8
19.01.2012, 08:51Lektura na 4 minuty

Z Ghostem przez galaktykę ? cz. 4

Księżyc Nar Shaddaa. Siedziba kartelu Huttów i galaktyczne centrum rozrywki, hazardu i oczywiście przestępczości z całym mnóstwem obcych ras. Równie łatwo można tu zostać milionerem jak i niewolnikiem. Sprawdź jak potoczyły się losy młodego Jedi prowadzonego przez Ghosta.


Tomasz „Ghost” Matusik

UWAGA! Poniższy tekst zawiera spoilery. Co prawda postaram się nie zdradzić za dużo, ale zawsze coś tam się jednak z fabuły wyda. Specjalnie zaznaczam fragment gdzie jest duże nagromadzenie spoilerów odnośnie fabuły.

Jak wyszedłem z portu kosmicznego i zobaczyłem większy kawałek Nar Shaddaa to mi szczena opadła. Wygląd miasta jest obłędny. Z jednej strony gigantyczne budynki porozstawiane gęsto jak na Coruscant, a z drugiej multum reklam, neonów, telebimów, świateł, hologramów przez co miasto wyglądało jak Los Angeles z filmu Bladerunner, tyle tylko, że nie tak mroczne i bardziej kolorowe. Generalnie widok zapiera dech w piersiach. Przyznam, że ładną chwilę spędziłem po prostu się rozglądając i podziwiając widoczki.

Nar Shaddaa ma dwa oblicza. Rozrywki i luksusu na wyższych poziomach oraz obskurnych dzielnic, ciemnych zaułków i podejrzanych typków na niższych. Przechadzając się po górnej części miasta widać, że króluje to zabawa i hazard. Pełno automatów do gry, kasyna, co jakiś czas dyskoteki, a nawet bez nich trafiamy na tańczących i bawiących się ludzi. Na dole z kolei nie brakuje uzbrojonych po zęby typków, których lepiej omijać z daleka. Widać, że można tu i w dobrze się zabawić, a w kasynie wygrać sporą sumkę, ale z drugiej strony jak nie będziemy uważać, to możemy też zostać zaciągnięci do ciemnego zaułka i pozbawieni portfela, albo co gorsza trafić na targ niewolników w charakterze towaru. Tutaj też mamy już bezpośrednio do czynienia z konfliktem Republiki z Imperium (pomijając wcześniejsze instancje grupowe) i walczymy z żołnierzami przeciwnej strony.

Interesy mniej lub bardziej legalne robi tu w zasadzie każdy, a że ras jakie można spotkać na ulicach tego miasta jest sporo to i biznesy jakie się tu ubija potrafią być egzotyczne. Wśród napotkanych obcych rozpoznałem: Huttów, Anzati, Gamorrean, Mon Calamari, Bithów, Ithorian, Arcona, Weequay, Ungaughtów, Advosze i Evocii.

Ponieważ to świat przepełniony korupcją, o wpływy walczą tu głównie różnego typu organizacje i grupy przestępcze. Nie mający skrupułów bossowie kartelu wykorzystując chęć niesienia pomocy jaką oferuje mój Jedi i dzięki temu zostajemy wplątani w te przepychanki. Na szczęście misje zlecane przez kartel są zgodne z filozofią Jedi i jasną stroną Mocy, jak np. uwolnienie porwanych żołnierzy Republiki, na których przeprowadzane są eksperymenty medyczne.

Misji w Nar Shaddaa jest trochę, ale mniej niż się spodziewałem. W związku z czym czas zleciał mi tu dosyć szybko i planetę opuszczałem mając postać na 27 poziomie. Mam jednak wrażenie, że powrócę tu jeszcze, bo zbierając datacrony dotarłem do dzielnic, których wcześniej nie zwiedziłem, a gdzie byli wrogowie na poziomie 30 i wyższym.

Teraz będzie trochę spoilerów, oznaczę je pochyłą czcionką, jeśli ktoś nie chce popsuć sobie fabuły niech odpuści sobie ten fragment.
Odnośnie głównej fabuły. W Nar Shaddaa miałem odszukać mistrza Jedi Durasa Faina, z którym Rada Jedi straciła kontakt. Jak się okazało, zabrał się on za organizowanie złowieszczego kultu. I przyznam, że w jego poczynaniach nie było widać tego ziarna szaleństwa co u poprzednich Mistrzów Jedi. Odniosłem wrażenie, że choć po ciemnej stronie to jest dosyć dobrze zorganizowany. Problemem było jednak odszukanie i spotkanie się nim. W końcu jednak to mi się udało i tak jak w poprzednich przypadkach pokonałem go i uleczyłem z plagi. Gdy już odlatywałem z planety okazało się, że to nie koniec kłopotów z rodzinką Fain. Otóż po powrocie na statek dowiedziałem się o wezwaniu o pomoc z republikańskiego statku Carida. Jego pasażerem okazała się Laranna Fain, utalentowana adeptka Jedi, a jednocześnie córka Mistrza którego uratowałem. Gdy dotarłem na pokład tego okrętu dowiedziałem się, że Laranna opętana przez plagę, zapanowała nad statkiem. Pod koniec tego 8 etapowego questu było jak zwykle. Rozmowa, walka, zwycięstwo, rozmowa i wyleczenie.

Koniec spoilerów głównego wątku.

Większą zmianą jaka zaszła po moich przygodach na Nar Shaddaa, było zdobycie kolejnego towarzysza. Moim kompanem został człowiek Tharan Cedrax, który zanim to się stanie, zleca nam na Nar Shaddaa misje związane z głównym wątkiem fabularnym. Towarzyszy mu przy tym holograficzna panienka Holiday. Na swój sposób zabawna i pożyteczna. Tharan specjalizuje się w leczeniu. Przy niektórych questach lepiej się sprawdzał niż trandoshianin Qyzen Fess, który z kolei jest niezłym tankiem. Biorąc Tharana jako kompana zmienia się taktyka, bo wtedy ja biorę na siebie ciężar walki, a Cedrax mnie asekuruje lecząc na różne sposoby i czasem strzelając we wrogów z blastera.

Po wykonaniu głównego zadania fabularnego stanąłem przed wyborem co następne. Alderaan czy Tatooine? Wybrałem ta drugą.

A wy jakich kompanów preferujecie? Walczących za was czy działających jako wsparcie? Która z odwiedzonych planet najbardziej się wam spodobała?
 

Redaktor
Tomasz „Ghost” Matusik

Z redakcją byłem związany przez ponad 20 lat. Nie pisałem zbyt dużo, ale w inny sposób się udzielałem. Zajmowałem się forum, reklamacjami, sklepem, konkursami, infrastrukturą IT w redakcji, opieką nad praktykantami, nadzorowaniem tworzenia nowych serwisów i ogarnianiem całej masę innych spraw. Teraz mam inne zajęcie. Coś tam pewnie jeszcze będę się udzielał, ale zdecydowanie rzadziej niż kiedyś.

Profil
Wpisów792

Obserwujących3

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze