4
15.01.2023, 12:07Lektura na 16 minut

GameWalker. Sprzętowe podsumowanie 2022 roku

2023 trwa już w najlepsze – my jednak wspominamy, co interesującego działo się w 2022, jeśli chodzi o sprzęt. Najciekawsze zabawki, trendy, najważniejsze wydarzenia, największe wtopy. Oto miniony rok okiem redakcji.

A trochę się działo: będzie o Musku i Twitterze, wspomnimy o AI oraz wciąż nieciekawej sytuacji na rynku komponentów PC. Nie zapomnieliśmy też o kosmosie i decyzjach Komisji Europejskiej, których konsekwencje dotkną nas wszystkich, a Apple’a już w szczególności. Na tym jednak nie koniec – zapraszamy do lektury!


spikain

Chwilę przed przejęciem Twittera przez Muska rozmawialiśmy w redakcji o potencjalnym felietonie. W głowie miałem roboczy tytuł „Za bardzo ufamy Muskowi” i mniej więcej do tej myśli bym zmierzał – od listy (nie)dokonań Elona, które mu się przypisuje, przez serię obrzydliwych rzeczy, które zrobił. Rzeczywistość na szczęście wyprzedziła moje plany i teraz chyba nie ma już sensu takiego tekstu pisać, bo przy kolejnych twitterowych wykolejeniach miliarderowi całkiem spadła maska. Nie żeby świadomość wyczynów Muska jakoś szczególnie wzrosła, rzecz jasna. Nadal trzeba chcieć schylić się po konkretne (ogólnodostępne) informacje, żeby poczytać o takich sprawach jak ta, że Elon molestował stewardesę, a potem zaoferował jej kupno konia, żeby na ten temat milczała (i ostatecznie dostała za to 250 tysięcy dolarów). Albo o tym, jak bardzo chciał do promocji swojej firmy wykorzystać ludzką tragedię, która wydarzyła się w Tajlandii – a kiedy odmówiono mu takiej szansy, próbował oczernić jednego z ratowników, publicznie (i ponoć prywatnie, po cichu wysyłając oszczerstwa do mediów) nazywając go pedofilem.

Elon Musk, fot. JD Lasica, CC BY 2.0

Pozyskanie tej wiedzy nadal wymaga minimum zaangażowania (czyt. jednego googlania), ale o niektóre najnowsze dokonania Muska trudno się było ostatnio wręcz nie potknąć, więc przynajmniej świat dowiedział się, że to błazen i kłamca. Coraz rzadziej widuję też ludzi, którzy wciąż nie wiedzą, skąd ma on pieniądze i że to za nie właściwie kupił sobie łatkę wizjonera. Powszechnie przyjętą ściemą było przecież nawet autorstwo tego cholernego PayPala, którym do niedawna tak wiele osób go jeszcze zasłaniało. A może po prostu nikt w Polsce nie broni Elona, bo okazało się, że skumał się z Putinem? W każdym razie lepiej późno niż wcale. Obyśmy tylko wyciągnęli wnioski i przy kolejnym „fajnym geekowym miliarderze” nie dali się nabrać.


Wokulski

To było grubo ponad rok temu. Pamiętam, że każde spotkanie, na którym choć trochę się rozkręciłem, docierało do momentu, kiedy z wypiekami na twarzy pokazywałem moim biednym rozmówcom stronę z wczesną odsłoną projektu DALL-Epierwszego tak udanego programu generującego obrazy na podstawie tekstu. „Teraz to ma rozdzielczość 256 × 256 i nie jest publiczne, ale zobaczycie za niedługo!”, „Krzesło z awokado, patrzcie, takiego nikt nigdy nie zaprojektował – komputer to sobie dosłownie zwizualizował, jakby ktoś wsadził do niego ludzką wyobraźnię”.

2022 już minął. Generowanie obrazów przez AI stało się publicznie dostępne. DALL-E 2 tworzy cztery razy większe fotki niż jego poprzednik i jest dostępny za niewielką opłatą. To obecnie jeden z gorszych estetycznie modeli na rynku, za to kojarzy symbolikę i polecenia niemal jak człowiek. Powstały też otwarte wersje programów, które każdy może ulepszać i uruchomić na swojej karcie graficznej; taki kawałek ludzkiej wyobraźni w cyfrowej formie waży kilka gigabajtów. Lawina ruszyła, a my wciąż obserwujemy jedynie początek; w chwili pisania tego tekstu „sztuka AI” jest kojarzona z filtrem rysującym człowieka w stylu anime na TikToku oraz protestem artystów przeciwko wrzucaniu ich dzieł do anonimowych baz danych. Będzie się to jeszcze zmieniało wiele razy.

Brzmi to podniośle i patetycznie, wiem, ale dla mnie ta technologia to jedna z największych kulturowych rewolucji od dziesięcioleci – przypominam, że jeszcze dwa lata temu powszechnie uważano, że AI przyjdzie po artystów jako ostatnie, a komputery „nigdy nie będą miały wyczucia i zmysłu człowieka, nie zrozumieją obrazów jak my”. Nawet w „Ja, robot” padają słowa „nie napiszesz symfonii”; scenarzysta tak futurystycznego filmu nie spodziewał się, że roboty kiedykolwiek nauczą się tzw. ludzkiego pierwiastka. A kiedy w lipcu przeglądałem internetowe forum DALL-E 2, znalazłem osobę, która zastanawiała się, czy to nie oszustwo, i czy siedziba OpenAI nie jest pełna ludzi z Photoshopem pod ręką. Serio.

Nie należy też zapominać o tekstowym czatbocie tej samej firmy, który pod koniec roku podbił sieć. Niewielu wie, że to dość stary (tzn. w rzeczywistości AI dwuletni) model GPT-3 udostępniony w przystępnym przebraniu za darmo do celów badawczych. Ten eksperyment społeczny dobrze pokazał, jak ważne jest takie przedstawienie nowych wynalazków, aby były zrozumiałe i dostępne dla większości osób.

Na koniec tej paplaniny mój ulubiony wynik z DALL-E 2 (wpisany po polsku):

Najlepsze w życiu wakacje w Bieszczadach. Polska, lata 90., Henio gra na gitarze, płonie ognisko i szumią knieje, analog photo.

Smuggler

Może nie na temat… ale pochwalę się dwiema okładkami, które zleciłem do wykonania AI (DALL-E) do stworzonych przeze mnie zbiorków opowiadań sci-fi. Z tą pierwszą – do „Owadzich bogów” – było łatwo, bo zażyczyłem sobie totemu lub posągu o cechach ludzkiej twarzy i owadziej anatomii, całość w stylu Beksińskiego. I niemal od ręki dostałem to, co widzicie. Przy drugiej jednak mocno się napociłem, bo tytułowe opowiadanie ukazuje historię BARDZO już starego Sherlocka Holmesa, który w latach 30. XX wieku odkrywa, że po Londynie grasują przedstawiciele obcej cywilizacji. No i musiałem dość długo AI klarować, jaki efekt chcę uzyskać, tj. okładkę w stylu kryminałów z lat 30., z sędziwym Sherlockiem ubranym wedle aktualnej mody i z subtelnym zaznaczeniem „pozaziemskości” zagadki. Oceńcie końcowy wynik sami… Już to, że dzieją się takie rzeczy, jest dla mnie niesamowite. Wiem, że tej „AI” jeszcze (bardzo) daleko do czegoś, co naprawdę można by nazwać sztuczną inteligencją… Ale wiecie, samoloty z lat 20. XX wieku też wyglądały dość prymitywnie. Jednak już dwie dekady później śmigały po niebie Focke-Wulfy i Spitfire’y, a parę lat po nich – myśliwce odrzutowe. Zmiany zachodzą szybciej, niż myślimy.


DaeL

Będę wyjątkowo nieoryginalny, ale jak dla mnie 2022 był rokiem sztucznej inteligencji. Przyznam, że nie spodziewałem się, iż takie cuda jak DALL-E czy ChatGPT pojawią się przed spopularyzowaniem samochodów autonomicznych, dlatego gdy wiosną udało mi się wyprosić dostęp do bety DALL-E 2, przeżyłem autentyczny szok. Skok, jakiego dokonała sztuczna inteligencja, był niewiarygodny. Cóż, przed nami pewnie kilka lat, w trakcie których AI pozostanie narzędziem dla osób kreatywnych, poprawiającym ich produktywność, ale wymagającym pewnego wkładu ludzkiej inteligencji, umiejętności formułowania odpowiednich żądań i wprowadzania poprawek do serwowanych przez sztuczną inteligencję rezultatów. Nie wątpię, że już niebawem poszerzy się zakres zadań, których podejmie się dostępna dla przeciętnego konsumenta AI – od komponowania muzyki po programowanie. Ale przeraża mnie trochę to, iż prędzej czy później będziemy musieli przewartościować ludzki wkład w szeroko pojętą kulturę. Czy za 10-20 lat zaczniemy traktować książki i filmy stworzone przez ludzi tak, jak dziś patrzymy na piękne, lecz niszowe rękodzieło artystyczne? Czy listy do redakcji CD-Action domagające się przywrócenia „pełniaków” zostaną w całości skomponowane przez sztuczną inteligencję? Czekają nas ciekawe, choć trochę niepokojące czasy.


Barnaba „b-side” Siegel

Nie będę tu oryginalny – temat roku to cuda, które AI i stojące za tym sieci robią z tekstami i grafiką. Bo wiecie, co roku powstają rewolucyjne wynalazki i koncepcje. Jeśli któryś z portali wabi was pozornie clickbaitowym nagłówkiem mówiącym o „przełomie”, jest duża szansa, że nie ma w tym ani grama kłamstwa. Tylko problemem z tymi wszystkim odkryciami, alternatywami dla tradycyjnych baterii, mięsa czy plastiku jest to, że między ideą przedstawioną na papierze lub nawet prototypem a masowym wdrożeniem znajduje się przepaść. Dlatego mam spory szacunek dla tych, którzy potrafią się i przebić, i dotrzeć do ludzkich mas. A to się udało zarówno w przypadku DALL-E, jak i Midjourney.

Niestety, jak to w kapitalizmie bywa, nie wszystko złoto, co się świeci. Silniki AI napędzają efekty już wykonanej ludzkiej pracy, za którą najpewniej nikt nie zapłaci ani grosza. Co dalej? Płatne gigastocki z fotkami i uzwiązkowienie artystów? Regulacje UE? Masowe likwidacje stanowisk grafików? Jeśli chodzi o ChatGPT, mniej od jego tanich zdolności pisarskich zastanawiają mnie odpowiedzi na pytania czy… pisanie gotowych linijek kodu. Może za parę lat odzwyczaimy się od Google’a w dzisiejszym wydaniu, bo zamiast linków do strony czy cytatu, który algorytm uznał za słuszny, dostaniemy gotową odpowiedź.

NFT, fot. Marco Verch, CC BY 2.0

Kasuję napisaną przed chwilą linijkę o internetowych kretynach (od Muska po patoligi MMA i cesarzy mizoginizmu), bo przecież wszyscy to wiemy – tak jak to, że będzie tylko gorzej. Cieszę się za to, że poza newsowy nawias wypadły głupie obrazki NFT.


Huwer

Skupię się tu na dwóch sprawach. Po pierwsze cieszę się, że Parlament Europejski wybrał USB-C jako obligatoryjne rozwiązanie dla drobnej elektroniki dostępnej na terenie Unii Europejskiej. Uważam, że to trafiona decyzja. Mam trzy przewody z tym złączem, a pierwszy z nich nabyłem jeszcze w 2017. Są one używane przeze mnie regularnie i raczej nic im nie dolega. Cenię sobie ich niezawodność (mam nadzieję, że nie padną zaraz po publikacji tego podsumowania). Tak się złożyło, że na co dzień wykorzystuję w pracy zawodowej urządzenia Apple’a i – prawdę mówiąc – mam serdecznie dość korzystania z kabli Lightning. Kupuję po kilka takowych rocznie, szybko je zajeżdżam, a na dodatek często dzieje się to zupełnie niespodziewanie – do dziś nie wiem, czy to przez charakterystykę mojego użytkowania (nie sądzę, by było ono jakoś szczególnie nieumiejętne), czy może po prostu mam pecha. Cieszę się więc, że już niebawem po usłyszeniu „Ej, a macie kabel do smartfona?” nikt nie będzie się głowił, jaki rodzaj złącza ma na myśli pytający.

Po drugie jestem porażony możliwościami graficznych AI takich jak DALL-E czy Midjourney. Są one absolutnymi gamechangerami, a ich potencjał wydaje się nieograniczony. Nie znam odpowiedzi na pytanie „Czy to dobrze?”, ale gdy pierwszy raz zobaczyłem lyric video do „Raining Blood” Slayera wygenerowane przez AI (That Old Metalhead Guy na YouTubie, warto – dzięki za polecajkę, Grzesiek), zorientowałem się, że artyści tacy jak Zbigniew M. Bielak (autor okładki m.in. do „Impery” Ghosta) mogą niebawem mieć poważne trudności z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Problemem może być chociażby aspekt stricte finansowy wynikający z malejącej liczby zamówień na czyjeś dzieła. Po co bowiem płacić za piękny obraz, nad którym artysta pracował przez dziesiątki godzin, a wcześniej latami skrupulatnie szlifował warsztat, skoro podobny rezultat da się uzyskać w kilka minut w Midjourney? Pamiętajmy, że nowa rzeczywistość nie nadejdzie za kilka lat, miesięcy czy dni – mierzymy się z nią tu i teraz. Przyszła niejako znienacka, gdy nie byliśmy w stanie się na nią przygotować.

Fot. YouTube, That Old Metalhead Guy

I na koniec – kilka dni po obejrzeniu wspomnianego wyżej lyric video, szukając inspiracji do napisania życzeń świątecznych możliwych do opublikowania na social mediach pewnej marki, nakazałem ChatGPT zrobić to za mnie. Parające się konstruowaniem tekstu AI natychmiast poradziło sobie ze zleconym zadaniem. Co więcej, w otrzymanej treści nie trzeba było czegokolwiek edytować. Mimo że ostatecznie postanowiłem nie wykorzystywać „fejkowych” życzeń w poście, po chwili wygenerowałem sobie, jakby na pocieszenie, kolorowy obraz wymyślonej konsoli wraz padem, kominkiem i stojącą w rogu choinką. Zewsząd dosłownie kipiało magią świąt. Co z tego, że na wyimaginowanym przez sztuczną inteligencję padzie znajdują się więcej niż cztery przyciski pod kciukiem – dorastając w pierwszej dekadzie XXI wieku, miałem w dłoniach różne wątpliwej jakości „kontrolery” z mnogością kiepskich guzików rozmieszczonych chaotycznie na obudowie. Nie można więc powiedzieć, że wykorzystane przeze mnie Midjourney nie poradziło sobie z tym zadaniem.


Tokamakk

Redakcyjne koleżeństwo solidarnie podnosi kwestię znaczącego rozwoju pewnej gałęzi AI i nie przeczę, że robi ona wrażenie. Jako inżynier z zacięciem humanistycznym zawsze w takich momentach mam jednak obawy, czy to nie spowoduje jakichś nieodwracalnych szkód, po których będziemy mogli się tylko palnąć w łepetynę. Pamiętając cały urok tego, jak automat – wtedy jeszcze nazywany systemem eksperckim – uczył się rozwiązywania równań kwadratowych (pierwsze moje zetknięcie z tematem), nie jestem przekonany, czy akurat dzisiejsza „działalność artystyczna” AI, bazująca na zebranych przeobfitych materiałach tekstowych i graficznych, to właściwy kierunek rozwoju tej technologii.

Ponieważ bardziej lubię twardszą stronę technologii, to mocno do mnie przemawiają postępy w poznawaniu kosmosu, tak na poziomie teleskopu Webba, jak i dążeń do stanu, w którym homo sapiens znów stanie na Księżycu. Czuję dzięki temu dziecięcą radochę i mam nadzieję, że tak będzie nadal. W bardziej przyziemnych kwestiach miniony rok – poza jednym punktem – nie wyróżnił się według mnie jakoś szczególnie.

Teleskop Jamesa Webba, fot. NASA GSFC/CIL/Adriana Manrique Gutierrez, CC BY 2.0

Trudno oczekiwać jakichś przełomów w procesorach czy kartach graficznych, choć pewnie każdy by chciał, żeby było szybciej, przy niższych temperaturach, z mniejszym poborem energii i taniej. Zwłaszcza ten ostatni warunek kuleje od wielu, wielu miesięcy i wydaje mi się, że wysokie ceny stawiają tak skuteczną barierę wejścia w granie na pececie, że niedługo tylko fanatycy będą tym zainteresowani, a reszta kupi konsole.

A skoro padło już to słowo, czas na jasny moment 2022 roku. Można nie lubić Gabe’a Newella, lecz niech rzuci we mnie myszą/padem/Switchem ten, kto nie ma konta na Steamie. Wszyscy jesteśmy „pod parą”, ale to tylko jeden z powodów, które sprawiły, że uważam Steam Decka za zdecydowanie najlepszą rzecz, jaka się ostatnio pojawiła na rynku. Choroby wieku dziecięcego „konsola” Valve ma już chyba za sobą, dzięki czemu obecnie to zacny kawałek sprzętu do zabawy. Daje dostęp do szalenie obszernej bazy gier, zapewnia synchronizację między różnymi urządzeniami, poszczególne tytuły mają własne ustawienia graficzne, energetyczne i sterowania, a panele dotykowe dają więcej niż klasyczne gałki. Dlatego dla mnie to Steam Deck został sprzętem roku.


Krigor

Spora część moich przedmówców skupiła się na możliwościach AI, które – nie ma co ukrywać – robią kolosalne wrażenie i rzeczywiście stanowią bardzo mocny punkt, jeśli chodzi o kluczowe wydarzenia w technologiach z poprzedniego roku. Ja jednak chciałbym wrócić do spraw przyziemnych i bliskich sercom graczy.

Nvidia pokazała, że dalej potrafi robić szybkie karty. Ba, wraz z GPU RTX 4000 premierę miał DLSS 3, który zapowiada się na rewolucję. Ponownie – dzięki AI. Tym razem jednak przetwarzanie maszynowe jest wykorzystywane nie tylko, by zwiększać rozdzielczość kolejnych klatek, ale też by wprost tworzyć nowe i upychać je między już istniejącymi. Skutek? Przyrost wydajności, jakiego wcześniej nie widzieliśmy. Oczywiście gry muszą to jeszcze obsługiwać – jeśli jednak stanie się to powszechne, zmieni się oblicze tego, jak działają gamingowe komputery. A AMD i Intel, który wszedł przecież – bardzo nieudolnie, swoją drogą – na rynek GPU, będą musieli w tej materii naprawdę sporo nadrobić.

AMD Ryzen 7000, fot. AMD

A skoro już o AMD mowa: koncern wraz z nowymi procesorami Ryzen postawił również na nową platformę, co znalazło odzwierciedlenie w spadającej sprzedaży. DDR5, nowa, bardzo droga płyta główna, nie tańszy procesor – wszystko to sprawiło, że ludzie wciąż wolą poprzednią serię procesorów AMD. Intel wypada pod tym względem o wiele lepiej – topowe procesory co prawda do tanich też nie należą, ale przynajmniej nareszcie można oszczędzić. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzedni rok – podobnie zresztą jak 2021 – zapisał się w historii pecetowego grania jako czas drożyzny. Tak dużej, że – jeśli mowa o topowych rozwiązaniach – stawiającej pod znakiem zapytania sens zabawy na komputerze. Mój kumpel chciał kupić peceta, ale jak popatrzył na cenniki, to zamiast tego wziął konsolę w pakiecie z abonamentem i telewizorem. I wyszedł na tym lepiej. Obawiam się, że wiele osób pójdzie tą samą drogą. Inni jednak kiszą się na starym – grudniowe ankiety Steam Survey pokazały, że najpopularniejszą kartą u schyłku 2022 roku jest… GTX 1650. Cóż, wnioski są smutne: sprzętu nie brakuje, kasy nie ma, gdzie te konsole?

GTX 1650, fot. Gigabyte

Ucieszyła mnie w poprzednim roku coraz większa dostępność 5G. Może i nie jest to jeszcze do końca to, co obiecywano, ale dobrze, że mobilny internet się rozpędza. No, może nie w telefonach Huawei, które to USA docisnęły sankcjami tak mocno, że nie tylko wyrzuciły wspomnianą technologię z urządzeń tej firmy, ale też całą firmę z kraju, zresztą wraz z czterema innymi chińskimi koncernami. Cóż, wojna technologiczna i gospodarcza między mocarstwami nabiera tempa, a poprzednie 12 miesięcy pokazały, że na tym się raczej nie skończy. Stany Zjednoczone planują wręcz odciąć Państwo Środka od dostępu do najbardziej zaawansowanych półprzewodników – a jakie to skutki przyniesie, dopiero zobaczymy.

Choć poprzedni rok miał swe jaśniejsze momenty, ogółem nie był to jednak za ciekawy okres. Szczęście, że o wszystkich problemach mogliśmy zapomnieć, podziwiając niesamowite fotografie kosmosu zrobione teleskopem Jamesa Webba… :)


CormaC

Mnie prywatnie przyciągnęły dwa zeszłoroczne tematy z zakresu szeroko pojętej technologii. Pierwszy z nich to Steam Deck. Odkąd jestem rodzicem, mam bardziej ograniczone możliwości grania na konsoli. Nie chodzi tylko o mniej czasu dla siebie, ale też np. o to, że nie będę masakrował zombie maczetą, kiedy przed telewizorem kręci się moja czteroletnia córka, która w dodatku chciałaby obejrzeć bajkę albo jakieś zwierzątka na YouTubie. Z tego względu od jakiegoś czasu coraz przychylniej myślę o Nintendo Switchu, który pozwoliłby mi wykroić na granie parę chwil w momentach, kiedy odpalenie PS5 nie wchodzi w rachubę. No i nadrobiłbym wreszcie te wszystkie „mariozeldy”. Odkąd jednak pojawił się Steam Deck, zakup Switcha nie jest już dla mnie oczywisty.

PC jako platformę do gier porzuciłem, gdy niedługo po premierze kupiłem PS3, i zupełnie nie ciągnie mnie do grania na blaszaku (zresztą porządny zestaw jest obecnie absurdalnym wydatkiem, którego nie potrafiłbym nijak zracjonalizować) ani laptopie (i to pomimo faktu, że mam przyzwoity model gamingowy). Steam Deck to jednak zupełnie inna bajka. Zamiast kwitnąć przed monitorem i karmić zespół cieśni nadgarstka, odpalałbym konsolkę, np. czekając na córkę na basenie, i nadrabiałbym choćby Pentimenta, którego na PlayStation nie ma. Ciekawe, jak Steam Deck radzi sobie z Football Managerem…

SteamDeck, fot. Valve

Tematem spoza branży gier, który śledziłem w zeszłym roku, był kosmos. Najpierw czekałem na zdjęcia z teleskopu Webba, później zainteresowałem się programem Artemis. Nie wiem właściwie, z czego to wynika, bo nie pasjonuję się na co dzień astronomią, a do science fiction podchodzę „każualowo” („Gwiezdne wojny”, Mass Effect czy serial „The Expanse”, który wpychałem w siebie kilka miesięcy temu ogromnymi porcjami). Jest jednak w podboju kosmosu coś, co mnie pociąga, i choć na prawdziwą ekspansję ludzkości do gwiazd moje pokolenie raczej się nie załapie, cieszę się, że zobaczę na własne oczy chociaż jakieś konkretne kroki w tym kierunku. Nie mogę doczekać się transmisji z ponownego lądowania człowieka na Księżycu i jestem ciekaw, jak szybko poczynimy kolejne postępy w oswajaniu Układu Słonecznego.

Redaktor
CD-Action
Wpisów1044

Obserwujących0

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane