Nintendo przegrywa batalię o kontrowersyjny patent. Nie tylko Pokemony mogą korzystać z mechanizmu przyzywania stworków
Pamiętacie jeszcze aferę z Pocketpair i Nintendo? Twórcy Mario i Zeldy byli tak krytyczni wobec podobieństw Palworlda do Pokémonów, że postanowili opatentować motyw przyzywania postaci w grach. Co ciekawe, w lipcu zeszłego roku patent został uznany przez USPTO, czyli amerykański urząd zajmujący się patentami i znakami towarowymi.
Organ przyznał Nintendo prawo do pozywania innych firm za naruszenie praw, jednak zakres tego rozwiązania wydawał się wręcz absurdalny, ponieważ obejmował samo przywoływanie stworków – bez względu na to, czy gracz mógł je później bezpośrednio kontrolować.
Okazuje się jednak, że urzędnicy USPTO po czasie najwidoczniej zorientowali się, że coś jest nie tak. Amerykańska instytucja zauważyła, że jeszcze przed Nintendo podobne rozwiązanie miało zostać nieskutecznie opatentowane przez Konami i Bandai Namco. USPTO ostatecznie zarządziło więc ponowne rozpatrzenie sprawy firmy z Kioto, a wczoraj rozpoczął się proces unieważniania wcześniejszych ustaleń. Serwis Game Frey, na który powołuje się także strona Kotaku, zdał sobie też sprawę, że urząd wydał tzw. „non-final office action”, odrzucające wszystkie roszczenia Nintendo zawarte w feralnym patencie firmy.

Zanim jednak zaczniemy się cieszyć, że udało się utrzeć nosa zaborczej korporacji, pamiętajmy, że Wielkie N ma jeszcze dwa miesiące, aby się odwołać lub ewentualnie wydłużyć ten termin. Na razie wszystko wskazuje na to, że zarówno japoński, jak i amerykański urząd patentowy patrzą z rosnącym sceptycyzmem na działania Nintendo wobec Pocketpair. Teoretycznie najbardziej rozsądnym wyjściem byłoby wycofanie się z tej batalii, ale – znając zaciekłość firmy z Kioto – raczej nie ma co na to liczyć.
Alleluja.