20
2.12.2022, 14:00Lektura na 5 minut

Need for Speed: Unbound. Niby OK, ale coś mi tu śmierdzi...

Na nowego Need for Speeda czekaliśmy tym razem wyjątkowo długo, bo blisko trzy lata. Czy wydłużenie czasu produkcji przysłużyło się Unbound?

Na to pytanie postaramy się dokładniej odpowiedzieć w recenzji, która ukaże się za parę dni. Mieliśmy już jednak okazję przedpremierowo pograć przez parę godzin w nowego NfS-a i wyrobić sobie wstępną opinię. Ta zaś jest niestety póki co mieszana. Pewną dozą optymizmu napawa jednak fakt, że dużo bardziej zmęczył mnie początek rozgrywki niż dalsze jej godziny.


I to ma być ładne?

Nie lubię zaczynać od pisania o grafice, ale jej nietypowy styl to pierwsza rzecz, jaka rzuca się nam w oczy po odpaleniu Unbound. W oprawie widoczne są nawiązania do estetyki komiksowej, niestety koniec końców wygląda to paskudnie. EA ma świetny silnik o dużych możliwościach, ale ubogie w detale modele postaci prezentują się trochę jak zrobiona na kolanie praca zaliczeniowa jakiegoś studenta. Inaczej mogłoby się to skończyć, gdyby postąpiono konsekwentnie i zrobiono w takim stylu całą produkcję. Nieco bardziej przekonują z kolei nawiązujące do graffiti efekty, jakie pojawiają się na ekranie np. po naciśnięciu nitro (malowane płomienie za samochodem) czy wyskoku z rampy (skrzydła).

Need for Speed: Unbound
Need for Speed: Unbound

Gdy już przyzwyczaimy gałki oczne do tych niedogodności (widocznych na szczęście głównie w cutscenkach), musimy jeszcze tylko przywyknąć do tego, że nowy Need for Speed naprawdę długo się ładuje. Za pierwszym razem trwało to prawie dwie minuty – i to pomimo instalacji na SSD! Potem już trafiamy na ulice Lakeshore i skupiamy się na kolejnej przygodzie pełnej nielegalnych wyścigów. Zaczynamy z grubej rury, ale już pod koniec prologu dochodzi do kradzieży pewnego cennego wozu, który następnie musimy odzyskać, oczywiście pnąc się po drabinie na szczyt hierarchii.

Need for Speed: Unbound
Need for Speed: Unbound

Hazard to moje drugie imię

Unbound stosuje przynajmniej dwa interesujące systemy, które nadają rozgrywce nieco własnej tożsamości. Pierwszą kwestią jest cykl dobowy. Każdy dzień zaczynamy i kończymy w warsztacie lub jednej z dziupli. W ciągu dnia przystępujemy zaś do kolejnych imprez, które każdej doby są resetowane. Nie musimy brać udziału we wszystkich, a te oferujące lepsze nagrody są o tyle ryzykowne, że wymagają uprzedniego uiszczenia wpisowego. Mamy zatem do wyboru nie ryzykować i notować bardzo powolny progres albo kupować wstęp do większych imprez, ale z ryzykiem straty finansowej – bo oczywiście nie za każde miejsce przyznawana jest nagroda przewyższająca wartością wpłaconą kwotę.

Dodatkową możliwością maksymalizowania zysków jest też założenie się z dowolnym uczestnikiem, że dojedziemy do mety przed nim. Im silniejszy rywal, tym stawka oczywiście większa. Gorzej, jeżeli się nie uda, bo w Unbound nie możemy powtarzać wyścigów do woli. Liczba ponownych startów zależy od poziomu trudności i resetuje się dopiero po powrocie do garażu celem wczytania kolejnego dnia wyścigowego. Jest tu przy okazji drobny element roguelite’owy. Im dłużej nie wracamy do dziupli, tym większy stopień poszukiwania naszego wozu. Wtedy lepiej też zarabiamy, ale kasa na naszym koncie trafia „do skarpety” dopiero po opuszczeniu ulic. Ryzyko może więc zarówno się opłacić, jak i skończyć sporą stratą pieniędzy.

Need for Speed: Unbound
Need for Speed: Unbound

Gdzie jest haczyk?

Możliwość utraty kasy na wyścigach czy motyw z policją to bez wątpienia świetne pomysły nadające Unbound charakteru. Od początku mam jednak pewne obawy. Tuż po krótkim wstępie, gdy tylko tracimy nasz wóz, przesiadamy się do fury, którą przy dobrych wiatrach mogłyby prześcignąć nawet muchy. Na bardziej opłacalne wyścigi nie ma sensu się rzucać, bo nawet jak już uzbieramy na wpisowe, bez nowszego/ulepszonego wozu sukces wciąż graniczy z cudem. Z czasem ta sytuacja oczywiście nieco się poprawia, ale początkowo mamy poczucie, jakby progres był irytująco wolny. Wydaje się to trochę podejrzane, zwłaszcza w obliczu widniejącej na karcie gry ikonki PEGI oznaczającej zakupy w aplikacji, ale za wcześnie jeszcze, żeby jednoznacznie to rozstrzygnąć. Wystarczy mi jednak przypomnieć sobie, jak działało to w Paybacku – i moje podejrzenia rosną jeszcze mocniej.

Need for Speed: Unbound
Need for Speed: Unbound

Osobna kwestia to temat policyjnych pościgów, które bywają po prostu idiotyczne. Jak już wspomniałem, rosnący wraz z czasem przebywania na ulicy wskaźnik poszukiwania naszego wozu sprawia, że stróże prawa stają się coraz bardziej zdeterminowani, by nas złapać. Niemniej poza wyścigiem przy niskim wskaźniku ruszą za nami w pogoń wyłącznie w sytuacji, kiedy zbyt długo znajdujemy się w pobliżu toczącego się powoli radiowozu. Gdy jednak miniemy policję w pełnym pędzie, nawet się nami nie zainteresuje. Absurd!

Need for Speed: Unbound
Need for Speed: Unbound

Trochę falstart?

Tym niemniej po kilku godzinach udało mi się już nieco ulepszyć swój wóz i przestać kręcić się w kółko, na przemian zbierając i tracąc środki. Policja zdążyła z kolei przyzwyczaić się do mojej obecności na ulicach Lakeshore i teraz od razu włącza syreny celem ukarania mnie za liczne naruszenia ustawy o ruchu drogowym. I jakoś tak od razu bawię się lepiej. Nie da się jednak ukryć, że nowy Need for Speed nie zalicza specjalnie dobrego startu – pytanie, co będzie na mecie…

W Need for Speed Unbound graliśmy na PC.

Cieszy

  • element hazardu udanie buduje emocje
  • ogólna koncepcja kampanii jest ciekawa

Niepokoi

  • zdecydowanie jest tu pole do mikrotransakcji
  • naprawdę paskudny styl graficzny

Redaktor
Krzysztof „Otton” Kempski

Gracz, redaktor, inżynier i podróżnik w jednym. Lubię gry, które po prostu sprawiają przyjemność i nie silą się na udowadnianie, że są sztuką.

Profil
Wpisów39

Obserwujących6

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane