Nextgenowy patch do Kingdom Come: Deliverance sprawił, że wreszcie jest jakość, a nie tylko jakoś

Nextgenowy patch do Kingdom Come: Deliverance sprawił, że wreszcie jest jakość, a nie tylko jakoś
Pierwsze KCD wygląda i działa w końcu jak należy również na konsolach, lecz uśmiechnąć się od wysokiego stężenia glitchy wciąż nietrudno.

Mimo że kilka miesięcy temu udało mi się nabyć KCD za grosze, przez jakiś czas wzbraniałem się przed odpaleniem gry na moim PS5. Legendy o skopanym porcie z poprzedniej generacji xboksów oraz plejaków docierały do mnie bowiem z wielu stron — ba, znam nawet osoby, które zrezygnowały z produkcji Warhorse Studios ledwie chwilę po jej odpaleniu. Ostatecznie wcale nie dziwię się jednak rozczarowanym: rozmazany obraz potrafił wywoływać rzeczywisty ból oczu, nieostre tekstury odpychały, natomiast zablokowane 30 klatek na sekundę nijak nie kojarzyło się z szeroko pojmowaną wolnością. A nie taki był przecież zamysł artystyczny twórców.

Na szczęście autorzy kultowego erpega postanowili ponownie wziąć na warsztat kawał wydanego przed laty kodu, co doprowadziło do wypuszczenia darmowej aktualizacji 1.9.7 w ósmą rocznicę premiery Deliverance. Po zainstalowaniu oraz wstępnym przetestowaniu spatchowanej wersji KCD (Królestwo Czech przemierzałem przez ponad 7 godzin) mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem, iż najprawdopodobniej nareszcie można odetchnąć z ulgą, gdyż aktualny stan techniczny gry jest taki, jakiego życzylibyśmy sobie już od samego początku, choć i tak nie obyło się bez drobnych potknięć.

Kingdom Come: Deliverance

Barwy nieszczęścia

Historia Henryka sporo zyskała dzięki poprawieniu grafiki, ponieważ przyroda otaczająca domostwo chłopaka naprawdę potrafi zachwycić. A mowa przecież o erpegu z 2018 roku! Wszystko podciągnięto do 4K, bazą do usprawnienia warstwy wizualnej było pecetowe ustawienie Ultra Quality.

Zmiany widać natychmiastowo, zaś diabeł przestał tkwić w szczegółach, gdyż te ostatnie są ostre niczym prawilni panowie z trybuny kibicowskiej Legii Warszawa. Słońce bardziej „przypieka” lico protagonisty, zaś wszechobecna zieleń, lekko powiewając na wietrze, napawa spokojem. Generalnie w Czechach zrobiło się bardziej kolorowo, lecz nie ma mowy o przesadzie. Gdy nadejdzie burza, niebo pokryją ciężkie, brunatne chmury — wówczas nadal chce się czmychnąć w bezpieczne miejsce.

Kingdom Come: Deliverance

Szkoda odwracać wzrok

Wystarczy rzut oka na tekstury by zorientować się, że że mowa o zgoła nowej jakości. Pamiętacie paskudne, słomiane dachy z pierwotnej wersji portu? Wyglądały one niczym pozlepiane bez ładu i składu kawałki przesuszonych frytek, natomiast teraz nawet byle górka siana prezentuje się lepiej niż przyzwoicie.

Rozciapane gdzieniegdzie błoto (zrobiło się go zdecydowanie więcej) potwierdza, że mieszkańcy wsi potrafili mieć upierniczone nogawki portek nawet we względnie suche dni, natomiast bale służące za budulec ogrodzeń zaczęły wyglądać solidnie, co jest przeciwwagą wobec wyblakłego drewna znanego z ośmioletniego oryginału. 

Kingdom Come: Deliverance

Do sieni zajrzało słoneczko

Co więcej, wchodzenie do chat przestało być smutną koniecznością, ponieważ kluczową rolę zaczęło ogrywać światło, wpadające przez liczne okna, prześwity, czy nawet ruiny. Chęć zajrzenia za każdy próg kusi i, prawdę mówiąc, właśnie takich doświadczeń szukałbym w osadzonym w średniowieczu tytule opracowanym na 50 lub więcej godzin.

Ponadto na twarzach postaci widać wreszcie sensowne, świetlne refleksy. Wszelakie zbroje swobodnie błyszczą, lecz choć modele Czechów oraz obcokrajowców nie uległy przekształceniom, ani razu nie odczułem, iż gram w tytuł z 2018 roku. Owszem, do standardów wizualnych gamingowego Anno Domini 2026 zaktualizowanemu KCD mimo wszystko dość daleko, lecz widoczki, pejzaże oraz krajobrazy nadal wypadają po prostu świetnie.

Kingdom Come: Deliverance

Stabilność i kurioza

A właśnie: co z płynnością? Patch 1.9.7 zapewnił PS5 i Xboxom Series X|S zabawę w 60 stabilnych klatkach. No i wspaniale! Bieganie po klepiskach Skalicy tudzież murach Talmberku nagle zaczęło dostarczać znacznie więcej radości. Nie odnotowałem zresztą ani jednej przycinki. Tak czy inaczej wspomniane wcześniej glitche pozostały, choć jest ich oczywiście sporo mniej niż na premierę.

Potrzebujecie przykładów z najnowszej wersji Kingdom Come: Deliverance? Proszę bardzo: Bianka zacięła mi się raz na amen jeszcze przed framugą karczmy, co spowodowało zabawny widok trzech innych enpeców stojących nieruchomo w kolejce na zewnątrz. A pić im się chciało ponoć jeszcze bardziej niż nieodżałowanemu ojcu Henryka.

Inne bolączki, jakie odnotowałem, związane są np. z problemami w sterowaniu koniem (rumak potrafił przywalić łbem w mur, wystawiając mnie zresztą na oklep serwowany przez przedstawicieli lokalnej straży), bądź odnajdywaniem drogi (snopy siana łatwo ominąć, ale kupcy z uporem usiłowali przez nie przeleźć). Sztuczna inteligencja mieszkańców średniowiecznych Czech wciąż pozostawia wiele do życzenia. A, jeszcze jedno: czas potrzebny na wczytanie zabawy uległ znacznemu skróceniu, aczkolwiek wciąż trwa dość długo.

Kingdom Come: Deliverance

Tyle pyszności za darmo

Jeżeli do tej pory nie graliście w Kingdom Come: Deliverance, a dysponujecie jedynie konsolą, właśnie wydarzyła się najlepsza ku temu okazja. Aktualnie trwa jeszcze bardzo kusząca promocja na cyfrową kopię gry, więc rzucę śmiałym: teraz albo nigdy!

W świecie, w którym często nabija się kasę na wydawaniu tej samej produkcji w jedynie delikatnie zremasterowanej formie, dystrybuowany za darmo patch 1.9.7 wyłącznie zyskuje. Tym bardziej że tak naprawdę nie robi on nic totalnie spektakularnego, natomiast pecetowcy dawno już odpowiednio poprawili sobie tytuł Warhorse Studios licznymi modami na blaszaki. Dobrze więc, że i wersja na konsole zostało odpowiednio podreperowana.

Skomentuj