Wydawnictwo odpowiedzialne za Tunic ma problem z grami wygenerowanymi przez AI. „Męczy mnie ich widok”
W branży gier trwa obecnie gorąca dyskusja na temat wpływu generatywnej sztucznej inteligencji na proces twórczy. Oberwało się przecież Larianom, odłamkami dostało Sandfall Interactive, jest też duże zamieszanie w związku z DLSS 5 – dzieje się, jednym słowem.
Jednym z bardziej wyrazistych głosów w tej debacie wybrzmiał ze strony wydawnictwa Finji, znanego choćby z takiej gry jak Tunic (która, nawiasem mówiąc, też miała swoje przejścia z AI). Rebekah Saltsman, dyrektorka studia, przyznała, że ich skrzynka mailowa jest dosłownie zalewana propozycjami gier, w których kluczową (albo główną) rolę odgrywa sztuczna inteligencja.
Nie uwierzylibyście w liczbę AI gier, która jest w naszej skrzynce odbiorczej (…) Męczy mnie ich widok.
Jej wypowiedź nie pozostawia złudzeń: jest sfrustrowana całą tą sytuacją i tym, że AI jest używane do generowania elementów, kodu, poziomów, dialogów, a niekiedy nawet całych mechanik rozgrywki.
Co szczególnie ciekawe, Saltsman jasno zaznaczyła, jaki rodzaj projektów wolałaby widzieć od developerów szukających wydawcy. Jak sama podkreśliła, lepiej byłoby, żeby przyszedł do nich młody programista, którego gra nie jest nawet skończona, ma placeholdery – niż żeby pojawiał się ktoś, kto w tym miejscu daje treść AI. Bo prawdziwa, autorska wizja jest silniejsza niż najbardziej dokładny element.
To bardzo mocne stanowisko, zwłaszcza, że Finji od lat buduje swoją reputację właśnie na wspieraniu wyjątkowych, artystycznych, często niszowych tytułów – obok Tunic w portfolio studia znajdziemy przecież Fez, Night in the Woods, Ikenfell… i wszystkie te tytuły łączy silna autorska wizja oraz charakterystyczny styl. Nic dziwnego, że Saltsman nie chce tego porzucić.

Jej wypowiedź może być odczytywania jako ważny sygnał dla niezależnych developerów: dopóki twoja gra jest niedoskonała, ale nadal pierwotnie i absolutnie twoja, to ma szansę na wydanie. Nie znaczy to jednak, że developerzy nie będą używać AI jako wsparcia dla swojego procesu twórczego, bo to jest już coś, czego nie zatrzymamy. Ale może warto o tym porozmawiać.
