27.09.2022, 13:00Lektura na 7 minut

Zoria: Age of Shattering – już graliśmy. Małe, staroszkolne RPG

Za oknem coraz chłodniej, opał drożeje, a i chrustu zaczyna powoli brakować. Szczęśliwie nigdzie nie znajdzie się tak wiele drewna, jak w świecie gier. Weźmy takie Zoria: Age of Shattering.


Paweł „Cursian” Raban

Dzisiejszą dorodną kłodę wstępnie obrobiło dla was Tiny Trinket Games. Widoczne na materiałach promocyjnych i znane z Gamedeca Anshar odgrywa jedynie rolę leśniczego, którego mniej znudzony pismak określiłby mianem wydawcy. Wracając jednak do naszego potencjalnego źródła ciepła… Wywodząca się z Rumunii ekipa drwali nie ma zbyt wielkiego doświadczenia i do tej pory zajmowała się raczej leśną drobnicą. Dość rzec, że jej najsłynniejsza przesieka to Azuran Tales: Trials(*). Nie musicie sprawdzać w Google’u, zrobiłem to za was – to zręcznościówka łącząca elementy erpega i platformówki. Wedle większości z 18 dzielnych dusz, które zdecydowały się ją ocenić, całkiem zresztą udana.

(*) Tym, którzy zadali sobie trud, sprawdzili i odkryli, że Azuran Tales to jedyna gra Tiny Trinket Games, po pierwsze szczerze gratuluję dociekliwości (mnie by się nie chciało, gdyby mi za to nie płacili), po wtóre informuję, że wcześniej ekipa działała pod nazwą Goob Games Studio.

Zoria: Age of Shattering
Zoria: Age of Shattering

Chłopie, daj spokój, mów, o co chodzi

Uff, dobrze, wystarczy już tych leśnych żarcików, zwłaszcza że próchno sypie się nie gorzej niż z samej gry. Zoria: Age of Shattering to tradycyjny drużynowy erpeg z walkami rozgrywanymi w turach. Twórcy chwalą się, że jednym z najważniejszych elementów produkcji będzie rozbudowana fabuła, ale sądząc na podstawie tego, co widziałem, nie jestem do końca przekonany. Opowieść trafia do gracza w iście przedwiecznym stylu, czyli w formie pozbawionego udźwiękowienia tekstu. To już co prawda nie tak częsta praktyka, jak przed laty, ale gdzieniegdzie jeszcze się zdarza, szczególnie jeśli budżet nie jest specjalnie imponujący, więc trudno, jakoś to przeżyję, wszak czytanie nie boli. Szkoda tylko, że na tym etapie historyjka, delikatnie mówiąc, nie powala.

Zoria wygląda na dość nieudolny zlepek najbardziej wyświechtanych motywów z klasycznej fantastyki. Magia, miecze i wojna imperium O-Niewymawialnej-Nazwie z królestwem Kto-By-Je-Tam-Pamiętał. Na dokładkę jest też oczywiście szlachetny rycerz, co to musi potwory plugawe wytrzebić i ład powszechny zaprowadzić. Samo czerpanie z dziedzictwa Tolkiena i spółki mogłoby nawet stanowić zaletę, gdyby Tiny Trinket Games nie postanowiło pójść po linii najmniejszego oporu. Dialogi są potwornie drewniane i tak nudne, że nie sposób wyrazić tego słowami. Zawodzą nawet towarzysze, którzy dołączają do wyprawy bez jakiejkolwiek motywacji i pełnią funkcję ruchomych uchwytów na broń. Niepoprawny optymista mógłby oszukiwać się, że to tylko kwestia dema i pełna wersja gry wypadnie znacznie lepiej, ale szczerze w to wątpię.

Zoria: Age of Shattering
Zoria: Age of Shattering

Na polu walki po staremu

Ględzenie dość szybko schodzi na dalszy plan, a palmę pierwszeństwa przejmują turowe batalie. Bohaterowie dysponują parą punktów akcji, którą można dowolnie rozdzielić pomiędzy ruch i atak. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w razie potrzeby przebiec podwójny dystans albo dwakroć zdzielić kogoś żelastwem przez łeb. Bardziej zaawansowane zaklęcia – przykładowo odnawiająca manę koncentracja drużynowego uzdrowiciela – wymagają nawet zużycia całego zapasu punktów naraz. Jeśli brzmi to w waszych uszach jak kolejna próba odgrzania tego samego kotleta, to macie rację. Graliście już w Zorię, nawet jeśli nigdy wcześniej o niej nie słyszeliście.

System walki nie wypada jakoś szczególnie źle, po prostu brak mu jakiejkolwiek indywidualności. Spora w tym zasługa przeciwników. Mimo że demo pozwalało pobawić się postaciami na dość zaawansowanym poziomie doświadczenia, wrogowie nie stosowali zbyt odkrywczych technik. Atakując, bazowali zwykle na różnego rodzaju truciznach, chorobach i krwawieniach zmniejszających statystyki bohaterów. Większość z tych osłabień nie znikała niestety wraz z zakończeniem potyczki, zmuszając mnie do tracenia czasu na zbędne przeklikiwanie się przez leki i odtrutki. Spadek siły w trakcie walki? Pewnie, rozumiem, muszę łyknąć miksturę i stracić punkt akcji, by w dłuższej perspektywie zadać przeciwnikowi większe obrażenia – ma to sens i wiąże się z koniecznością wyboru. Po diabła zmusza się mnie jednak do żłopania trzech dekoktów na łeb, jeśli nic mi już nie grozi, a pozyskanie składników na nowe wywary nie stanowi problemu? To tylko idiotyczne nabijanie czasu gry przez konieczność ciągłego rozbijania obozu i biegania w tę i z powrotem do miasta. Brzmi pewnie jak pryszcz, bo „przecież to tylko minutka czy dwie, a i u konkurencji też tak bywało”, ale uwierzcie – ze względu na częstotliwość występowania problemu po jakimś czasie staje się to potwornie męczące.

Zoria: Age of Shattering
Zoria: Age of Shattering

Magia, młotek i sakiewka

Na wrażenia płynące z wymiany wojennych uprzejmości pozytywnie wpływają za to drzewka rozwoju postaci. Nie są szczególnie rozbudowane, ale pozwalają poprzesuwać akcenty i dostosować nowych rekrutów do potrzeb drużyny. Głównego herosa dość sztywno ustawiono w roli typowego dowódcy wspierającego ekipę rozmaitymi premiami, ale już kapłan może zostać uzdrowicielem bądź postawić na zadawanie obrażeń za pomocą magii światła. Umiejętności towarzyszy przydają się też niekiedy „w cywilu”, przykładowo mag umie wyczarować most otwierający drogę do niedostępnego w innym wypadku obszaru mapy.

Kiedy opada kurz, kompania pożytkuje zebrany po drodze złom, przerabiając go na coś pożytecznego za pomocą systemu rzemiosła. Wytwarzać można nie tylko broń i pancerze, ale też leki i pożywienie. W dalszej perspektywie możliwe staje się wykupywanie ulepszeń dla własnej twierdzy i wysyłanie sług na automatyczne misje. Żaden z tych elementów nie budzi we mnie specjalnego entuzjazmu, za co podziękować można m.in. Blizzardowi, który do reszty zajeździł temat w ostatnich dodatkach do WoW-a. Podejrzewam, że znajdą się jednak jeszcze fani podobnych zabaw, więc z przyzwoitości wspominam.

Zoria: Age of Shattering
Zoria: Age of Shattering

Mobilki, mobilki, jak tam na pecety dróżka?

Przeciętność i odtwórczość gry byłyby pewnie do strawienia, gdyby nie unosił się nad nią paskudny odór mobilnika. Spójrzcie zresztą na interfejs: te wielkie okrągłe guziory w prawym dolnym rogu, gargantuiczne napisy, zapętlone plumkanie służące za muzykę… Ba, grafika, choć na pierwszy rzut oka nie wydaje się tragiczna, również dość szybko zdradza wątpliwą proweniencję, a to głównie za sprawą koślawych animacji (gdybyście tylko mogli zobaczyć chód widocznego na screenach żywiołaka…). Zoria nie tylko wygląda tanio, ale i nie grzeszy funkcjonalnością. Przy rozdzielczości 3440 × 1440 wiele okien nie mieściło się na ekranie(**), w ubogim menu opcji nie dało się ich zaś w żaden sposób zmniejszyć. Nie zapominajmy też o problemach ze stabilnością – nie spędziłem z dziełem Tiny Trinket Games zbyt dużo czasu, a mimo to kilkakrotnie przeżyłem przymusową wycieczkę na pulpit.

Zoria: Age of Shattering
Zoria: Age of Shattering

Powiem tak: na pececie grać w to nie polecam, ale jeśli Zoria trafi kiedykolwiek na smartfony, sytuacja nieco się zmieni. Tej ostatniej możliwości w żadnym razie bym nie wykluczał, bo choć na razie oficjalnie mowa wyłącznie o wersji na komputery, kolejne platformy mają zostać ujawnione w przyszłości. Biorąc pod uwagę interfejs i inne przesłanki, zdziwiłbym się, gdyby w planach nie było mobilek. W świecie „dużych” dzieło Tiny Trinket Games nie ma większych szans, bo jest idealne wręcz nijakie, co przy tak bogatym obecnie w turówki rynku stanowi wyrok śmierci. Po co męczyć się z pykadełkiem 5/10, skoro wokół masa znacznie lepszych tytułów?

(**) Dlatego właśnie imię bohatera na screenie z drzewkiem talentów jest przycięte.

W Zoria: Age of Shattering graliśmy na PC.

Cieszy

  • jest… znośnie

Niepokoi

  • regularne wizyty na pulpicie
  • fabuła wydaje się miałka
  • walki nie zaskakują w absolutnie żadnym aspekcie, ale od biedy oblecą 
  • paskudny interfejs rodem z gier na smartfony

Redaktor
Paweł „Cursian” Raban

Jestem wielbicielem turówek i wszelkiej maści erpegów: zarówno klasycznych, jak i współczesnych. Do tego zdeklarowanym zwolennikiem tytułów dla jednego gracza, przy czym od tej zasady istnieje jeden poważny wyjątek – World of Warcraft. W Azeroth przesiedziałem więcej godzin, niż chciałbym przyznać, raz ciesząc się każdą chwilą, kiedy indziej zrzędząc na czym świat stoi. Nie wyobrażam sobie dnia bez książki (niemal zawsze fantastyki), za to spokojnie obyłbym się bez kina i seriali. Z CDA związany jestem od 2011 roku.

Profil
Wpisów3203

Obserwujących5
Zoria: Age of Shattering
Ocena redakcji
-
Ocena użytkowników
-
Platformy
PC
Gatunek
RPG
Producent
Tiny Trinket Games
Zoria: Age of Shattering

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane