Ojciec Fallouta wyjaśnił, dlaczego nie tworzy nowych marek. „Odpowiadają mi: »mamy koszty i tego nie rozumiesz«”

Ojciec Fallouta wyjaśnił, dlaczego nie tworzy nowych marek. „Odpowiadają mi: »mamy koszty i tego nie rozumiesz«”
Avatar photo
Adam "Adamus" Kołodziejczyk
Tim Cain wszedł w niezwykle rozbudowaną metaforę, która dobrze obrazuje, o co tu dokładnie chodzi.

Nasz kochany Tim Cain, ojciec Fallouta i prawdziwa legenda branży gier, opublikował na swoim kanale na YouTubie kolejny interesujący materiał. Tym razem zajął się tematem nowych marek i wyjaśnił, dlaczego nie tworzy oryginalnych IP. Cain odpowiedział na to pytanie za pomocą bardzo ciekawej metafory, która świetnie obrazuje to, z jaką sytuacją mamy tu do czynienia.

Po pierwsze, wyobraźcie sobie, że dostajecie w kółko to samo pytanie dotyczące tego, czy czujecie się źle z tym, że ktoś zarabia dziś miliony na marce, którą stworzyliście, a wy nic już dziś z tego nie macie. Cain naturalnie miał już serdecznie dość tego rodzaju pytań, więc przedstawił tu pewną sytuację, by lepiej wyjaśnić, jak to wygląda z jego strony. Założył na potrzeby tej metafory, że jest malarzem. Siedzi w swoim pokoju i całe dnie maluje obrazy.

Po prostu maluję całe dnie. Kiedy kończę, rzucam to w kąt i zaczynam malować następną rzecz. Mam frajdę z malowania różnych rzeczy, kocham to i zaczynam być w tym dobry. (…) Nagle ktoś przychodzi i mówi: »hej, naprawdę podoba mi się ten twój obraz, zapłacę za niego 100 dolarów.« Myślę sobie: »łał, 100 dolarów (…), zaczynam zarabiać, jestem zawodowym malarzem.«

Oczywiście historia ta nie kończy się tego typu happy endem. W końcu dobrze wiemy, co na przykład stało się z Falloutem i jaki los czeka wspomniany obraz w tej metaforze.

Potem mija rok i dowiaduję się, że sprzedano ten obraz za 10 tysięcy dolarów (…). Więc próbuję sam sprzedać jeden z obrazów bezpośrednio do klientów. Ale okazuje się, że ludzie nie chcą samego obrazu, chcą go w ładnej ramie z podświetleniem i żeby przyjechał do nich zapakowany bez uszkodzeń z darmową dostawą. A kiedy już dotrze do ich domu, chcą żeby go od razu powiesić (…). I myślę wtedy sobie, że nie potrafię sprzedawać obrazów z zyskiem, straciłbym pieniądze, gdybym robił tak z każdym obrazem.

Tym sposobem nagle okazuje się, że w tej historii to gość robiący ramy do obrazów zarabia lepiej od naszego Tima-malarza. Ale to wcale nie koniec tej historii, bo oto do Caina wraca ten sam sprzedawca obrazów i kupuje od niego kolejne dzieła.

Obrazy sprzedają się za wiele więcej i zaczynam nad tym rozmyślać. Potem wraca do mnie ponownie, ale teraz już dobrze sobie radzę (…). Pyta o kolejne obrazy, ale odpowiadam: »nie, wystarczy mi«. Jest zdezorientowany, mówi: »masz tyle obrazów, sprzedaj mi jeden.« Mówię mu: »nie, nie potrzebuję pieniędzy, a poza tym ty stajesz się super bogaty dzięki moim obrazom, a ja nie.«

Cain dopowiada jeszcze, że sprzedawcy zależy na jego unikatowym stylu. Chce by nasz malarz Tim wrócił do swojej charakterystycznej metody i zmienia nagle podejście, próbując uderzyć w czuły punkt.

On nagle zmienia więc taktykę, mówi: »nie pomyślisz o fanach? Twoi fani nie będą zadowoleni, kiedy dowiedzą się, że już nie będzie żadnych nowych obrazów od ciebie.« A ja mówię mu: »hej, mają moje obrazy, a ponieważ tworzycie masę kopii, mogą je dostać bardzo tanio«. On na to: »tak, ale oni chcą dostać obrazy z nowymi rzeczami (…)«. Odpowiadam: »ale ty chcesz, żebym wrócił do mojego starego stylu, a ja już tworzę w nowym, malowałem najróżniejsze rzeczy, bo to uwielbiam.«

Jak więc tłumaczy Cain, obaj panowie w tej historii docierają do impasu. Sprzedawca obrazów chce dostać nowe dzieła w starym stylu malarza Tima, natomiast artysta woli tworzyć inne rzeczy, a przede wszystkim nie chce, by sprzedawca stawał się jeszcze bogatszy dzięki jego pracy.

Tak się właśnie czuję, gdy ludzie próbują mnie przekonać, żebym robił nowe marki. I nawet nie ma znaczenia, czy pytają o zupełnie nowe IP, czy o to, o co najczęściej chodzi, czyli o sequel albo duchowego spadkobiercę jednej z moich gier . I zawsze zastanawiam się: po co? Po pierwsze, już macie te gry. Nie chcecie czegoś nowego? A jeśli obchodzi was, co ja chcę robić – czy potrafilibyście dać mi powód (inny niż samolubny, że ty chcesz czegoś nowego albo inni ludzie chcą zarobić), że nie powinienem malować tego, co chcę i rzucać to potem w kąt?

Cain podsumował cały materiał pewną ważną refleksją. Można uniknąć tej sytuacji, odpowiednio dostosowując sukces do wszystkich zaangażowanych w dane dzieło. Więc jeśli obraz się sprzedaje, wszyscy powinni na nim zarobić. Co ciekawe, Cain podkreślił tu, że często spotykał się z krytyką, kiedy próbował namówić pewnych ludzi do takiego podejścia w branży growej. Na koniec więc zostawiam was z chyba najważniejszym cytatem z naszego kochanego Tima.

Jeśli gra się sprzedaje, wszyscy powinni na tym skorzystać (…). Spotykam się ze strasznym oporem, gdy o tym mówię w branży. Odpowiadają mi: »mamy koszty i tego nie rozumiesz, płacimy tobie i masie innych ludzi, zapłaciliśmy za wydanie, dystrybucję, marketing, reklamy…«. Wtedy mówię na to: »ok, rozumiem to, ale potem mamy dochód netto, podzielimy się tym, prawda?«. I temu też się opierają, mówią: »och, to jest za trudne ustalić, kto ile dostaje i komu dać normalną wypłatę, komu procent… ja nie wiem, ja nie potrafię (…).« Więc gdy wy będziecie rozwiązywać ten problem, pozwolicie, że ja będę sobie szczęśliwie siedział w moim kącie i będę się bawił w moje obrazy.

Skomentuj