Według współtwórcy Skyrima to brak spójności jest powodem porażki Starfielda. Todd Howard też jest winny
Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta o Starfieldzie? Mam na myśli nas, graczy, bo przecież prace nad przebudową „Skyrima w kosmosie” podobno nadal trwają i w tym roku mamy doczekać się oficjalnej zapowiedzi wersji 2.0, portu na PS5 i drugiego Switcha. Cóż, o projekcie jak na razie cicho, a liczne wypowiedzi byłych pracowników Bethesdy raczej studzą entuzjazm, niż go podsycają. Szczególnie że jest ich coraz więcej.
Do grona wypowiadających się o niepowodzeniu Starfielda dołączył właśnie były loremaster i jeden z ważniejszych projektantów ostatniej części Elder Scrollsów, Kurt Kuhlmann, według którego „główny problem Starfielda to ogólny brak spójności”.
Co dodaje wagi wypowiadanym przez Kuhlmanna słowom, to fakt, że był on obecny przez cały czas trwania prac nad grą oraz fakt, że sam uczestniczył w wielu restrukturyzacjach firmy. To jedna z przyczyn braku spójności najnowszego tytułu Bethesdy – zmiana sposobu zarządzania zespołami podczas prac nad projektem jeszcze nikomu nie wyszła na dobre.

Trudno również sobie wyobrazić dobrze funkcjonujące zespoły developerskie, kiedy ich liderzy nie są bezpośrednio związani z pracą wewnątrz teamu i sami nie tworzą nowych treści. Dodatkowym problemem jest również brak komunikacji między zespołami, jak mówi Kuhlmann:
Ludzie rozmawiali z liderami w jednym studiu i otrzymywali odpowiedź, a inni rozmawiali z liderami w drugim studiu i otrzymywali być może inną odpowiedź.
Sam brak tworzonych treści przez liderów jest z kolei konsekwencją zbyt licznych zespołów, przy których taki system zarządzania jest w zasadzie wymuszony.
Przy takiej liczbie osób twoja praca nie może polegać również na tworzeniu treści, jeśli rzeczywiście masz zarządzać tym projektem. Ale jak zarządzać tak dużymi zespołami i zapewnić wszystkim jednolitą wiedzę?
Do tego wszystkiego trzeba dołożyć rosnące obowiązki Todda Howarda, który znalazł się właśnie w takiej sytuacji. Według Kuhlmanna, „Howard jest bardzo dobrym liderem projektu” ale gdy potrzebny był w podjęciu kluczowych decyzji, był po prostu zajęty innymi sprawami.
I to właśnie perspektywa Kuhlmanna, według którego wisienką na torcie upieczonym z problemów studia było finalne pospinanie ze sobą średnio działających elementów układanki. Wiecie, to jak próba ułożenia spójnego obrazka z puzzli, które pochodzą z różnych pudełek. I to jeszcze pod presją szybko upływającego czasu. Jaki tego efekt? Każdy widzi.
