Crystalfall chciałby zagrozić Path of Exile, ale mnie przypomina klimatem Arcanum. I choć fajnie, że będzie dostępny za darmo, to dziwią mnie jego niektóre pomysły

Crystalfall chciałby zagrozić Path of Exile, ale mnie przypomina klimatem Arcanum. I choć fajnie, że będzie dostępny za darmo, to dziwią mnie jego niektóre pomysły
Pierwszy raz od dawna zmuszałem się, by skończyć przyzwoitego na pozór hack’n’slasha. Choć Crystalfall przedstawia się jako hybryda Diablo i Path of Exile, żadnego konkurenta z tronu nie zepchnie. Bo poza stylistyką nie ma do zaoferowania wiele nowego.

Tłoczno się robi na rynku hack’n’slashów. Szczyt okupuje Mroczna Trójca: Path of Exile, Diablo i Grim Dawn, namnożyło się też mniej lub bardziej ambitnych pretendentów do rządzenia „izometrycznymi” action RPG. Titan Quest 2 raczej wypracuje sobie swoją niszę, Darkhaven ma potencjał, ale długa przed nim droga, a Dragonkin ma szansę na… żartowałem, nie ma szans. Ciężko mi w tę drabinkę wcisnąć Crystalfalla, którego demko ograłem z okazji Steam Next Fest.

Na pierwszy rzut oka nowy hack’n’slash wygląda całkiem oryginalnie – łączy grafikę rodem z Diablo 3 czy Torchlightów i mechaniki Path of Exile z klimatem z Arcanum. Niestety, pod arcanepunkowo-futrzanym (o tym zaraz…) kostiumem czai się gra przypominająca odgapione zadanie domowe. Momentami wciąga, ale zdarzały się momenty, gdy grałem w produkcję CRG Studios, a myślami siedziałem przy Reign of Warlock. To o czymś świadczy. O czymś nie za dobrym.

Spiszmy tak, żeby facetka się nie skapnęła

Powyższy śródtytuł dobrze oddaje wrażenia z czterogodzinnej sesji, jakiej potrzebowałem na przegryzienie się przez pierwszy – i jedyny – dostępny akt gry. Konstrukcyjnie to taka średnia hack’n’slashowa, fabularnie – na razie nawet poniżej, a to przecież nie jest nie wiadomo jak wysoko postawiona poprzeczka.

Wkraczamy do arcanepunkowego świata, który został przeorany przez meteoryt. Mieszkańcy krainy – ci, którzy przeżyli – zaczynają polegać na mocy tajemniczych kryształów. Grę zaczynamy jako skazaniec z wyrokiem śmierci (gdzieś to ostatnio widziałem…) i musimy się obronić na arenie, a potem wydostać z więzienia. Z jakiegoś powodu gramy też antropomorficznymi zwierzętami, które reprezentują odmienne archetypy (i miejsce startowe na drzewku pasywek). Kochani twórcy, też się wychowałem na „Motomyszach z Marsa” i „Wojowniczych Żółwiach Ninja”, ale w przypadku Crystalfalla nie zostanę fanem podobnego pomysłu (nawet jeśli znajdzie to uzasadnienie w historii świata).

Czy jednak kupi mnie ogólny klimat? Jest szansa, że owszem. CF potrafi zrobić dobre wrażenie płynnym przejściem od arcanepunka przygodowo-baśniowego do całkiem mrocznego, przynajmniej w kwestii wystroju map. Na razie narracja wydaje mi się zbyt oszczędna i nie spina tego wszystkiego ciekawym, dobrze podanym tłem fabularnym – z tym zadaniem dużo lepiej radzi sobie dowolne Diablo, Grim Dawn, oba Path of Exile czy Titan Quest. Wiecie, mechaniki mechanikami – a lore’owi wyjadacze też lubią rozkopywać hack’n’slashe. To mniejszość, ale nawet casualowy gracz potrzebuje jakiejś sensownej motywacji, żeby się przespacerować po lokacji i przetrzebić lokalną faunę, florę i populację automatonów.

Dobrze wypada natomiast muzyka i całościowe udźwiękowienie. Na soundtracku wybrzmiewają przyjemne ambienty i gitary przywodzące na myśl muzykę Matta Uelmena (ten facet stanowi najwyraźniej punkt odniesienia dla całego gatunku, ale trzeba uczciwie przyznać, że mało kadrów słyszy się  tak wyraźnie jak dowolny screen z Tristram w pierwszym Diablo).

Arcanepunkowe tryby czasem zgrzytają…

Warstwa artystyczna wywołuje mieszane uczucia, znajdziemy w niej tak blaski, jak i cienie – i to samo można powiedzieć o większości aspektów udostępnionego dema. Walka wręcz wydaje się na razie drewniana zarówno na poziomie animacji, jak i proponowanych umiejętności. Pewnie, na zwiastunach widzimy klasyczne „whirlwindy”, które na pewno będą dawać frajdę, ale korzystanie z ataków dostępnych w demie nie było zbyt satysfakcjonujące – zawodzi zarówno ich moc, jak i mechanika. Co więcej, mają one w sobie coś z bardzo zamierzchłej epoki – ich celem jest zwykle pojedynczy przeciwnik.

I jasne, potem pojawią się umiejki zadające w zwarciu obrażenia obszarowe, ale na początek z górki mają raczej strzelcy – pociski mogą przechodzić przez cel, a nawet odbijać się rykoszetem. Wiem, że współczesne action RPG faworyzują dystansowców (szybsze czyszczenie lokacji), ale to nie znaczy, że nie warto z tym czegoś zrobić. Same animacje też wypadają dosyć sztywno, ciosy nie mają impaktu – te przypisane broni strzeleckiej są po prostu lepsze.

Crystalfallowi brakuje też na razie pewnego wygładzenia, jeśli chodzi o UI i usprawnienia „quality of life”. To drobiazgi, ale uprzykrzające rozgrywkę. Gra korzysta z miniaturowej czcionki do dialogów czy opisów przedmiotów. O ile to pierwsze można w hack’n’slashu jakoś przeboleć, o tyle dobrze by było, gdyby właściwości sprzętu dało się poznać w komfortowych warunkach (nie znalazłem opcji zmiany rozmiaru liter). Nieintuicyjnie wypada też kupowanie przedmiotów do identyfikacji czy teleportacji.

W okienku handlu są one zawsze zgrupowane i dlatego żeby kupić jedną sztukę takiego przedmiotu, trzeba zastosować kombinację z klawiaturą i myszą, a następnie wybrać liczbę kopii. Nie nazwałbym tego wygodnym, podobnie jak obsługi systemu rzemiosła. Słabo wypada też system zmiany broni – wyciągnięcie alternatywnego żelastwa nie powoduje odpowiedniego przetasowania umiejętności na dedykowanym pasku. Przykładowo: jeśli zestaw pierwszy to miecz z tarczą, a drugi to jakieś dystansowe pukawki, musimy poświęcać cenne sekundy na samodzielne przerzucanie umiejętności w odpowiednie okienka. Nic przyjemnego.

…a kiedy indziej chodzą jak w zegarku

Szkoda, bo za pod tym wszystkim kryje się kilka może nie odkrywczych, ale ciekawych systemów. Widać, że ktoś tu zgapiał drzewko umiejętności z Path of Exile – nie tylko pod względem rozmiaru, ale też różnorodności. Wiele większych „pasywek” wypada całkiem kreatywnie i może interesująco wpłynąć na sposób grania daną postacią. Gra oferuje wiele opcji typu „coś za coś” (np. większe ataki obszarowe, ale za cenę braku obrażeń krytycznych) – im dalej od centrum drzewka, tym robi się ciekawiej. Zobaczymy tylko, jak to wszystko zostanie zbalansowane.

Aktywne skille przypominają z kolei te z Path of Exile 2. Wypadają z wrogów jak każdy tak jak każdy inny element ekwipunku i wstawiamy je do paska umiejętności. Podoba mi się sprzężenie lootu ze wzmacnianiem zdolności. Żeby podbić poziom danego ataku (każdy ma swoje mniejsze lub większe drzewko) i nadać mu specjalne właściwości, zbieramy odpowiednią ilość kluczy, a także specjalne klejnoty do osadzenia w gnieździe na szczycie minidrzewka ze wzmocnieniami danego skilla. Daje to spore opcje zróżnicowania każdego ataku.

Same przedmioty zaś prezentują się całkiem w porządku, wśród affiksów (właściwości przedmiotu) znajdziemy nie tylko premie do statystyk i skilli, ale też opcje urozmaicenia i dodatkowego zróżnicowania rozgrywki. Na razie nie jest ich przesadnie wiele – no ale kto oczekuje tego już w pierwszym akcie zabawy? Dodatkowy plusik za graficzne podobieństwo plecaka do tych z Diablo 2, Grim Dawn i Path of Exile (przedmioty zajmują po kilka kratek, a nie „równe” sloty), a nie Diablo 3 i 4. Jeśli ktoś ma słabość do oldschoolowej zabawy w tetrisa – witamy w domu.

Hack’n’slashów ci u nas dostatek

Crystalfall wyjdzie w modelu free-to-play, więc spodziewajmy się w grze mikrotransakcji. Niemniej taki przystępny model dystrybucji może zdecydować o przynajmniej umiarkowanym sukcesie gry. Do mnie produkcja CRG raczej nie przemawia – złożone drzewko pasywów wolę ogarniać w klimacie Wraecklast i okolic.

Twórcy zapowiadają potężny endgame z wieloma opcjami zróżnicowania rozgrywki, system rozwoju wydaje się plastyczny i podatny na pomysły gracza, a meta może się ustabilizować – na pewno znajdą się fani trybików, które pracują w tle gry. Pytanie, ilu odrzucą mniejsze i większe słabości gry oraz specyficzny klimat. Wiecie, sam z chęcią zagrałbym w nieco bardziej rdzawego hack’n’slasha osadzonego w uniwersum steam- lub arcanepunkowym. Niestety, Crystalfall to jeszcze nie jest to, a konkurencja wydaje się zbyt silna i zbyt liczna. Tak że jeśli to nowe action RPG znajdzie swoich odbiorców, raczej nie stanę się jednym z nich. A w każdym razie nie na długo.

Skomentuj