Twórca „Ghost in the Shell” przegrał absurdalnie dużo czasu w Fallouta 4. Gra w niego jednak w wyjątkowo specyficzny sposób
Mamoru Oshii to legendarny japoński twórca, którego kojarzymy przede wszystkim z roli reżysera anime „Ghost in the Shell” na podstawie mangi Masamune Shirowa. To właśnie to dzieło wywarło ogromny wpływ na cały nurt cyberpunkowy i stanowiło bezpośrednią inspirację chociażby dla sióstr Wachowskich. Oshiiemu nie są jednak obce również klimaty postapokaliptyczne i wyraźnie dał temu wyraz, opowiadając niedawno o swojej ulubionej grze wszech czasów.
Jak donosi japoński IGN, Oshii ma prawdziwą obsesję na punkcie Fallouta 4. Spędził w nim ponad… 10 tysięcy godzin! Osobiście nie wiem, czy w jakiejkolwiek grze dobiłem kiedykolwiek do tysiąca, więc taki czas wydaje mi się tym bardziej szalony. Wiemy, że japoński twórca spędził ok. 2 tysięcy na PlayStation i pozostałem 8 tysięcy na PC, o czym opowiedział w niedawnym materiale z okazji 30-lecia „Ghost in the Shell”.
Co można robić przez tyle czasu w jednej grze? – spytacie pewnie. Tak się składa, że Mamoru Oshii opowiedział o tym już jakiś czas temu na łamach serwisu Automaton. Okazuje się, że Japończyk olewa cały główny wątek – co jeszcze jestem w stanie zrozumieć – ale też wszelkie zadania frakcyjne, a nawet rozwijanie osady czy towarzyszy (sprzymierza się jedynie z Ochłapem, szanuję ten wybór). Co więc robi? Po prostu przemierza pustkowia na własną rękę, dokonuje jedynie pomsty za swoją rodzinę, ale nawet nie wyrusza w poszukiwania syna.
Osoby grające w Fallouta 4 są w końcu prowadzone do finału po dołączeniu do jednej z organizacji, Bractwa Stali czy Minutemanów. Ja tam znacznie wolę zostać pobity na śmierć przez Szpony śmierci, napadnięty i zastrzelony przez Supermutantów albo okradać bandytów. Życie z dnia na dzień w taki sposób daje mi więcej frajdy i pozwala mi zachować ideologiczną integralność.
No cóż, można i tak. Oshii przynajmniej pewnie nie narzekałby, że serialowa adaptacja Fallouta jest niezgodna z kanonem.

