Pierwsze obietnice nowej dyrektorki Microsoft Gaming. Asha Sharma przyrzeka nie zalewać gier AI
Microsoft zaskoczył wczoraj branżę wczorajszym ogłoszeniem ogromnej zmiany w strukturze Xboksa. Mowa o Philu Spencerze, który przez 12 lat piastował stanowisko dyrektora Microsoft Gaming. Po takim czasie to człowiek był prawie synonimem wszystkiego, co było w tej konsoli dobre i niedobre. Wraz ze Spencerem odchodzi również Sarah Bond, dotychczasowa prezeska Xboksa. Ich miejsce zajmie Asha Sharma, która zajmowała do tej pory stanowisko dyrektorskie w CoreAI w Microsofcie. W związku z tym kojarzy się ona mniej z graniem, a bardziej ze sztuczną inteligencją.

Decyzja Satyi Nadelli o postanowieniu na osobę, która zajmuje się głównie AI, wywołała w graczach mieszane uczucia. Wielu obawiało się, że Microsoft – korporacja inwestująca w generatywną sztuczną inteligencję – zacznie agresywnie stosować rozwiązania z modeli również w grach, co w oczach sporej części społeczności równa się zalewowi niskiej jakości, „bezdusznej” zawartości. Warto przypomnieć sobie co się działo, kiedy Larian przyznał się do tego, że trochę się inspirują.
W swoim pierwszym oficjalnym poście do pracowników (opublikowanym wczoraj na blogu Microsoftu), Asha Sharma postanowiła rozwiać te obawy w bardzo bezpośredni sposób. Kluczowy był jeden fragment, który błyskawicznie obiegł Internet.
Wraz z ewolucją mechanizmów monetyzacji i sztucznej inteligencji, które będą wpływać na naszą przyszłość, nie będziemy gonić za krótkoterminową efektywnością ani zalewać naszego ekosystem bezdusznym AI slopem.
„AI slop” to określenie, które czasem pojawia się w dyskusji o grach i dosłownie oznacza „pomyje AI”. To bardzo interesujące, że to właściwe pierwsze, co chce nam powiedzieć nowa dyrektorka Xboksa.
Nie wszyscy jej uwierzyli. Jeżeli pierwsze co mówisz po objęciu stanowiska to to, że nie narobisz ambarasu, to może być o co się martwić. Ludzie uważnie obserwują, co wychodzi z korporacyjnych ust, szczególnie, że po drodze jest to przycięte przez całe działy wizerunkowe. Na miejscu Ashy Sharmy obrałabym inną strategię, ale nie mam powodu, żeby jej nie wierzyć. Mogę natomiast mieć wątpliwości co do prawdomówności jej firmy.
