Fallout 4 i X-Men: Apocalypse w jednym stały domu…
Oczywiście wszyscy(*) wiemy, że Apocalypse to powierzchowny, unurzany w tanich efektach specjalnych i estetycznej pstrokaciźnie (nawet jak na standardy „X-Menów!”) film o ludziach, którzy myślą i mówią jak dwunastolatki. Obraz, w którym Oscar Isaac wyglądający zresztą jak plastikowa figurka (w dodatku jego głos zniekształcono na tyle, by nie dało się go przypadkiem rozpoznać), chce zniszczyć świat w czym zupełnie bez sensu sekundują mu mutanci, jakich motywacje są w najlepszym razie absurdalnie, totalnie, skrajnie nielogiczne. W dodatku całość męczy nagromadzeniem postaci i zupełnym zlaniem relacji i wątków, jakie podprowadzały nam kolejne części sagi.
… ale akurat moment zwiastujący nowy film z Wolverinem się broni. Podobnie jak Michael Fassbender. No i scena z Quicksilverem, która stała się zresztą wizytówką obrazu Bryana Singera. Jeśliście ciekawi, jak znajome ujęcia wyglądałyby, gdyby całość rozgrywała się na Pustkowiach, odpowiedzi dostarcza EzPlays:
(*) Znaczy się wszyscy my, Papkin.
