28.04.2022, 07:29Lektura na 3 minuty

„Nieznośny ciężar wielkiego talentu” – recenzja. 100 twarzy Nicolasa Cage’a

W filmie jest miejsce na śmiech i wzruszenie, pompowany sztucznie dramatyzm i świadomą autoparodię. Nie brakuje scen dobrze zagranych, ale i takich, które wywołują ciary zażenowania. „Nieznośny ciężar wielkiego talentu” to Nicolas Cage w pigułce.


Eugeniusz Siekiera

Znacie go bardzo dobrze. To facet z przebogatym emploi zaangażowany w kilka projektów rocznie i aktor nieustannie lawirujący na jakościowej sinusoidzie. Gość, który w latach 90. grał u Davida Lyncha („Dzikość serca”), Briana De Palmy („Oczy węża”), Martina Scorsesego („Ciemna strona miasta”) i Joela Schumachera („Osiem milimetrów”), popełnił parę pamiętnych ról w niezłych akcyjniakach („Twierdza”, „Con Air”), a dramatyczną kreacją w „Zostawić Las Vegas” zapracował na Oscara. Z jednej strony znany z kilku niezależnych perełek („Świnia”), z drugiej z niezliczonych szmir („Ghost Rider”, „Kult”) oraz komicznie przerysowanych ról. Aktor-legenda, człowiek-mem. Któż nadawałby się lepiej do filmu, w którym trzeba zagrać samego siebie?

Cage jest tu Cage’em, nieco zblazowanym, dojrzałym wiekowo aktorem, który ma za sobą branżowe wzloty i upadki, a obecnie znajduje się na zakręcie kariery (na tyle ostrym, że wypadł z trasy). Z braku ciekawszych ofert przyjmuje taką, jakiej u szczytu popularności nie tknąłby nawet kijem. Jako gość specjalny ma pojawić się na imprezie urodzinowej ekscentrycznego milionera Javiego Gutierreza będącego nie tylko fanem jego aktorskiego dorobku, ale także – zdaniem CIA – handlarzem bronią. Trochę wbrew sobie Cage zaprzyjaźnia się z rzekomym gangsterem, co zwiastuje kolejne kłopoty. Zdrowy rozsądek nakazuje mu wiać, ale naciskany przez agentów próbuje odnaleźć na terenie posiadłości uprowadzoną dziewczynę, do końca wątpiąc w przestępcze powiązania swego gospodarza.

Nieznośny ciężar wielkiego talentu
Nieznośny ciężar wielkiego talentu. Fot: Lionsgate/ Saturn Films

Grający Javiego Pedro Pascal wypada świetnie, a Cage jest… cóż, jest przede wszystkim sobą. Jeśli szarżuje, nie wątpię ani przez chwilę, że robi to świadomie, jeśli drze ryja, wiem, że celowo. Nie należycie do jego fanklubu? W takim razie seans okaże się dla was specyficznym i trochę męczącym doświadczeniem. Jeśli jednak macie kartę członkowską, powinniście być ukontentowani. Powiem więcej, szczególnie zaślepieni miłośnicy twórczości Cage’a poczują się tak, jakby gwiazdka przyszła wcześniej, bo w niespełna dwugodzinnym metrażu znajdą multum nawiązań do najsłynniejszych postaci z portfolio aktora czy kultowych scen z jego udziałem.

Nieznośny ciężar wielkiego talentu
Nieznośny ciężar wielkiego talentu. Fot: Lionsgate/ Saturn Films

Problemem obrazu Toma Gormicana nie jest sam Cage czy jego rozbuchana ekspresja, a scenariusz – w teorii niebanalny i pomysłowy, na dodatek z ogromnym potencjałem komediowym. Rzeczywistość okazuje się niestety bardziej prozaiczna. Odnosiłem wrażenie, że scenarzyści napisali ogólny szkic, kreśląc jedynie ramy opowieści, a w kluczowych scenach, nie mając pomysłu, w którą stronę pociągnąć historię, weszli na plan, krzycząc: „A teraz improwizujcie!”. I taki to film: momentami zabawny, ale generalnie dość nudny, niby interesujący, lecz w gruncie rzeczy boleśnie banalny i przewidywalny. Do obejrzenia i zapomnienia, co piszę z żalem, bo była w tej historii szansa na znacznie ciekawsze widowisko.

Ocena

Zaklęte na celuloidowej taśmie muzeum poświęcone Cage’owi (w filmie zresztą dosłownie do takowego trafiamy) i list miłosny świadomie nawiązujący do jego najgłośniejszych ról. Jako odrębna historia rozczarowuje, ale duet Pascal-Cage w pewnym stopniu ratuje miałki scenariusz.

6
Ocena końcowa

Redaktor
Eugeniusz Siekiera

Filozof i dziennikarz z wykształcenia, nietzscheanista z powołania, kinoman i nałogowy gracz z wyboru. Na pokładzie okrętu zwanego CDA od 2003 roku. Przygodę z wirtualnym światem zaczynałem w czasach ZX Spectrum, gdy gry wczytywało się z kaset magnetofonowych, a pisanie prostych programów w Basicu było najlepszą receptą na deszczowe popołudnie. Dziś młócę na wszystkim, co wpadnie pod rękę (przeprosiłem się nawet z Nintendo), choć mając wybór, zawsze postawię na peceta.

Profil
Wpisów34

Obserwujących10

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze