Reżyser Street Fightera doradzał twórcom filmu. Fani mogą spać spokojnie o wierność adaptacji?
Takayuki Nakayama, reżyser hitowego Street Fighter 6, pojawił się na planie nadchodzącej adaptacji gry, aby osobiście nadzorować proces przenoszenia kultowych wojowników na wielki ekran. W opublikowanym przez Capcom materiale zza kulis widzimy Nakayamę konsultującego się z reżyserem Kitao Sakuraiem („Mrówkojad”, „Dogma”, „Światła w polu”) oraz obsadą.

Podczas wizyty twórca odpowiadał na pytania aktorów, doradzał im, a nawet zmierzył się w grze z odtwórcą roli Guile’a, Codym Rhodesem i oczywiście wygrał.
Honor. Szacunek. Dziedzictwo. Reżyser gry Street Fighter, Nakayama-san, pojawił się na planie, aby upewnić się, że każdy cios, każdy kostium i każda chwila oddają hołd dziedzictwu tej marki.
Zgodnie z oficjalnym opisem akcja filmu „Street Fighter” rozgrywać się będzie w 1993 roku. Skłóceni wojownicy Ryu (Andrew Koji) i Ken Masters (Noah Centineo) zostają zwerbowani przez tajemniczą Chun-Li (Callina Liang) do udziału w World Warrior Tournament: brutalnych zmaganiach na pięści. Jednak za tym turniejem kryje się śmiertelny spisek, który zmusza ich do konfrontacji ze sobą nawzajem i z demonami przeszłości. A jeśli im się to nie uda, gra się skończy.
Jakiś czas temu został zaprezentowany pierwszy teaser. Możecie go zobaczyć poniżej:
Za realizację scen walk odpowiada znany kaskader i choreograf Jon Valera („John Wick 3”, „Atomic Blonde” i serial „See”). Scenariusz napisał Dalan Musson („Iron Sky. Inwazja”, „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat”, „Falcon i Zimowy Żołnierz”).
Twórcy filmu od początku podkreślali, że bardzo zależy im na wierności wobec materiału źródłowego, stąd właśnie wizyta Nakayamy na planie zdjęciowym. Czy tak właśnie będzie? Przekonamy się o tym dopiero 16 października 2026 roku, gdy widowisko wejdzie do kin.

Jeśli fani mogą być spokojni, co do zgodności z grą, to zamyka temat jakiejkolwiek jakości, czy wartości tego „dzieła”.
To jest jakaś rozpacz, po długich i żenujących latach wszelkiej maści superbohaterskich produktow filmopodobnych, branże zalewa fala już nawet nie wiem czego, co powstaje na bazie gier. Zwykle kompletnie miałkie i nędzne cutscenki w samych grach, zdają się przy tym wiekopomnymi osiągnięciami kinematografii… Jak jeszcze nisko może upaść przemysł filmowy?