18
19.02.2022, 13:59Lektura na 3 minuty

Recenzja filmowego Uncharted. Utracone nadzieje

Trudno o przykład serii gier, która byłaby równie wdzięcznym materiałem do przenosin na taśmę filmową. Jak się okazuje, rozpoznawalna marka, spory budżet, znane nazwiska na liście płac i kilku scenarzystów to wciąż za mało, by choć na kilometr zbliżyć się do klasyków Kina Nowej Przygody.

W oderwaniu od serii, którą próbuje przetłumaczyć na język dużego ekranu, obraz Rubena Fleischera wydaje się całkiem strawny. Oczywiście pod pewnymi warunkami – trzeba podejść doń bezrefleksyjnie, zawiesić niewiarę, a oczekiwania schować do kieszeni. I mieć świadomość, że to film skrojony pod młodą publikę. Jeśli jednak jest się graczem, a perypetie Drake'a zna się na wylot, ciężko tłumić rosnące z każdą minutą niechęć i rozczarowanie.

O dyskusyjnych decyzjach obsadowych wiedzieliśmy od dawna, ale wciąż miałem nadzieję, że brak podobieństwa bohaterów do wirtualnych odpowiedników będzie największym problemem. Niestety, przez cały seans musiałem sobie przypominać, w kogo wciela się Tom Holland. Nie ma w nim za grosz Nathana Drake'a, z jego drażniącą naiwnością i chłopięcą aparycją wciąż przypomina bardziej Petera Parkera niż młodszą inkarnację Indiany Jonesa. Jeszcze gorzej wypada Mark Wahlberg, który nie gra Sully’ego, a... Marka Wahlberga, tworząc kolejną kopię samego siebie z innych filmów akcji. Odrobinę lepiej wpasowała się Sophia Ali w rolę odmłodzonej Chloe Frazer, choć nie wiem, czy to nie wynik tego, że wobec tej, bądź co bądź, mniej znanej i lubianej postaci nie miałem żadnych oczekiwań.

Uncharted
fot. Sony Pictures

Nie kupuję również mało wiarygodnych relacji między bohaterami. Tutaj każdy jest krętaczem, nikt nikomu nie ufa. Gdy jeden wystawia drugiego, trzeci paktuje z czwartym za plecami pozostałych. Biorę poprawkę na to, że film opowiada nową historię i to dopiero początek wyboistej przyjaźni Nathana i Sully’ego (co, nawiasem mówiąc, jest niezgodne z kanonem, bo panowie poznali się w innych okolicznościach, ale nieścisłości względem gier jest tu więcej), więc potrafię zrozumieć, że ich stosunki mogły być dość szorstkie. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że na potrzeby scenariusza temat został celowo spłycony.

Chcąc załapać się na niższy próg wiekowy, twórcy filmu musieli zrezygnować z pewnych elementów kojarzonych z serią, dlatego mięsistych strzelanin w zasadzie tu nie uświadczymy. Nie mam z tym problemu, bo ostatecznie nie one są motorem napędowym wartkiej narracji. Nie rozumiem natomiast, dlaczego antagoniści naszych chwatów okazali się tak nijacy, a w niektórych sytuacjach wręcz karykaturalni i kreskówkowo nieporadni. Gdy jeden niedoświadczony młokos wysyła w diabły facetów szerokich jak szafy, i to najczęściej zwykłym fartem, nawet moja dziecięca naiwność zaczyna nabierać podejrzeń.

Uncharted
fot. Sony Pictures

To może chociaż „Uncharted” broni się u podstaw, rozsadzając ekran widowiskową akcją? I tak, i nie. Na potrzeby filmu przepisano kilka kultowych scen z całego cyklu, licząc być może, że to dobry przepis na nową jakość. Tak średnio, bym powiedział. Z kolei tam, gdzie scenarzyści dodają coś od siebie, jest w najlepszym razie zachowawczo i poprawnie. Owszem, są wyjątki; przebijanie się przez podziemia Barcelony, choć koszmarnie naiwne, przywiało dobre wspominania z „Goonies”, a sekwencji walki powietrznej na statkach unoszonych przez śmigłowce transportowe nie można odmówić realizatorskiego rozmachu, mimo że pasowałaby bardziej do kolejnej odsłony „Szybkich i wściekłych”. Reszta to klisze i bezmyślnie powielanie tego, co widzieliśmy setki razy.

Ocena

Małpowanie scen z gier to dość mizerna próba grania na sentymentach. Wyszło tak sobie – filmowe „Uncharted” jest miejscami efektowne, ale boleśnie wtórne; bezpieczne, ale przez to pozbawione pazura i własnej tożsamości.

4+
Ocena końcowa
Redaktor
Eugeniusz Siekiera

Filozof i dziennikarz z wykształcenia, nietzscheanista z powołania, kinoman i nałogowy gracz z wyboru. Na pokładzie okrętu zwanego CDA od 2003 roku. Przygodę z wirtualnym światem zaczynałem w czasach ZX Spectrum, gdy gry wczytywało się z kaset magnetofonowych, a pisanie prostych programów w Basicu było najlepszą receptą na deszczowe popołudnie. Dziś młócę na wszystkim, co wpadnie pod rękę (przeprosiłem się nawet z Nintendo), choć mając wybór, zawsze postawię na peceta.

Profil
Wpisów41

Obserwujących10
Uncharted: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei
Ocena redakcji
-
Ocena użytkowników
10
Platformy
PS5, PC
Gatunek
-
Producent
-
Uncharted: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane