„Przyszłość zachowywania gier leży w gestii graczy”. GOG.com odpowiada na mocne słowa wydawcy boomer shooterów

„Przyszłość zachowywania gier leży w gestii graczy”. GOG.com odpowiada na mocne słowa wydawcy boomer shooterów
GOG.com zgodziło się ze stwierdzeniem, że aby platforma mogła kontynuować swoją działalność w sferze zachowania gier, potrzebuje do tego wsparcia graczy.

Ostatnio sporo mówi się o GOG.com w temacie przejęcia firmy przez Michała Kicińskiego, współzałożyciela CD Projektu Red, a także jego planach na przyszłość. Sam zainteresowany przywoływuje w tym kontekście misję platformy polegająca na zachowywaniu i przystosowaniu starszych gier pod nowsze systemy operacyjne. W tę ideę wierzy Dave Oshry, szef wydawnictwa New Blood Interactive, lecz jak sam stwierdził w niedawnym wywiadzie, aby taka inicjatywa miała sens, gracze muszą bardziej się nią zainteresować. Jego słowa wywołały dyskusję wśród graczy, do której odniosła się teraz sama platforma.

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

GOG.com odpowiedział mu w mediach społecznościowych i w zasadzie zgodził się ze słowami Oshry – zachowywanie gier zadziała tylko wtedy, gdy innym osobom na tym zależy. Stąd też zachęcił do udzielania się w różnego rodzaju inicjatywach podejmowanych przez platformę.

Wśród nich jest Dreamlista, gdzie gracze mogą głosować na gry, które firma miałaby wprowadzić do swojego sklepu i przystosować do współczesnych systemów operacyjnych. W ten sposób platforma chce również dać powód wydawcom, choćby Diablo 2, aby pozwolili jej zabrać się za poszczególne tytuły. Możemy również zostać patronem GOG.com i w zamian za miesięczną subskrypcję uzyskać dostęp do specjalnego Discorda czy materiałów zza kulis.

GOG.com nie zamierza tylko bazować na wsparciu graczy, ale szuka również innych sposobów na utrwalenie swojej działalności. Jednym z pomysłów jest wydawanie gier indie, lecz na ten moment są to tylko plany.

8 odpowiedzi do “„Przyszłość zachowywania gier leży w gestii graczy”. GOG.com odpowiada na mocne słowa wydawcy boomer shooterów”

  1. No tak, ale wydawcy też powinni zainteresować się GOGiem, a nie robić czegoś takiego, że Steam to jedyna słuszna platforma, a na GOG jakaś gra wyjdzie kiedyś tam, o ile w ogóle. No ale wydawcom nie w smak sprzedawać gry na platformie gdzie możesz sobie ściągnąć instalkę bez DRM.

    • I tu jest cały pies pogrzebany. To piękne co robi GOG, ale w agresywnej rynkowej rzeczywistości takie inicjatywy są prędzej czy później skazane na porażkę. Wydawcy chcą sprzedawać swój produkt tam, gdzie jest choćby minimalna szansa, że nie będzie się okradanym, że nie zobaczy się później instalki swego produktu hulającej tu i tam. Czy to przesada ze strony wydawców? Że „dobra gra obroni się sama”, z piractwem lub bez? Przezorność i ograniczanie ryzyka? Pewnie wszystkiego po trochu i jeszcze więcej. Fakty są takie, że GOG czeka trudna walka o przetrwanie. Oby zapowiadane inicjatywy się przyjęły a coraz więcej wydawców postanowiło – no właśnie – ryzykować i sprzedawać swoje produkty na GOGu, z największymi, najgłośniejszymi tytułami na czele, inaczej trudno będzie o powiększenie bazy klientów.

      • Krzycztow napisał(a):

        Wydawcy chcą sprzedawać swój produkt tam, gdzie jest choćby minimalna szansa, że nie będzie się okradanym, że nie zobaczy się później instalki swego produktu hulającej tu i tam.

        No tylko, że jak nie dowalą kosztownego Denuvo, to standardowe zabezpieczenie Steam to zwykłe placebo. Złamane gierki latają day one, to co to za różnica? Zwykły upór albo brak wiedzy.

        Weź na taki przykład Tell me Why. Grę od dobrych paru lat co roku przez miesiąc rozdawaną powszechnie za darmo na miesiąc dumy. Prędzej rozdadzą grę za darmo, niż pozwolą ludziom kupować ją na GOG-u. Jak to inaczej nazwać niż bezpodstawnym uporem?

        Krzycztow napisał(a):

        a coraz więcej wydawców postanowiło – no właśnie – ryzykować i sprzedawać swoje produkty na GOGu

        Mam nadzieję. Capcom był ponoć bardzo zaskoczony zainteresowaniem swoimi klasycznymi Residentami. I widać finansowo też uznali, że gra warta świeczki, bo potem do klasycznej trylogii dorzucili też R0 i remake jedynki, plus 2 części DMC. Jakoś ostatnio sporo części Total Wara wleciało. Więc oby im się to opłacało i przekonało też innych, że jednak warto zaryzykować z DRM-free.

  2. No tak. Kiciński przejmuje platformę i nagle wielkie akcje finansowania GOGa bo o matko upadnie. Niech się rozwija powoli ale stabilnie.
    Ile trwa program ratowania gier a ile GOG jest na rynku?

  3. Gracze naprawdę powinni się zainteresować i z tym się zgodzę, a pierwsze, co powinni zmienić, to własne nastawienie i „skłonić” branżę do zmiany standardów rynkowych. A najpierw powinni zacząć od przewartościowania myślenia typu: „Producent ma prawo chronić swoją grę/produkt DRM-em”. Nie mówię, że nie ma, ale wszelkie DRM-y powinny mieć certyfikat neutralności. Po drugie, @Asterion ma sto procent racji: „Prawo musi zostać zmienione i każda gra (single player) powinna po 10 latach trafić do domeny publicznej”, ale to trochę nie ta droga. Nie można „zmusić podmiotów prywatnych do umieszczenia produkcji po określonym czasie w domenie publicznej”, aczkolwiek całe prawo autorskie powinno zostać zmienione. Co do publicznej domeny – święte słowa, ale powinno istnieć coś takiego jak PAD (Public Artists Domain), gdzie każde dzieło, niezależnie od gatunku, trafiałoby do takiej domeny, jeśli byłoby finansowane w więcej niż 51% ze środków publicznych. Po trzecie, gracze, a nawet sami twórcy, powinni tworzyć własne, autorskie licencje. Po czwarte, każda obecna licencja powinna być z automatu uznana za abuzywną, ponieważ zawierają one jednostronne wymuszenie wyrażenia zgody (zwłaszcza ta praktyka tyczy się oprogramowania).

  4. Metalmorphosis 25 lutego 2026 o 16:32

    Ech… gdyby jeszcze GOG dorównał swoim konkurentom i sprzedawał karty podarunkowe, bądź doładowania w takich żabkach. Na Steam bez problemu kupię tak gry. Gdyby na GOG się tez udało to byłoby miło. Zawsze to mnie danych karty krążących gdzieś po necie i czekających na wyciek.

  5. No tak dobrze to ci na pewno nie zrobią. Ale zdecydowanie do domeny publicznej powinny przechodzić te gry, które trwale znikają ze sprzedaży i nikt już z nimi nic nie zamierza (albo z różnistych przyczyn licencyjnych nie może) zrobić.

  6. Ta propozycja to dobry start do dalszej dyskusji. Najpierw znormalizujmy mowienie o public domain, potem niech sie bronia dlaczego 12 lat, a nie 10 i moze beda na to jakies argumenty. Nie ma sensu ustepowac pola zanim podejmie sie walke.

    Oczywiście chwilowo to dyskusja akademicka, ale mysle ze moglaby byc dobrym malym elementem swiadomej platformy politycznej.

Skomentuj