomysły. Ostrzegano nawet, że żaden mężczyzna nie może spać sam w domu, bo wpadnie w jej sidła i będzie płodzić z nią diabelski pomiot – stała się prawdopodobnie pierwowzorem greckiej Lamii, sukubów i tym podobnych. Jej „historia” jest też jednym ze źródeł erotycznych interpretacji motywu wampirów.
Ale na szczęście w naszych rejonach geograficznych od dawna wiemy, jak należy sobie z tymi potwor zyskami radzić:
W Rumunii zwłoki odkopywana po trzech latach, jeżeli chodzi o dziecko, po czterech lub pięciu latach w przypadku młodej osoby, a po siedmiu w przypadku starszej osoby. Jeżeli nie nastąpił całkowity rozkład, przypuszczano, że zmarły był wampirem, jeżeli był nienaruszony, a kości białe i czyste, to znaczyło, że jego dusza odnalazła wieczny pokój. Najczęściej używaną metodą unieszkodliwienia wampira była następująca: „ekshumacja musi nastąpić w sobotę, gdyż w inne dni błąka się on poza grobem. Należy mu wbić kołek do pępka lub wyrwać mu serce, które należy spalić w ogniu z drzewa, w płomieniach; może być ugotowane lub drobno posiekane za pomocą sierpa. Jeżeli serce zostaje spalone, jego popiół musi być zebrany. Aby się go pozbyć, wysypuje się ten popiół do rzeki, ale na ogół jest dodawany do wody, którą daje się chorym do picia. Można nim natrzeć dzieci bądź zwierzęta, aby oddalić nieczyste siły. Niekiedy jednak wystarcza rzucone przekleństwo księdza, aby na zawszsze zamknąć wampira w grobie”. Praktyki te były piętnowane (ale bez większego przekonania) tak przez władze kościelne, jak i świeckie. W History of Roumania historyka Ureche można przeczytać: „12 lipca 1801 roku biskup z Siges wysłał petycję do gubernatora na Wołoszczyźnie, aby jego gubernatorzy w poszczególnych prowincjach zabronili chłopom ze Stroesi kolejnego wykopywania zmarłych, już dwukrotnie ekshumowanych po pretekstem, że może byli to varcolaci. Erberto Petoia „Wampiry i wilkołaki”
Wampiry w Heroes of Might & Magic do tych najfaniejszych wampirów więc, niestety, nie należą. Ale i tak są fajne, bo Max Schreck był cudowny. Serio, obejrzyjcie „Nosferatu”. „Draculę” z Belą Lugosi też!

W przypadku innego potwora, mam dla was z kolei zagadkę. Oto fragment z Biblii Tysiąclecia, księga Hioba (40:15), a pytanie jest proste: dlaczego wspominam o tym przy okazji Heroes of Might & Magic?
Oto hipopotama –
– jak wół on trawą się żywi. Siłę swoją ma w biodrach, a moc swą ma w mięśniach brzucha. Ogonem zawija jak cedrem, ścięgna bioder ma silnie związane, jego kości jak rury miedziane, jego nogi jak sztaby żelazne.
Odpowiedź prosta nie jest. W komentarzu do tego fragmentu wyczytać możemy, że nasze słowo „hipopotam” przed tłumaczeniem z hebrajskiego brzmiało „behemot (= dzikie zwierzę), inni tłum. jako nazwę potwora mitycznego. Ma on wzbudzić u Hioba poczucie jego słabości, niemocy, a tym samym niezdolności do krytyki dzieł Boga, niepojętego naszym słabym rozumem”. W tej samej księdze, kawałek dalej, można poczytać też o niesamowitym krokodylu (znanym wam też pewnie pod nazwą „lewiatan”), a całość buduje ciekawy kontrast pomiędzy różnymi sposobami patrzenia na Biblię i doszukiwania się w niej ciekawostek. Świetne jest to, że nauczyliśmy się myśleć o tego typu stworzeniach jako o potworach, przeciwnikach, podczas kiedy u Hioba miały po prostu demonstrować potęgę Boga i uzmysłowić biedakowi, jaki tak naprawdę jest malutki w porównaniu z resztą stworzenia.
Tymczasem, w Heroes of Might & Magic, spotykamy się z czymś trochę bardziej widowiskowym niż chodzący na dwóch nogach hipopotam – z potocznym rozumieniem tego słowa. Jak wiecie: oznacza po prostu coś gigantycznego, prawdopodobnie złowieszczego, prawdopodobnie wściekłego i gotowego do zniszczenia połowy planety jednym ruchem łapy.
Chociaż polecam wyobrażać go sobie jednak trochę inaczej – zgodnie z sugestią samozwańczego okultysty i demonologa, Jacquesa Albina Simona Collina de Plancy, który w XIX wieku wydał książkę „Dictionnaire Infernal” (i rysownika Louisa Le Bretona, który dodał obrazki do edycji z 1863). Patrzcie na tego słodziaka behemociaka:


O nie, wampiry w h3 były najbardziej klimatyczne w całej serii, nie to co te „wampirki” rozdem.ze zmierzchu w piątej i szóstej cześci. Tak, wiem że nie tak wyobrażano sobie wąpierza, ale Erathia wcale noe musi być podobna do naszego świata.
Wampiry z H3 i H5 były właśnie w stylu Draculi, jednak jak wspomniał mustang te są o niebo lepsze.
Ja też w każdej grze tego typu zbieram tyle jednostek ile się da i dopiero atakuję 😀 .
Zawsze gry grałem z bratem, tworzyliśmy jedną wielką armię i spotykaliśmy się na ubitej ziemi, w wielkiej i ostatecznej bitwie. Kto ją wygrał, zwyciężał. 🙂 |Serio, świetne są te artykuły na okoliczność premiery wersji HD. Tyle ciekawostek o jednej z najlepiej zapamiętanych przeze mnie gier.
Czyżby HoMM III w następnym numerze ? 😉
„Brokatowe patałachy ze zmierzchu” – kurde, muszę to sobie jakos dobrze zanotować w pamięci 😀
@taz123456 Wampiry w 2 i 4 były wzorowane na najbardziej rozpowszechnionym w popkulturze Draculi, czyli Bela Lugosim. Te w 3 zdecydowanie bardziej na Maxa Schrecka z Nosferatu. Póki jeszcze w 5 da się wyróżnić romańskie motywy, to jednak te, jak i wampiry z 6 i 7 to jacyś „rycerze mroku” wyjęci z podręcznika, a nie żadne wampiry. Cholera, co ja bym dał za wampira przypominającego Christophera Lee…
Ta gorgona pasuje bardziej do byka, który pustoszył Kretę. Był przeklęty przez Posejdona.
Bardzo ciekawy artykuł. Bardzo dokładny, opisujący dogłębnie pochodzenie stworów. Ale przede wszystkim miło się czyta i to jest najważniejsze. Brawo 😀
Chyba pierwszy raz przeczytałem tekst Berilna z prawdziwą przyjemnością
To nie jest gorgona tylko gorgon. Źle tłumaczycie. Gorgon to inna nazwa na katoblepasa, afrykańskiego byka pancernego, który zabijał oddechem i żył na bagnach. Zanim coś zapostujecie, Do your research!
a ja uwielbialem wygrywac walki, gdzie w automatycznej bohater nie mial zadnych szans. Wygrac przy przewadze sil 10 do 1 to byla radocha,kwestia umiejetnego uzywania czarow oraz wykorzystywanie cech potworkow. Zawsze na 1 miejscu jest jednostka ktora powstrzymuje kontratak. Dlatego tez Wampirzy lord jest tak potezny, Arcydiabel, Cerber, Naga, harpia, Gorgona, zywiolak umyslu bodajze. W wiekszosci zamkow jednostki sie pieknie uzupelniaja. Jak wspomniany Behemot z Ogrzym Szamanem i jego czarem.
Prawdziwa zabawa z mitologiami i religiami jest w grach Shin Megami Tensei czy ich spin-offie czyli Personach, gdzie przykładowo mozna zrekrutować wymienioną w tekście Lilith, jak i wiele innych znanych postaci z archaniołami Michałem czy Gabrielem na czele. Dodatkowo gra sama dostarcza krótkie notki z opisem danego demona,
Wielki plus za ten artykuł. Dawno tak przyjemnie mi się nie czytało 🙂
Berlin przeszedł samego siebie. Ciekawy i bardzo rzetelny tekst zrobiony z pomysłem. Chyba najlepszy w dorobku tego Pana…
Pozdrowienia z Chełma 🙂 Golemy nam się skończyły, ale i tak jest fajno.
Pozwolę sobie wtrącić wampiry w postaci Alucarda z Hellsing 🙂