8
21.12.2021, 17:52Lektura na 3 minuty

„Matrix Zmartwychwstania”: Nie było tak autorskiej zabawy od czasów „Ostatniego Jedi” [RECENZJE]

Nie moje słowa, ale bardzo mi się podobają.


Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Zapowiedź(*) najnowszej odsłony „Matriksa” była niemałym zaskoczeniem. „Rewolucje” co prawda zakończyły się jedynie resetem całego serwera, a nie zamknięciem wszystkiego na dobre, ale gdy do tego zdarzenia doszło zapewnienie przez siostry Wachowskie, iż nie zamierzają wrócić do marki, trudno było oczekiwać sequela. A tu proszę, już jutro premiera „Zmartwychwstań” w reżyserii jednej tylko siostry, Lany – meta-narracji o nie tyle dalszych losach Neo czy Trinity, ile o statusie całej serii. (Po więcej zabaw interpretacyjnych wysyłam do numeru 02/2021, w którym Berlin stara się zdemontować złożonego Matriksa na części na tyle, na ile pozwala mu limit czterech stron).

Rzecz zapowiada się tak zagadkowo, że embargo na recenzje zeszło dopiero dzisiaj. A co w nich zapisali dziennikarze? W momencie pisania tekstu średnia ocen na Metacriticu zaliczyła aż 64/100 na 35 recenzji. Wynik spowodowany jest nie przewagą szóstek czy siódemek, a walką między zachwytami a srogimi zarzutami.

David Ehrlich jest zachwycony zabawą fanserwisem, która w przeciwieństwie do niedawnego „Spider-Man: Bez drogi do domu” nie ogranicza swojego uniwersum do tego, co widownia już zna.


Gdy “Bez drogi do domu” jest wężem pożerającym swój ogon z tak bezmyślną ignorancją, że wmawia sobie, iż jest najedzony, „Matrix Zmartwychwstania” to rzadki przypadek blockbustera, który ma odwagę zastanowić się, czy coś jeszcze może być w menu. To najodważniejsza i najbardziej ludzka odsłona marki od czasów „Ostatniego Jedi” (jak nie bardziej zagmatwana i postmodernistyczna od cudownego wkladu Riana Johnsona w gwiezdnowojenny kanon).


Peter Debruge z Variety jest za to zmieszany: choć całość mu się podobała, tak uznał, iż „czwórka” ma mniejsze ambicje, niż mogłoby się zdawać.


Będąc w zasadzie koncertem z największymi przebojami oraz coverem wciśniętymi w jedno (dopełnionymi przebitkami do najlepszych momentów z poprzedniczek), nowa część jest zgrabna, ale w miarę mniej ambitna od dwóch poprzednich sequeli.


Peter Bradshaw z The Guardian zaś gani film za bycie bezcelowym i niewymyślnym.


To ciężko stąpający reboot, który nie oferuje wystarczającego powodu, żeby istnieć, poza wypatroszeniem czwartego strumienia gotówki z fanów „Matriksa”, pokornie przyciągniętych nową treścią, i nie ma nic, co zbliżałoby się do zachwycających sekwencji z „bullet time’em”, które uczyniły oryginał kultowym.


Jak wspomniałom, premiera „Zmartwychwstań” w polskich kinach już jutro. W Ameryce film będzie dostępny przez jeden miesiąc w płatnym abonamencie HBO Max.

(*) Wstęp przepełniony jest słowami na „Z” w hołdzie dla niekontynuowania przez polskiego dystrybutora tradycji zaczynania każdego podtytułu w serii od „R”. „Reaktywacja”, „Rewolucje”, „Zmartwychwstania”. No cóż.

Redaktor
Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Recenzuję rzeczy na kanale swoim, na CD-Actionowym z kolei rosomaczę, no i czasem potłumaczę (w którą stronę dotrzeć do wielickiej Kopalni Soli). Tutaj? Nie wiem, co robię, więc piszę, dopóki mnie nie wywalą.

Profil
Wpisów64

Obserwujących7

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze