Polska branża gier w dużym kryzysie. Ministerstwo Kultury obiecuje nową strategię rozwoju

Polska branża gier w dużym kryzysie. Ministerstwo Kultury obiecuje nową strategię rozwoju
Dajcie mi tu szalupę z pieniędzmi!

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oficjalnie rozpoczęło pracę nad pierwszą kompleksową strategią sektorową dla branży gier. Marta Cienkowska, szefowa resortu, poinformowała o tym przy okazji publikacji raportu z wczesnych konsultacji z branżą. Strategia ma skupiać się na rozszerzeniu i uściśleniu celów dla całego sektora kultury, zaś gamedev – jako gałąź o największym potencjale rozwoju – dostanie swoją osobną część.

To może brzmieć sensownie, szczególnie że branża gier w Polsce przechodzi przez naprawdę trudny okres. Najnowszy raport The Game Industry of Poland 2025 pokazuje dość przygnębiające dane. Zatrudnienie spadło z 15,3 tys. do 14,5 tys. osób – to pierwszy taki spadek w historii. Przychody spadły z 6 miliardów do 5,5 miliarda w ciągu dwóch lat. I co najgorsze, zniknęło co najmniej 120 studiów, czyli około jedna czwarta wszystkich aktywnych firm. Niestety, nasza polska branża nie tylko Wiedźminem czy Dawnwalkerem stoi.

W raporcie wymieniono trzy główne przyczyny kryzysu. Po pierwsze, na świecie wyszło trochę za dużo gier naraz – rynek się przesycił, a dodatkowo inwestorzy wpompowali wcześniej w branżę tyle pieniędzy, że teraz boją się dokładać więcej. Efekt jest taki, że trudniej sprzedać grę i trudniej znaleźć pieniądze na jej stworzenie.

Po drugie, mieliśmy do czynienia z gwałtownym odwrotem sentymentu na polskiej giełdzie – inwestorzy krajowi przenieśli zainteresowanie z sektora gier do produkcji broni i amunicji, bo wojna na Ukrainie to trochę lepszy biznes i trochę bardziej nam zależy, żeby Rosja jej nie wygrała.

Po trzecie, dokładnie w tym samym okresie wygasł GameINN, ostatni duży program, który wspierał polskie studia pieniędzmi z budżetu. Twórcy raportu uważają, że to było naprawdę paskudne połączenie.

Wszystkie te procesy nałożyły się na siebie w czasie, tworząc efekt kumulacji. W konsekwencji, bez odwrócenia przynajmniej jednego z tych czynników, a najlepiej dwóch, branża może wychodzić z obecnego kryzysu bardzo długo.

I właśnie ten ostatni punkt boli najbardziej, bo jego efekty widać jak na dłoni. W 2021 roku, w końcówce programu GameINN, Polska była globalnym liderem na listach życzeń Steama. W sierpniu tamtego roku w Top 200 znajdowało się 38 polskich tytułów, znacząco więcej niż w przypadku USA, Kanady czy Wielkiej Brytanii. W 2023 liczba ta spadła do średnio 30 tytułów, co nadal dawało Polsce bardzo silną pozycję, ale oznaczało, że wytracamy parę. W najnowszym raporcie z 2025 roku Polska spadła do 12 tytułów w Top 200 – spadając z podium na 7. miejsce.

Tymczasem Niemcy, które uruchomiły własne programy wsparcia dla gamedevu, zanotowały gwałtowny wzrost: od kilku tytułów w 2021, do 10 gier w 2023, a w 2025 roku 14 dzieł i weszły do pierwszej piątki. To jakoś 460% na steamowych listach życzeń dla sąsiadów zza Odry.

CD-Action 1/26

Ministerstwo obiecało, że na podstawie tych raportów rozpocznie pracę nad sektorową strategią rozwoju polskiej branży gier. Problem w tym, że obietnice i strategie to może być za mało i oczywiście, prawdopodobnie nic niekryzysowego nie da się wyczarować w tydzień. Pozostaje więc pytanie, czy zdążą, zanim polskie gry całkiem przestaną się sprzedawać.

19 odpowiedzi do “Polska branża gier w dużym kryzysie. Ministerstwo Kultury obiecuje nową strategię rozwoju”

  1. Może wyłączcie z powrotem komentarze bo wchodzenie na waszą stronę by zetknąć się z jednymi z najbardziej wrednych, okrutnych i głupich ludzi jacy są w internecie to bardzo niemiłe doświadczenie.

  2. „Nie mamy pieniędzy na szpitale, ale macie tu hajsy na rozrywkę, żeby Tokarczuk sobie zarobiła”.

    No co za skur… Jak można pieniądze publiczne wydawać na rozrywkę, gdy każdy kluczowy dla działania Państwa element leży? Może znów pora podnieść podatki?

    Bez kitu poprzednicy to byli kawały skur… Ale tych idiotów przepalających nasze pieniądze chyba już nikt nie przebije. Kolejny dowód na to, że rząd nas tylko kosztuje i nam przeszkadza.

    Sorry, ulało mi się.

    • Ty jesteś idiotą, kompletnie nie znasz się na polityce, powtarzasz tylko co zaslyszysz gdzieś w internecie.

      • Bardzo merytoryczny wpis. Taki na poziomie 7-latka.

        Oczywiście, że się nie znam na polityce, bo w niej nie siedzę – nie przepadam za nurkowaniem w szambie.
        Wiem tylko, że nie podoba mi się marnowanie publicznych pieniędzy na głupoty. A głupotą jest wydawanie pieniędzy na rozrywkę.

    • Nie odróżniasz kultury od rozrywki, to raz. Oprócz niewielkiej grupy „wybrańców”, kultura w Polsce jest mocno niedoinwestowana, a bez kultury nie ma narodu, to dwa. Zrównoważone wsparcie państwa dla rozwoju wszelkich dziedzin życia i aktywności jest jego rolą, a także inwestowaniem w przyszłość, bo później przekłada się to na ogólny rozwój kraju i społeczeństwa, to trzy. Wreszcie, to, że coś tam czujesz i coś tam przeczytałeś w internetach, nie oznacza, że w jakikolwiek sposób koresponduje to rzeczywistością…

      • Gry nie są istotnym elementem kultury, tylko rozrywką, tak samo jak kino i telewizja. Państwo jeśli ma się zajmować kulturą, to raczej inwestowaniem w zachowanie dóbr kultury w muzeach, pilnowaniem aby przepisy archeologiczne i związane z tym działania miały sens i byly egzekwowane. Dla przykładu są konkretne przepisy o odkryciach archeologicznych, nadzoru archeologa nad procesem budowy etc. W większości przypadków (osobiście znam ponad 10) nadzór archeologiczny na budowie polega na przybiciu pieczątki, a archeologa na miejscu nie ma. Jak ktoś znajdzie podczas wykopów coś, co ma wartość archeologiczna to najczęściej wyrzuca daleko, byleby nie przerywać budowy. I tym powinno się zajmować Państwo.

        Natomiast zasoby Państwa są ograniczone i jak widzę, że zamykane są kolejne oddziały w szpitalach, albo że na pilny zabieg czeka się rok (a częściej dluzej), bo trzeba finansować gry, to mnie krew zalewa. Jeżeli nie potrafimy zabezpieczyć podstawowych potrzeb życiowych, to kompletnie nie powinniśmy zajmować się kultura.

        Powiem więcej na rozprawy sądowe czeka się latami, a często są to sprawy błahe, ale konieczne, żeby ludzie mogli funkcjonować, np. kwit o sprawowaniu opieki nad dzieckiem, albo odrzucenie spadku, albo rozprawa o jeslusznie wystawiony mandat. To są rzeczy wazne w życiu i tylko tymi kwestiami powinno się zajmować Państwo.

        Natomiast kwestie kultury i dziedzictwa narodowego, a co za tym budowania tożsamości narodowej i wspólnoty, nie może polegać na finansowaniu projektów komercyjnych! Najgorsze w tych wszystkich dofinansowaniach jest to, że za proces przyznawania grantów odpowiadają zawsze odpowiedzialni są skrajnie niekompetentni ludzie, którzy przydzielają środki kompletnie z czapy, albo łapówki. A potem rząd świętuje i pisze o milionach inwestycji w dana dziedzinę. Nieważne, że nic z tego nie wynika, w komunikatach publicznych to ładnie wygląda. Przykład? Skrócenie tygodnia pracy, ogłoszone jako sukces. A pieniądze rozdane w samych urzędach. Firmy jak np moja kompletnie odpuściły, bo tak glupi to był program. Oczywiście jaki był wniosek? Że można w krótszym czasie wykonać te sama pracę. A jaki powinien być wniosek? Że sporo urzędników jest niepotrzebnych i moglibyśmy mieć sporo oszczednosci.

        Fajnie, że oceniasz czyjeś kompetencje na podstawie dwóch krótkich zdań, w pełni profesjonalna ocena 😄

    • Zgadzam się. „Niewidzialna ręka rynku” sama reguluje, co ma istnieć a, co nie. W przeciwnym wypadku to studnia bez dna i dokładanie naszych pieniędzy do nie rentownych firm lub branży i gier. Było już aż za dużo crapów, do których budżet państwa się dokładał. Lepiej niech zostanie kilkanaście jakościowych firm które naprawdę są doceniane na rynku przez klientów i zarabiają na siebie niż masa studiów developerskich, które każdy będzie miał gdzieś ich produkty. Wiem, że to to brutalna, ale taka prawda.

      • Skoro jesteś takim fanem „niewidzialnej ręki rynku”, to dlaczego jednocześnie chcesz, żeby państwo wspierało szpitale? Niech nimi też się zajmę „niewidzialna ręka rynku”.

    • Jeśli ten ktoś pisze coś wyjątkowo głupiego, kompetencje można ocenić nawet po jednym jego zdaniu…
      Kolejną wypowiedzią udowadniasz dodatkowo, że nie tyle masz problem z rozróżnieniem kultury od rozrywki, co nawet nie wiesz czym jest kultura…
      No więc to w najlepszym razie rozmowa ze „ślepym o kolorach”…

      • Tak, jasnie oświecony. Pokaz swą mądrość i prowadź lud ku zbawieniu.

        Nie piszesz nic na co warto odpowiedziec, nie wnosisz nic do dyskusji, rzucasz tylko „nie znasz sie”. Spoko, nie muszę xD moja wizja świata polega na tym, że nie marnujemy cudzych pieniędzy, tyle. Ze swoimi pieniędzmi niech każdy robi co chce, ale ponieważ żyjemy w społeczeństwie, to jakieś wspólne zrzutki musimy mieć i gry absolutnie nie powinny być wspierane z kieszeni ludzi, którzy na lekarzy czekają latami.
        Obyś tylko nigdy nie musiał doświadczać braków finansowych w służbie zdrowia, bo lepiej finansować jakas padlinę na steamie.

        A co do służby zdrowia i niewidzialnej ręki rynku, to gdybyśmy mieli sprawne sądy to spokojnie można by było stworzyć fajny model hybrydowy.

      • Gdybyś był w ciężkim stanie i okazałoby się że musisz sam opłacić całość operacji, brakuje personelu lub musiałbyś długo czas sam opłacać drogie leki bez refundacji państwowej bo nie kasy w budżecie, bo państwo daje kasę wszędzie indziej kasę jak np. woli dawać na jakieś gry to nie wiem co by Ci było po tych grach gdybyś w takiej sytuacji się znalazł.

        Kiedy jest dobrze to jest dobrze.

  3. Rok szukałem pracy jako junior gamedev. Ofert jest bardzo mało, a jak są to konkurencja potężna.

    Jak się nie szkoli juniorów to branża będzię iść w dół. Firmy nastawione na zysk, chcą odrazu doświadczonego pracownika, a takich będzie brakować z czasem. Wszystko rozbija się na złym zarządzaniu.

    • W całym sektorze IT jest ten problem. 15 lat temu firmy (przedstawiciele) chodziły po uniwersytetach i brali wszystkich chętnych z 4 i 5 roku (oczywiście kierunki ścisłe). Taki był niedosyt pracowników. Stety/niestety widząc ile się zarabia w IT, wszyscy (no, każdy kto czuł się na siłach) zmieniali branżę, wysypało bootcampów, a efektem tego boom-u, jest to, że firmy nie chcą juniorów, którzy coś tam potrafią, bo zaraz po wdrożeniu i uzyskaniu kompetencji na mid-a, ci zmieniają pracę. Więc managerowie stwierdzili, że to dla nich nieopłacalny biznes szkolić kogoś tylko po to, żeby ten zaraz zmienił pracę.

  4. Chętnie kupię kilka gier, tylko dajcie mi z 5 tysięcy na jakąś tanią kartę graficzną i odrobinę RAMu 😝

Skomentuj