22.11.2023, 14:58Lektura na 5 minut

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”. Śpiewem świata nie uratujesz [RECENZJA]

W kultowym komiksie „Zabójczy żart” Alana Moore’a padają słowa: „Wystarczy jeden zły dzień, by najrozsądniejszego z żyjących ludzi doprowadzić do szaleństwa. Tyle dzieli świat od stanu, w którym się znajduję”. Młody Coriolanus Snow dzielnie stawiał czoła tej teorii, ale ostatecznie musiał jej ulec.


Łukasz Morawski

Od premiery ostatniej kinowej produkcji z serii „Igrzyska śmierci” minęło już osiem długich lat. W tym czasie podgatunek young adult zaliczył wiele wzlotów i upadków, ostatecznie ustępując superbohaterszczyźnie, która zaskarbiła sobie sympatię nastolatków. Powrót do formuły z poprzednich filmów co prawda nadal miał rację bytu, jednakże Francis Lawrence postanowił trochę inaczej podejść do tematu. To nadal opowieść o młodych, jurnych ludziach walczących o swoje prawa i miejsce na świecie. W „Balladzie ptaków i węży” brakuje jednak przesadnej widowiskowości, feerii kolorów i wymyślnych scen akcji. Te musiały ustąpić surowości, prostocie oraz stonowaniu. Reżyser wciąż operuje środkami charakterystycznymi dla blockbusterów, ale wyraźnie próbuje wykraczać poza ich ramy. Niestety nie zawsze wychodzi to dobrze…


Droga do zatracenia

Jeżeli pamiętacie filmy opowiadające o walce Katniss Everdeen z systemem, to doskonale wiecie, na czym polegają tytułowe igrzyska śmierci. Ot, bogaci i uprzywilejowani mieszkańcy Kapitolu, centrum Panem, co roku organizują „widowisko sportowe”, do którego przymusowo losowani są młodzieńcy z 12 dystryktów otaczających stolicę. Zabawa polega na tym, że uczestnicy muszą walczyć na śmierć i życie, przetrwać może zaś tylko jedna osoba. Za całym zamieszaniem stoi Snow – nikczemny i bezwzględny prezydent znany z poprzednich filmów z serii. W „Balladzie ptaków i węży” cofamy się o kilkadziesiąt lat, kiedy to jeszcze był idealistycznym studentem próbującym nie umrzeć z głodu. Dawniej jego rodzina miała wszystko, lecz po wyniszczającej wojnie sytuacja uległa zmianie.

Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży
Materiały prasowe

Coriolanus Snow nie daje po sobie poznać, że jest bankrutem, chełpiąc się przed znajomymi fikcyjnym lokajem czy prezentując zdobioną koszulę, w rzeczywistości zmodyfikowaną ręcznie z pomocą jego kuzynki. Bohater ma jeden cel – zostać najlepszym absolwentem szkoły i zdobyć tym samym ogromną nagrodę finansową, która pomogłaby mu utrzymać mieszkanie i zapewnić spokojne życie na wysokim poziomie, o jakim marzy. Pech chciał, że oglądalność Głodowych Igrzysk zaczęła maleć, dlatego ich organizatorzy zdecydowali się na zmianę formuły.

Od teraz kasa nie idzie w ręce szkolnego prymusa, tylko osoby, która sprawi, że słupki popularności telewizyjnego show wystrzelą w kosmos. Uczniowie muszą w dodatku zostać mentorami dla dobranych losowo uczestników. Chłopakowi przydzielono charyzmatyczną Lucy Gray Baird z Dystryktu Dwunastego. Wszystko wskazuje na to, że ma ona nikłe szanse na wygraną, więc opiekun decyduje się jej pomóc, nawet jeśli wiązałoby to się ze złamaniem zasad.

Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży
Materiały prasowe

Czegoś zabrakło…

Nie będę zdradzał dalszych wątków fabularnych, ale zaznaczę, że produkcja została podzielona na trzy rozdziały. Każdy utrzymano w zupełnie innym tonie i na dobrą sprawę można byłoby je podzielić na osobne filmy – aż dziw bierze, że wytwórnia Lionsgate nie zdecydowała się na taki krok w celu zarobienia większej kasy. Naturalnie nie zabrakło toczącej się na arenie walki, która jednak została ukazana w niezwykle minimalistycznym stylu, ponieważ igrzyska odbywają się na jednej dużej sali z kilkoma korytarzami.

Ewidentnie twórcom nie chodziło o przygotowanie spektakularnego widowiska – zamiast tego postanowili trzymać się wizji Suzanne Collins, autorki książkowego prequela. W „Balladzie ptaków i węży” starcia służyły przede wszystkim do zaprezentowania desperacji wśród dzieciaków postawionych w tak skrajnej sytuacji. Lawrence’a o wiele bardziej interesowało to, jak poszczególne śmierci wpływają na bohaterów, a nie to, w jaki sposób doszło do egzekucji. Choć akurat trzeba przyznać, że trup ściele się gęsto, zwłoki zaś nie osuwają się w rytm podniosłej muzyki, tylko padają na ziemię niczym szmaciane lalki.

Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży
Materiały prasowe

Podobało mi się to, że reżyser nie próbował pudrować świata przedstawionego, tylko dosadnie zaprezentował jego okrucieństwo i idące za tym konsekwencje. Niestety zabrakło w tym wszystkim dopracowanego scenariusza, próbującego w wiarygodniejszy sposób prowadzić bohaterów przez życie i argumentującego ich wybory. Widać to głównie na przykładzie Coriolanusa, który kilkukrotnie przechodzi wewnętrzną przemianę, lecz z perspektywy widza następuje to zbyt gwałtownie, a co za tym idzie – mało realistycznie. Momentami kompletnie nie rozumiałem, dlaczego w danym momencie protagonista podjął taką, a nie inną decyzję. Zgrzyta mi przez to finał, bo choć miał mocną podbudowę emocjonalną, to zachowanie niektórych postaci wydawało się nielogiczne.


Zapamiętajcie to nazwisko

Gdyby Tom Blyth dostał w ręce lepszy scenariusz, z pewnością wycisnąłby z niego jeszcze więcej. Brytyjski aktor ma dopiero 28 lat i bardzo liczę na to, że jego kariera wystrzeli po tym, jak twórcy filmowi obejrzą nowe „Igrzyska śmierci”, w których pokazał się z najlepszej strony. Niech o talencie chłopaka świadczy fakt, że grał u boku takich wyjadaczy jak Viola Davis czy Peter Dinklage i we wspólnych scenach nie dał się im zdominować, tylko to właśnie on intrygował swoją charyzmą i stalowym spojrzeniem.

Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży
Materiały prasowe

Niestety tego samego nie mogę napisać o młodziutkiej Rachel Zegler, która rozpoczęła swoją karierę w 2021 roku w „West Side Story” Stevena Spielberga, a następnie zagrała w fatalnym „Shazamie! Gniewie bogów”. 22-latka przykuwała wzrok intrygującą urodą, a do tego fantastycznie wypadła we wszystkich scenach śpiewanych, lecz miałem z nią problem, gdy musiała bardziej operować emocjami. Wtedy z jej gry aktorskiej biła teatralność, ale w złym znaczeniu tego słowa. Nie było to jednak na tyle kiepskie, aby zepsuć seans – po prostu miała pecha, że trafiła na zbyt mocnego kompana na planie.

Ocena

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” to film zaskakująco mroczny, utrzymany bardziej w klimatach melodramatu i dołującego kina wojennego aniżeli rozrywkowego blockbustera. W paru momentach scenariusz rozłazi się w szwach, przez co pojawia się zbyt dużo niedopowiedzeń w rozwoju bohaterów i relacji pomiędzy nimi. Gdyby nie to, byłbym zachwycony – a tak jestem po prostu zadowolony po seansie.

7
Ocena końcowa


Czytaj dalej

Redaktor
Łukasz Morawski

Dziennikarz z wykształcenia, o grach wideo piszę od 16. roku życia i mam zamiar kontynuować tę przygodę jak najdłużej. Jestem miłośnikiem popkultury, który nie narzuca sobie żadnych barier gatunkowych – wszystkiemu trzeba dać szansę. Tylko w taki sposób można odkryć prawdziwe perełki.

Profil
Wpisów47

Obserwujących2

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze