120
17.12.2021, 20:27Lektura na 3 minuty

Drugi sezon „Wiedźmina” cię nie zawiedzie, chyba że liczysz na dobrą adaptację

Jak prosił Jaskier, tak Netflix zrobił: grosza dano „Wiedźminowi”, sakiewką potrząśnięto. Szkoda tylko, że nie makówką, wbrew pochwałom Sapkowskiego. Oto nasza recenzja drugiego sezonu serialu.


Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Spodziewaliśmy się po pierwszym sezonie „Wiedźmina” zwykłego serialu fantasy, a dostaliśmy luźną frajdę w stylu „Xeny”: bohaterowie robią sobie swoje, idą zapolować na smoka czy inną kikimorę i przypadkiem pakują się w sprawy większe niż życie. Porównanie tego z pierwowzorem jest trudne, z sapkowszczyzny ostało się bowiem niewiele. Czy to przez zmiany w narracji, czy przez niedostatki budżetowe, produkcja Netfliksa oddawała ducha książek rzadziej niż serial z Michałem Żebrowskim – co zarzutem jest poważnym. Niemniej Cavill z Rivii przyciągnął masy przed ekrany, zatem gigant streamingu dał „Wiedźminowi” nie tylko kredyt zaufania, czyniąc z niego jedną z czołowych marek platformy, ale i dużo grosza.

Wiedźmin, 2. sezon
Netflix

Każdy nowy odcinek „Wiedźmina” chce więc udowodnić, że wszystko jest „bardziej”. Kamery pokazujące panoramy, by po chwili zniżyć się do poziomu ziemi i lawirować wokół postaci; scenografia szczodrze obsypana śniegiem; slow motion; Nivellen tyleż ucharakteryzowany, co komputerowy. Owszem, nie ma żenady w stylu organizowania bitwy Północy z Nilfgaardem z udziałem garstki cosplayerów w workach na śmieci – spece od lokacji, kostiumów czy efektów wykonali pierwszorzędną robotę. Chce się przebywać w tym świecie dzięki jego brudnemu klimatowi czy kreatywności projektantów, których dzieła wahają się od fauny prawie-że-słowiańskiej do azjatyckiego „The Grudge – Klątwa“. 

Wiedźmin, 2. sezon
Netflix

Gorzej, że z tą formą mało kiedy wiąże się treść. Czarodzieje toczą ze sobą wojenki, zapełniając lukę w metrażu, a Wiesiek chroni Cirillę na mocy Prawa Niespodzianki bardziej z woli scenarzystów aniżeli samego Geralta – zarysy, obiecanki, cacanki, ciągnięcie większości odcinków przez zapowiadanie tego, co dopiero nadejdzie. Koliduje to z pierwowzorem, gdzie specjalnością Sapkowskiego nie były skomplikowane intrygi, tylko historie obudowane wokół postaci. Bohaterowie rozwijali świat przedstawiony, a morał wynikał z opowieści, nie z ustalonego z góry wzniosłego przekazu typu „Potwory rodzą się w środku” na koniec odcinka.

I choć nie ma już przeskoków czasowych, krytykowanych przy sezonie pierwszym „Wiedźmina”, to narracja stała się przez tę większą spójność… mniej ciekawa. Może to dlatego, że lubię, gdy tytuł zmusza mnie do ułożenia sobie osi czasu we łbie, a ta zaburzona chronologia miło urozmaicała mi „jedynkę”. Nie wiedziałom, które wydarzenie (czy może: adaptację którego opowiadania) za chwilę zobaczę.

Wiedźmin, 2. sezon
Netflix

Tu lecenie po sznurku oraz napotykanie przez Geralta i Ciri losowych (z punktu widzenia książkowej chronologii) postaci jest bardziej przypadkowe niż rozpoczęcie poprzedniego sezonu od historii o Renfri i walnięcie gdzieś po drodze odczarowywania strzygi. Tam był szczątkowy posmak antologii, tu – szczątkowe zrozumienie, dlaczego ludzkość w ogóle polubiła tę markę. Tylko Cavillowy Geralt i Chalotrowa Yennefer wtłaczają życie w tę opowieść, podczas gdy reszta bohaterów jest ledwo zarysowana. Nawet cudny Kim Bodnia z „Obsesji Eve” zdaje się totalnie nie wiedzieć, w czym gra.

Wiedźmin, 2. sezon
Netflix

Oceniając pierwszy sezon po premierze, uznałom, że tyle w nim werwy do opowiadania historii, że będę kibicowało twórcom, bo nie ma niczego, czego nie dałoby się naprawić w ewentualnej kontynuacji. Minęły dwa lata, jestem po dostarczonych do recenzji sześciu odcinkach sezonu drugiego, a jedyną znaczącą poprawą jest powiększenie budżetu. Metoda prób i błędów to świetny sposób na naukę, ale po takim czasie i takiej platformie spodziewam się czegoś więcej niż ładnego oglądadła.

Ocena

4
Ocena końcowa

Redaktor
Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Recenzuję rzeczy na kanale swoim, na CD-Actionowym z kolei rosomaczę, no i czasem potłumaczę (w którą stronę dotrzeć do wielickiej Kopalni Soli). Tutaj? Nie wiem, co robię, więc piszę, dopóki mnie nie wywalą.

Profil
Wpisów64

Obserwujących7

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane