Resident Evil Requiem może wycisnąć z tej serii wszystko, co najlepsze. Kluczowe będą nowe składniki [JUŻ GRALIŚMY]

Resident Evil Requiem może wycisnąć z tej serii wszystko, co najlepsze. Kluczowe będą nowe składniki [JUŻ GRALIŚMY]
Z jednej strony wraca znany i lubiany Leon, z drugiej – pojawia się zupełnie nowa Grace, a do tego rozgrywka połączy wszystko, co spodobało się nam w poprzednich częściach. Wygląda na to, że nawet ja nie będę miał na co narzekać, prawda?

W świecie muzyki, gdy jakiś wykonawca świętuje jubileusz, często wydaje z tej okazji składankę typu Greatest Hits (a przynajmniej tak się robiło w czasach przed streamingiem – dziś wystarczy sporządzić playlistę). Resident Evil kończy w tym roku równe 30 lat i wszystko wskazuje na to, że Capcom również postawił na taką kompilację największych przebojów. Grając przedpremierowo w przewidziany na ok. trzy godziny zabawy build Resident Evil Requiem, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to patchwork złożony z najlepszych elementów ostatnich odsłon serii, który przygotowano z myślą o tym, by zadowolić wszystkich.

Leon zawodowiec

Od początku wszyscy przeczuwaliśmy, że Japończycy nie przepuszczą takiej okazji i w dziewiątej części swojej flagowej serii postawią na sprawdzonego protagonistę. Leona S. Kennedy’ego poznaliśmy w Resident Evil 2, pokochaliśmy jako głównego bohatera „czwórki”, a teraz – po dwóch odsłonach rozłąki – wcielimy się w niego ponownie w nadchodzącym Requiem. Celowo pominąłem w tej wyliczance „szóstkę”, bo chyba wszyscy fani cyklu chcieliby o niej raz na zawsze zapomnieć. I tym bardziej poczułem się zaniepokojony, gdy pierwsze minuty udostępnionej rozgrywki obudziły we mnie wspomnienie właśnie tamtej gry…

Resident Evil Requiem

Bo nie marnowaliśmy czasu na żadne ceregiele. Leon od razu trafia do tajemniczego ośrodka badawczego będącego po prostu mrocznym szpitalem, robi kilka kroków po słabo oświetlonych korytarzach, po czym atakuje go zainfekowany lekarz z piłą mechaniczną w ręku. Widzieliśmy już ten fragment na ostatniej prezentacji Resident Evil Showcase, nie pokazano nam wtedy natomiast, że po pokonaniu napastnika możemy przejąć rzeczoną piłę i rozpocząć cudowną rzeź pozostałych przeciwników. Trzeba się jednak pilnować, bo gdy wbijemy ostrze w zombiaka, ten potrafi je z siebie wyciągnąć i ruszyć z nim na nas w akcie zemsty. Z kolei porzucone narzędzie mordu przez jakiś czas jeszcze kręci się po podłodze i zadaje obrażenia.

Doceniam takie detale, a porządny zastrzyk adrenaliny na początek przygody wydaje się trafionym zabiegiem, ale gdyby tak miało wyglądać całe Requiem, byłbym co najmniej rozczarowany. O wiele lepsze wrażenie zrobił na mnie drugi segment z Leonem w roli głównej, który miałem okazję zaliczyć na sam koniec tego builda. Raz, że wiązał się z przepięknie obrzydliwym bossem, a dwa – mogłem ze znacznie mocniejszym uzbrojeniem powrócić do eksplorowanych uprzednio lokacji i zaprowadzić w nich porządek. Dzięki temu zrozumiałem, że fragmenty rozgrywane ocalałym z incydentu w Raccoon City mogą stanowić kolejny budulec mechanizmów odczuwania satysfakcji przez gracza.

Resident Evil Requiem

Grace żółtodziób

Lwią część udostępnionej mi rozgrywki stanowił segment z Grace Ashcroft w roli głównej. Capcom miesiącami zwodził nas, że córka Alyssy będzie spiritus movens Resident Evil Requiem, i szczerze liczę, iż w pełnej wersji jednak przypadnie jej nieco większy kawałek tortu. Bo to właśnie grając Grace, mogłem doświadczać tego, co w survival horrorach cenię najbardziej: powolnej eksploracji kolejnych pomieszczeń, rozwiązywania nietrudnych, ale cwanie przemyślanych łamigłówek i pilnowania każdego naboju, by mieć szansę w dotarciu do celu. Jeśli czekaliście przede wszystkim na powrót do korzeni, to fragmenty rozgrywki poświęcone Grace wam go zapewnią.

Najczystszy ekstrakt podstawowej formuły, na której zbudowano całą tę serię, uzupełniono oczywiście o zdobycze najnowszych odsłon. W Requiem nie spotkamy Lady Dimitrescu, ale sekwencji omijania wielkich maszkar patrolujących część lokacji tu nie brakuje. Powraca rzecz jasna crafting, chociaż z twistem: od teraz do wytwarzania przedmiotów niezbędne będą nie tylko elementy wskazane w recepturze, lecz także krew pobierana specjalnym zbierakiem z wyznaczonych miejsc oraz od niektórych zabitych wrogów. Do tego dochodzi minigra w układanie molekuł odblokowująca nowe przepisy (nie dajcie się zwieść łatwym początkowym etapom!) oraz przydatny aplikator hemolityczny do cichego zabijania niczego nieświadomych nieumarłych.

Resident Evil Requiem

Tym razem nie spotkałem nikogo, kto pytałby: „What are you buyin’?”, ale Capcom wymyślił coś innego. Za wnikliwe analizowanie notatek, odnajdywanie szyfrów do sejfów i łączenie kropek z zakresu napotykanych zagadek otrzymujemy starożytne monety, za które w tzw. strefach relaksu możemy np. zwiększyć pojemność plecaka czy ulepszyć życie. Sami więc widzicie, że nie ma tu żadnych rewolucyjnych nowości, jest za to pieczołowicie skomponowana ze znanych i lubianych elementów klasyka. A czy wspominałem już, jak fajnie widzieć znowu polskie napisy w grze z cyklu Resident Evil? Cieszę się, że i na tym polu twórcy odrobili w końcu lekcję.

Requiem dla zła

Capcom stał przed niełatwym zadaniem. Zarówno eksperymentalne Resident Evil 7, jak i kontynuujące jego nieoczywistą drogę Village z pewnością przysporzyły serii nowych fanów. Po drugiej stronie barykady byli jednak miłośnicy starszych odsłon, którzy marudzili chociażby na widok FPP. Japończycy ewidentnie starali się pogodzić jedno z drugim i zadowolić wszystkich, przywracając kamerę TPP w segmentach z Leonem i kontynuując ukazywanie akcji z pierwszoosobowej perspektywy we fragmentach Grace.

Resident Evil Requiem

Rozgrywka postaciami również jest diametralnie odmienna. Moim zdaniem to całkiem zgrabne wyjście z sytuacji, ale pozostaje pytanie, jakie proporcje tego wszystkiego utrzyma pełna wersja. Koshi Nakanishi, pełniący funkcję reżysera gry, wspomniał o podziale mniej więcej pół na pół, lecz sprawa wydaje się odrobinę bardziej skomplikowana. Dowiedziałem się też od niego co nieco m.in. o głównym antagoniście w tej opowieści, niejakim dr. Gideonie. Jego design zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia! Więcej przeczytacie w wywiadzie, który trafi wkrótce nacdaction.pl.

Jak na razie Resident Evil Requiem zdaje się bardziej hymnem na cześć całej serii niż mszą żałobną odprawianą w jej intencji, jak mógłby sugerować tytuł. Obawiam się jedynie o własną tożsamość „dziewiątki”. Ograłem jednak zbyt mało, by oceniać na tym etapie warstwę fabularną i ogólny zamysł konstrukcji narracyjnej tej odsłony. Wracając więc na koniec do muzycznych analogii, liczę, że Capcom przygotował też z myślą o tej składance Greatest Hits jakieś premierowe kompozycje. Bo te największe przeboje – chociaż bardzo je lubię, a ich wersje singlowe potrafią się wyraźnie różnić od albumowych – mam już mimo wszystko w kolekcji na poprzednich płytach.

Skomentuj