Jak Agent 007 prawie powstrzymał produkcję Call of Duty? Jedna decyzja mogła zmienić bieg historii 

Jak Agent 007 prawie powstrzymał produkcję Call of Duty? Jedna decyzja mogła zmienić bieg historii 
Gdyby decyzje dotyczące portu 007 Nightfire zostały podjęte w inny sposób, cała seria Call of Duty mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Postaci Jamesa Bonda chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Przygody agenta Jej Królewskiej Mości wielokrotnie przenoszone były z kart powieści na kinowe ekrany, a później na monitory i telewizory w formie gier wideo. I choć pierwsze tytuły, w których gracze mogli wcielić się w postać kultowego szpiega, sięgają jeszcze lat 90., to jego obecność w kulturze nadal jest podtrzymywana

Przykładem tych słów mogą być tworzone do dziś produkcje, które eksplorują coraz to nowsze etapy życia Bonda. Jeśli ktoś uznaje się za fana tej postaci, to z pewnością już słyszał, że premiera 007: First Light, czyli jego najnowszych growych przygód, została opóźnionaZnowu

Mało kto jednak wie, że na etapie realizacji pierwszych strzelanek z Agentem 007 w roli głównej podejmowano decyzje, które z perspektywy czasu możemy traktować jako rzutujące na całą branżę. W trakcie ostatniego wywiadu z Michaelem Condreyem, twórcą m.in. Dead Space’a i Call of Duty: WWII, wyszło na jaw, że podczas szukania odpowiedniego kandydata do przeniesienia dobrze przyjmowanych wersji konsolowych gry na PC, studio odpowiedzialne za serię gier o Bondzie brało pod uwagę twórców Medal of Honor: Allied Assault.  

Chodzi o studio 2015, Inc., którego pracownicy przez chwilę byli na celowniku Electronic Arts. Vince Zampella i Jason West, bo o nich dokładnie mowa, byli zainteresowani podjęciem współpracy przy przenoszeniu 007 Nightfire na komputery osobiste po sukcesie komercyjnym Medal of Honor. EA podjęło wtedy decyzję o powierzeniu tego zadania studiu Gearbox, co nie wyszło nikomu na dobre. 

No może oprócz dwóch wspomnianych developerów studia 2015, Inc. Choć chwilę później odebrano im prawa do marki Medal of Honor, to następnie otworzono furtkę do pracy nad serią Call of Duty pod okiem Activision. Ich obecność przy budowaniu tej marki była nieoceniona i to właśnie między innymi tych dwóch developerów uznaje się dziś za jej ojców.  

Cała sprawa przypomina więc nieco efekt motyla, kiedy jedna, z pozoru tak banalna i nic nieznacząca zmiana developera odpowiedzialnego za wydanie portu gry o Jamesie Bondzie, mogła rzutować na wygląd jednej z ważniejszych serii FPS-ów na świecie. No bo jak wyglądałaby dziś największa konkurencja Battlefielda, gdyby nie oni?  

Skomentuj