Might and Magic Fates to na razie nuda, portfel NFT i agresywne mikrotransakcje. Ta karcianka w świecie Heroes nie ma szans zagrozić Hearthstone’owi

Might and Magic Fates to na razie nuda, portfel NFT i agresywne mikrotransakcje. Ta karcianka w świecie Heroes nie ma szans zagrozić Hearthstone’owi
Fates jest kolejną karcianką osadzoną w uniwersum Might & Magic i choć poprzednia, Duel of Champions, została pogrzebana już prawie dekadę temu, Ubisoft doszedł do wniosku, że nie zaszkodzi spróbować ponownie z nowym produktem, tym razem wzbogaconym o NFT i inwazyjną monetyzację.

Ubisoftowi ewidentnie przypomniało się, że ma w swoim portfolio markę Might & Magic, z której da się wycisnąć jeszcze nieco pieniędzy. W momencie, gdy sieć obiegała informacja o posłaniu do piachu wielu projektów autorstwa studiów należących do francuskiego wydawcy, na rynku zadebiutowało Fates – kolekcjonerska gra karciana osadzona w świecie znanym wśród naszych rodaków przede wszystkim z serii Heroes (a w tym konkretnym przypadku – z Heroes VI).

Szkopuł w tym, że tytułowej magii w tej grze nie czuć, a sytuacji nie poprawia fakt, iż zabawa kręci się wokół NFT. O ile sam pomysł na rozgrywkę wydaje się dość solidny, o tyle mozolne zbieranie waluty wymaganej do zakupu kolejnych paczek, kiepski balans gameplayu i w zasadzie jeden game mode (acz w odsłonie rankingowej i „rekreacyjnej”) skutecznie zniechęcają do zmagań już po kilku godzinach. Co prawda mamy do czynienia z tytułem udostępnionym w formie wczesnego dostępu, niemniej jeśli chce on rzucić rękawicę rynkowym weteranom, już na dzień dobry powinien pokazać się z jak najlepszej strony.

Magii nie ma, z mocą też średnio

Zacznijmy od tego, że tym, co wita nowych graczy Might & Magic Fates, jest komunikat zachęcający do zalogowania się za pośrednictwem portfela NFT. Co prawda etap ten da się ominąć (co też polecam zrobić, jeśli postanowimy osobiście zapoznać się z niniejszą produkcją), aczkolwiek niesmak pozostaje. Wzmianki na temat integracji z NFT na próżno szukać w opisie na Steamie, możemy znaleźć za to fragment jasno wskazujący, iż „zakupy w grze są opcjonalne i nigdy nie są wymagane, by konkurować”, co stanowi półprawdę. O ile w pakiety rzeczywiście zaopatrzymy się, wydając zdobywane podczas rozgrywki złoto, o tyle tempo odblokowywania kolejnych kart pozostawia wiele do życzenia.

Na dobry początek otrzymujemy tylko dwie talie: tę Przystani oraz tę zawierającą jednostki, czary i budynki z frakcji Nekropolii, Akademii albo Inferno (wybór należy do nas). Odblokowanie pozostałych propozycji jest możliwe, niemniej wymaga rozegrania 20 partii, co – biorąc pod uwagę ich czas trwania oraz wtórność – okazuje się zadaniem, do którego potrzeba wręcz stalowej determinacji. Pierwsze godziny zabawy upływają na starciach z przeciwnikami posługującymi się identycznymi, nieciekawymi zestawami kart.

Oczywiście możemy sięgnąć do portfela i kupić kilka boosterów, aby nieco urozmaicić pojedynki, niemniej nie ma pewności, że zdobyte w ten sposób wirtualne kartoniki do czegokolwiek nam się przydadzą. Ciekawostką jest, iżFates nie oferuje żadnej mechaniki wytwarzania kart – brakuje nie tylko jej, ale też wielu innych przydatnych funkcji, obecnych w konkurencyjnych produkcjach już od wielu lat. Nim jednak przejdziemy do narzekania, warto przynajmniej pobieżnie przybliżyć rozgrywkę, ta bowiem, mimo że do oryginalności jej daleko, ma potencjał na dostarczenie frajdy. Czy ów potencjał zostanie wykorzystany? Trudno powiedzieć.

Trochę tego, trochę tamtego

Głównym zasobem wykorzystywanym podczas potyczek jest złoto. Dobierane na rękę karty generują na początku tury monety, którymi płacimy za wystawianie na stół istot, zagrywanie oferujących bonusy (np. możliwość wskrzeszenia raz na turę jednostki) budynków, wyposażanie naszego bohatera w artefakty lub rzucanie czarów. Oczywiście każda karta ma swój koszt i im jest potężniejsza, tym więcej musimy zapłacić za jej wprowadzenie do gry.

Ten dość unikatowy system sprawia, że już w pierwszej turze na planszy mogą pojawić się legendarne stworzenia i nawet początkowe fazy walki są dynamiczne – oczywiście pod warunkiem, iż zawodnicy dysponują odpowiednimi taliami. Niewykorzystane środki przepadają wraz z końcem rundy, nie ma więc co ich oszczędzać z myślą o przyszłości.

Kolejna cecha odróżniająca Fates np. od Hearthstone’a to bohaterowie, a więc słynni Heroesi. Dowódcy są obecni na polu bitwy i czynnie biorą w niej udział, zdobywając wyższe poziomy doświadczenia i odblokowując nowe umiejętności, takie jak przyznanie dodatkowych punktów ataku sąsiadującym sojusznikom lub zmniejszenie ceny płaconej za zagranie zaklęcia.

Każda tura rozpoczyna się od uzupełnienia kart na ręce i podjęcia decyzji, czy te pozostałe po poprzednim ruchu zatrzymamy, czy też zwrócimy do talii i na ich miejsce dobierzemy inne. Następnie gracze w narzuconej kolejności zapełniają swoje strony planszy, a gdy wszystkie kartoniki zostaną już zagrane, rozpoczyna się walka. Uczestnicy zabawy atakują na zmianę, dzięki czemu sytuacja na stole zmienia się dynamicznie i niejednokrotnie może się okazać, że wróg pokrzyżował nam plany i musimy prędko znaleźć sposób na wyjście z tarapatów. Pomagają w tym zaklęcia, które, z jakiegoś powodu, stają się niemożliwe do zagrania w momencie, gdy przeprowadziliśmy ofensywę z wykorzystaniem wszystkich jednostek w naszym władaniu.

W ogólnym rozrachunku kombinowanie pomaga w wygranej, choć problem leży w tym, iż operując na taliach startowych, nie mamy zbyt wielu okazji do zabłyśnięcia geniuszem taktycznym. Zgaduję, że w ten sposób Ubisoft chciał zachęcić jak największe grono użytkowników do odwiedzenia sklepu premium, acz niżej podpisany w takich przypadkach preferuje zamknięcie okna z grą i znalezienie sobie innego zajęcia.

Brak na braku nie jest dobrą reklamą

Tak jak wspominałem, Might & Magic Fates wydano w formie wczesnego dostępu, a gra ma w nim pozostać przez ok. pół roku. Ubisoft zapewnia, że czas ten zostanie spożytkowany na zbieranie opinii oraz udoskonalanie karcianki, i starczy napisać, iż bez wątpienia jest co usprawniać. Oprócz rażącego w oczy braku opcji tworzenia wybranych kart nie mamy co liczyć również m.in. na funkcję pozbywania się zbędnych duplikatów. Wzbogacanie kolekcji ogranicza się więc do okazjonalnego otwierania pakietów nabytych za walutę pozyskaną w toku wykonywania dziennych i tygodniowych zadań. Opisywany tytuł szczędzi graczom nawet symbolicznych podarków, a więc już od samego początku osoby, które wydały choćby 20 zł na pakiet startowy, mają ogromną przewagę.

Abstrahując jednak od warstwy ekonomicznej oraz „zaplecza”, tak i właściwa rozgrywka, choć w teorii przemyślana i trzymająca się kupy, zdaje się pozbawiona wielu elementów, do których się przyzwyczailiśmy. Nie uświadczymy znanego z Legends of Runeterra „oka” umożliwiającego podgląd tego, co przyniosą nasze posunięcia, w niektórych przypadkach nie znajdziemy także informacji na temat tego, jaki efekt mają poszczególne słowa kluczowe. Wiele do życzenia pozostawia też balans rozgrywki, albowiem nie ma wyraźnego powodu, dla którego warto byłoby trzymać w talii słabsze karty – fakt faktem kosztują one niedużo, ale zazwyczaj generują przy tym mało zasobów, skutecznie uniemożliwiając wystawienie na planszę potężniejszych bytów.

Same opisy działania poszczególnych kart, mimo że krótkie, również potrafią wprowadzić w błąd. Pierwszy raz spotkałem się z grą, w której efekt przedstawiony po prostu jako „dobierz kartę” odnosi się nie do bieżącej tury, tylko do początku kolejnej. Wisienką na torcie jest zaś to, iż o ile Might & Magic Fates wydano w polskiej wersji językowej, o tyle już wykorzystany font nie obsługuje polskich znaków – nawet napis „zwycięstwo” zawiera niepasujące do reszty liter „ę”. Wiem, że to drobnostka, niemniej po tytule, za który odpowiada ogromna korporacja, oczekiwałbym zadbania o takie szczegóły.

Jaki los czeka Might & Magic Fates?

Jako że serwery poprzedniej karcianki spod szyldu Might & Magic zamknięto po ok. czterech latach jej działania (choć została wskrzeszona przez społeczność – zainteresowanych odsyłam do projektu Duel of Champions Revival), na usta ciśnie się pytanie, czy Fates zdoła pobić ten rekord. Biorąc pod uwagę, że Duel of Champions było naprawdę udaną produkcją już od samego startu (czego niestety nie mogę powiedzieć o jej następcy), istnieją dwie opcje. Ubisoft albo wyciśnie w krótkim czasie ze swojej świeżej propozycji tak dużo, jak tylko się da (w menu już widnieją zablokowane opcje takie jak arena, ołtarz ofiarny i, jakżeby inaczej, karnet bojowy), albo zostanie ona zapomniana jeszcze przed swoim oficjalnym debiutem, zaplanowanym na drugą połowę roku.

Na koniec, wracając do tematu nieszczęsnych NFT, należy podkreślić, iż Steam w teorii nie dopuszcza do dystrybucji gier wykorzystujących tę technologię. Nie wiadomo, czy Francuzom udało się dojść do porozumienia z Valve, czy też liczą, iż Fates uniknie kontroli ze strony Gabe’a Newella i spółki. Nie jest to przy tym jedyny przypadek złamania regulaminu przez developera rzeczonej produkcji. Wedle relacji użytkowników twórcy karcianki zachęcają na Discordzie do wystawiania recenzji, w zamian oferując szansę na wygranie nagród. Zasady Steama zabraniają uprawiania podobnych procederów i choć żadna ze stron jeszcze nie odniosła się oficjalnie do zarzutów, kontrowersje podążają krok w krok za najmłodszym przedstawicielem marki Might & Magic.

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

Skomentuj