20
2.07.2022, 07:43Lektura na 8 minut

GameWalker. Jakie polskie książki powinny stać się grami?

Po trzech częściach Wiedźmina CD Projektu Red jasne się stało, że twórcy gier mogą szukać kolejnych inspiracji w polskiej literaturze. Na ten moment powstają produkcje na podstawie twórczości Stanisława Lema, Olgi Tokarczuk, Leopolda Tyrmanda czy Michała Gołkowskiego. Co dalej? Oto nasze typy.

Witold: Zbiór opowiadań „Demon ruchu” Stefana Grabińskiego zestarzał się zaskakująco wdzięcznie, a że horrory nigdy nie wychodzą z mody, nie byłby to na pewno najgorszy wybór. Szczególnie biorąc pod uwagę raczej nietypową tematykę: opuszczone stacje kolejowe, pociągi widmo, dróżnicy spędzający długie noce na samotnych dyżurach... Bloober, słyszycie? Z innych gotowych materiałów na adaptację: jakieś 3/4 twórczości Sienkiewicza. Jestem przekonany, że akcjonariusze ochoczo sypnęliby groszem na „polską odpowiedź na A Plague Tale: Innocence”, jak na pewno reklamowano by, ekhem, In Desert and Wilderness.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Ranafe: Chcemy przedstawić swoją historię i kulturę w ciekawy sposób? To może pójdźmy za ciosem i zróbmy grę w świecie trylogii husyckiej Sapkowskiego. A jeśli to za dużo i zaistnieją wątpliwości, czy pisarz zgodzi się na sprzedaż praw autorskich, to proponuję sięgnąć po „Baśń o wężowym sercu...” Radka Raka. Jest tutaj i ciekawa mitologia, i inaczej niż w podręcznikach opowiedziane historyczne wydarzenia, a do tego gotowi bohaterowie oraz spójna fabuła. Nic tylko braść i kraść, a gatunek RPG sam się narzuca.

Chętnie bym też zagrała w builder sima traktującego o patodeweloperce, gdzie zadaniem gracza jest postawienie gargamela z naruszeniem wszelkich istniejących przepisów prawa budowlanego. Dawanie łapówek i zlecenie synowi kuzyna kiczowatej kampanii marketingowej byłoby równie ważne, co kantowanie na materiałach budowlanych. Jako podstawę książkową proponuję „Wannę z kolumnadą” Filipa Springera.

Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni
"Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni", Filip Springer

boleslav: Na widok tego pytania do głowy wpadła mi od razu jedna odpowiedź i tak się zafiksowałem na jej punkcie, że nawet nie podejmę próby wskazania innych przykładów. Kreskówkowa, klasyczna gra point’n’click na bazie serii książek o Jakubie Wędrowyczu i nic mi więcej nie potrzeba oprócz błękitnego nieba. Coś jak swego czasu Wacki albo Chłopaki nie płaczą. Pilipiuk napisał przez 20 lat aż dziewięć książek o starym erotomanie, bimbrowniku i egzorcyście w jednej osobie. To są całe dziesiątki opowiadań pełnych historyjek z przymrużeniem oka idealnie nadających się do gry w stylu, jaki znamy z lat 90. Humorek, wiejski folklor, wszelkiego rodzaju paranormalna gadzina, picie bimbru z musztardówek, burdy w karczmie i niekonwencjonalne rozwiązania problemów Jakuba świetnie wpisywałyby się w tytuł, w którym absurdalne zagadki wymagają absurdalnych połączeń przedmiotów. Bo fantasy jest najlepiej przyswajalne w formie parodii.

Cursian: Jak już kiedyś wspominałem, marzy mi się gra w klimacie „Chłopców” Jakuba Ćwieka. To cholernie oryginalny, charakterny i ciekawy świat – dzieciaki z Piotrusia Pana dorosły, założyły gang motocyklowy i w nosie mają zasady nudnej, zapiętej pod szyję współczesności. Jest walka, jest magia, są gnaty, a wszystko to podlane czarnym humorem – bardziej cursianowej gry nie potrafię sobie wyobrazić. No, chyba żeby Warcrafta w to jakoś wpleść. Gatunek? Erpeg oczywiście, ale ze względu na motocykle – akcyjniak, nie turówka. Nie pogardziłbym też czymś na podstawie „szlacheckiej” prozy Jacka Komudy. Świetnie byłoby pohasać w realiach ówczesnej Polski, ale bez Sienkiewiczowskiego zadęcia, tylko na luzie i koniecznie z przezabawnymi, wielopiętrowymi „staropolskimi” wyzwiskami. Tutaj może już być turówka. Ale nie musi. Erpeg za to koniecznie, wiadomo. No i rzecz jasna „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, ale to przecież oczywistość.

Pan Lodowego Ogrodu
"Pan Lodowego Ogrodu. Księga I", Jarosław Grzędowicz

b-side: Dobra, z grubej rury: „Pan Tadeusz”. Nie, nie chciałbym narodowej superprodukcji na UE5 w stylu interaktywnej gry Quantic Dream. Jako że to nie tylko świetny epos, ale też studnia pełna fantastycznych polskich motywów, może stać się bazą dla... w zasadzie wszystkiego. Moda do Mount & Blade’a? Erpega 2D? Pixelartowej platformówki spod ręki Sosa Sosowskiego? Metroidvanii w abstrakcyjnym gąszczu korytarzy z bursztynowych świerzopów, dworkowych izb, zamkowych komnat i zamieszkiwanych przez diabły puszcz? Teatr, film i literatura już dawno odkleiły się od dosłownego traktowania źródeł; fajnie byłoby zobaczyć, jak gry zaczynają bawić się w trawestowanie polskiej klasyki.

Smuggler: Trylogia Sienkiewicza. Nie uważacie, że to naprawdę nośny temat do gier? Erpegów, strategii, nawet slasherów? W sumie przecież nawet mamy już coś jakby zbliżonego: Hellish Quarta, symulator walki na szable (i nie tylko). A kto pamięta „Czarne okręty” Joego Aleksa (to pseudonim polskiego pisarza), wielotomowy cykl powieści przygodowych osadzony w czasach jeszcze przed wojną trojańską? Tam to naprawdę dużo się działo (swoją drogą, warto poczytać). Była też taka stara powieść sci-fi „Przez ocean czasu” Bohdana Korewickiego – o wyprawie w przeszłość, od epoki dinozaurów po starożytny Rzym. (Wehikuł czasu stworzono w FSO Żerań, jakby kto pytał).

rajmund: Chętnie zagrałbym w grę przygotowaną we współpracy z Wojciechem Gunią, prawdopodobnie jednym z najważniejszych polskich pisarzy obracających się w klimatach weird fiction i szeroko pojętej grozy w ostatnich latach. Najlepiej pewnie sprawdziłaby się specjalnie przygotowana na tę okazję nowa historia, ale nie pogardziłbym egranizacją jego debiutanckiej powieści „Nie ma wędrowca” stanowiącej szalenie plastyczną historię stróża nocnego, który przybywa do nowej pracy na kompletnym pustkowiu – w nieludzkich warunkach i odcięty od reszty świata przez szalejącą zimę. W odpowiednich rękach można by z tego zrobić klimatyczny horror à la P.T., oparty na eksploracji zarówno mrocznych lokacji, jak i własnych traum, naznaczony nieufnością wobec własnych zmysłów. Obracający się w zbliżonych rejonach Marcin Kiszela (vel Dawid Kain) zaliczył całkiem udany epizod w świecie gier jako scenarzysta Get Even, więc może i współpraca z Gunią nie jest taka nieprawdopodobna.

CormaC: Wszyscy, którym spodobało się Kingdom Come: Deliverance – a przecież wiemy, że gra sprzedała się w aż 5 mln egzemplarzy – na pewno zainteresowaliby się erpegową egranizacją „Krzyżaków” Sienkiewicza. Ja byłbym taką grą zachwycony. Po pierwsze interesuję się średniowieczem i bardzo brakuje mi erpegów osadzonych w realiach historycznych, bez magii i innych elementów fantastycznych. (Dlaczego nie ma takich gier prawie wcale? Bo łatwiej wymyślić świat fantasy niż zriserczować epokę tak głęboko, by nie narazić się na wytykanie błędów). Po drugie mam do „Krzyżaków” ogromny sentyment, bo była to jedna z pierwszych „dorosłych” książek, jakie przeczytałem samodzielnie – chłopięca fascynacja rycerzami zachęciła mnie do sięgnięcia po tę znakomitą powieść w wieku siedmiu lat. Grałbym jak wściekły. Ekhem, Techlandzie, masz już pewne doświadczenie w implementacji walki bronią białą w perspektywie pierwszej osoby. ;)

Krigor: Od lat mam w tym temacie jednego, żelaznego wręcz kandydata. „Lód” Dukaja mianowicie. Osadzenie akcji jest takie, że szczena opada. Oto bowiem mamy historię alternatywną: I wojny światowej nie było, a polskie ziemie wciąż tkwią w mroźnym uścisku rosyjskiego imperium. Dosłownie: Warszawa jest zmrożona, na ulicach można spotkać lute – dziwne, powolne istoty, anioły mrozu (z braku lepszego określenia), które są inkarnacją zimna. Główny bohater zaś rusza w okolice Irkucka, by odnaleźć swojego ojca i być może rozwikłać tajemnicę tego ziąbu; chodzą bowiem słuchy, że rodzic miał się z lutymi porozumiewać. Ależ ta książka ma klimat! Jest tu alternatywna fizyka, niesamowity język (Dukaj daje czadu, to trzeba przeczytać), a w końcu spotykamy nawet niektóre znane z kart historii postacie, choć oczywiście w nieco innych rolach. To jedna z najlepszych polskich książek, jakie czytałem. Stawiam ją bardzo blisko wiedźmińskiej sagi. Zresztą również i „Lód” mógłby być cyklem – kniga ma bowiem ponad 1000 stron.

DaeL: Faktycznie ostatnio coraz więcej mówi się o grach czerpiących z polskiej literatury. A na zapowiedziane egranizacje „Niezwyciężonego” Lema i „Złego” Tyrmanda czekam z wypiekami na twarzy. Pewnie prędzej czy później dostaniemy grę rytmiczną opartą luźno na „Janku Muzykancie”. I wówczas zrozumiemy, że temat został wyczerpany. Ale do tego czasu marzy mi się, aby jakiś producent spróbował swych sił z Mickiewiczowskim „Konradem Wallenrodem” i „Panem Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza.

Jacek Dukaj Lód
"Lód", Jacek Dukaj

Bastian: Dobra, ekipka redakcyjna powiedziała już w zasadzie wszystko, to może ja podejdę do sprawy inaczej. Jako nastolatek zaczytywałem się w cyklu „Temeraire” pani Naomi Novik będącym miksem powieści historycznej (a dokładnie: akcja gry toczy się w czasie wojen napoleońskich) z fantastyką. W jaki sposób? Otóż w tej alternatywnej rzeczywistości ludzie koegzystują z... inteligentnymi smokami, które w głównej mierze służą jako trzon powietrznej floty. Fantastyczna opowieść, zapadające w pamięć postacie i sporo kluczowych wydarzeń historycznych zgrabnie wplecionych w wątek fabularny. Widziałbym tutaj totalnie jakieś fajne action RPG z systemem zarządzania smoczą załogą i powietrznymi walkami zrealizowanymi w podobnej formie jak bitwy morskie w niektórych Assassin’s Creedach.

Pytacie, gdzie tu Polska w tym wszystkim? Ano już spieszę z odpowiedzią: pisarka ma polskie korzenie, sama przyznała, że wychowała się głównie na polskich bajkach wtłaczanych jej do głowy przez babcię. Do tego w pewnym momencie akcja cyklu dzieje się w Polsce (dokładniej w okolicach Gdańska), jeden z kluczowych dla fabuły smoków nosi zaś polskie imię. (A Peter Jackson, który kupił prawa do ekranizacji powieści sto lat temu, mógłby w końcu ruszyć z tematem 😤).

SztywnyPatyk: Od lat, od lat, od lat – co w przypadku mojego wieku oznacza niewiele – marzy mi się jakakolwiek adaptacja „Feliksa, Neta i Niki” Rafała Kosika, sajfajowo-fantazyjnej serii o przyjaciołach, którzy wikłają się w paranormalne i nadnaturalne kabały: Felix to wynalazca, Net, cóż, zna się na necie, a Nika umie w telekinezę. Za dzieciaka to była rzecz wybitna, bo łączyła ze sobą typowe dla polskiej młodzieży problemy, jak gorączkowe wkuwanie do sprawdzianu, z takim widowiskiem, jak przenoszenie się w czasie, łażenie po snach czy wakacje w nawiedzonym kurorcie. Cokolwiek: przygodówka, strategia, boomer shooter, byle lepsze od filmowej ekranizacji „Teoretycznie możliwej katastrofy", która z pierwowzorem miała tyle wspólnego, że była katastrofą.

No i Sienkiewicz. Kocham Sienkiewicza. Nie wiem, jak „Quo vadis” by się nadawało, ale „Latarnik” wsadzony w ramy symulatora chodzenia? Wspomniana Trylogia? „Krzyżacy”? Jak najbardziej, jeszcze jak.

Redaktor
CD-Action
Wpisów1023

Obserwujących0

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane