17
4.05.2020, 16:30Lektura na 14 minut

[Retrohistorie Smugglera] Stare Warsy: gry nieznane

Z okazji Dnia Gwiezdnych Wojen przypominamy tekst Smugglera o nieznanych grach, których akcja dzieje się w uniwersum Star Wars.


Smuggler

Dawno, dawno temu w naszej galaktyce, w czasach, gdy kieszonkowe kalkulatory z wyświetlaczem LCD zdawały się nam szczytem technogadżeciarstwa, młody i obiecujący reżyser George Lucas stworzył „Gwiezdne wojny”. I odtąd nasz świat nie był już taki sam. W 40 lat później nadal czujemy dreszcze, słysząc temat przewodni filmu...

Filmu, którego finalna (ponoć) odsłona miała nie tak dawno swoją premierę. Z tej okazji postanowiłem przypomnieć wam gry retro osadzone w tym uniwersum (lub nim inspirowane). Ale nie będę tu pisał o tych, o których możecie bez problemu poczytać sobie np. w Wikipedii. Bowiem powszechnie dostępne informacje w internecie ograniczają się zwykle do gier stworzonych przez LucasArts lub wydanych na licencji. Ale to przecież tylko jedna strona Mo... medalu. Dlatego tu pokażę wam te najstarsze i w większości robione bez przejmowania się takimi drobiazgami jak prawa autorskie, licencje itd., stąd zwykle pomijane w oficjalnych zestawieniach. Przekopałem najbardziej zakurzone zakamarki historii, idąc tropem tytułów, o większości których zapewne usłyszycie po raz pierwszy w życiu. Ale plon zebrałem bogaty. …Red Five, stand by!

 

1977

Moc bijąca z ekranu musiała silnie oddziaływać na umysły ówczesnych nerdów i geeków, bo zaledwie w kilka miesięcy po kinowej premierze filmu w amerykańskim czasopiśmie komputerowym Kilobaud pojawił się listing gry o mało oryginalnym tytule Star Wars, stworzonej przez Roberta J. Bishopa na komputer Apple II. (Czasem też występuje ona jako Star Warriors). Wcielaliśmy się w pilota X-Winga, walczącego z TIE-Fighterami. Ot, zwykły shooter/celowniczek. Ale jak na owe czasy i możliwości komputera prezentowała się całkiem nieźle. No i była pierwsza.

Star Wars na Apple II

W tym samym roku pojawiła się Star Battle, na konsolę Bally Astrocade. Zajmowała całe 2 kB pamięci, więc cudów nie oczekujcie. Z uwagi na to, że grę oficjalnie dystrybuowano (trzeba było za nią wybulić całkiem konkretne pieniądze, rzędu 30 $, czyli z 80-100 dzisiejszych), a licencji na wykorzystanie SW twórcy nie mieli.

Tytuł i sztafaż tylko nawiązywały do filmu. Ale... lot nad charakterystycznym korytarzem i wróg jako żywo przypominający imperialnego TIE (liczba pojedyncza użyta nieprzypadkowo – bo zawsze był tylko jeden przeciwnik naraz) nie pozostawiają wątpliwości co do źródła inspiracji. Przy czym do celu dolecieć się nie dało, a grało się do utraty ostatniej posiadanej maszyny.

Star Battle

 

1978

RCA II była jedną z pierwszych konsol II generacji. Zadebiutowała w styczniu 1977 i nie porażała możliwościami. 2 kB pamięci, brak dźwięku, czarno-biała grafika w stylu „kilka pikseli na krzyż”. Nic więc dziwnego, że nawet w tamtych czasach nie wzbudziła entuzjazmu. Wśród niewielu gier, jakie na RCA II(*) wyszły, była też nieformalna egranizacja Star Wars. Mikre możliwości konsoli sprawiły, że cała rozgrywka ograniczała się do momentu, w którym Luke leci korytarzem Gwiazdy Śmierci i odpala torpedy protonowe.  Co dziwne, statek, którym sterujemy, bardziej przypomina TIE-Fightera niż X-Winga, a otoczenie jest ograniczone do absolutnego minimum. Ale za to w momencie celnego trafienia jesteśmy nagradzani efektowną eksplozją... efektowną na miarę możliwości RCA II.

W tymże roku posiadacze minikomputera TRS-80 mogli zagrać w  w bardzo prywmitywną Death Star oraz nieco lepszy  Star Pilot Game, autorstwa George'a Blanka. Steruje się w niej X-Wingiem i  trzeba trafić torpedą protonową (a są tylko 3 takie) w szyb wentylacyjny Gwiazdy Śmierci, odpalając ją w odpowiednim momencie i unikając kolizji z wrogami. Nie była to wszelako strzelanka, a bardziej połączenie symulatora lotu z grą strategiczną. Tu liczyło się bowiem planowanie trasy lotu z uwzględnieniem zasięgu rażenia torped i przewidywaną trajektorią wroga, a nie zręczność i giętkość nadgarstka. (W 1982 gra doczekała się remake’u na PC, gdzie znana jest jako XWing Fighter. Tak przy okazji, to była to pierwsza gra na peceta osadzona w tym uniwersum, podkreślcie to sobie wężykiem). Czwartą w tym roku, a trzecią na TRS-80, była Star Wars, dzieło Jamesa Okamury, prosta strzelawka z nader symboliczną grafiką.

(*) A w sumie to na jej klony: Sheen M1200 oraz Mustang Telespiel Computer.

1979

Prawdziwy wysyp „starwarsów” miał miejsce w 1979. Odnalazłem co najmniej 7 gier wykorzystujących to uniwersum, standardowo zresztą na tzw. „krzywy ryj”. I tak np. Star Fire (Exidy) teoretycznie była tylko zwykłą „kosmiczną strzelanką”, ale jednocześnie nawet jej logos bezczelnie nawiązywał do wzornictwa Star Wars, że o projektach maszyn nie wspomnę. (Do dziś nie rozumiem, czemu nikt ich nie pozwał(*)). Dodać należy, że gra miała zadziwiająco dobrą jak na tamte czasy grafikę 3D i to w kolorze, co wcale nie było wtedy normą. Do tego automat symulował kokpit kosmicznego myśliwca, co niewątpliwie zwiększało „wczuwkę” grających. A wnioskując z tego, że przez lata powstały jej porty na rozmaite konsole i komputery (sam w to grałem – i na automatach, i na C64 w drugiej połowie lat 80.), to musiała cieszyć się sporym powodzeniem. Zasłużenie!

StarFire

Nieco subtelniej postępowali ludzie tworzący Starhawk (skądinąd to dzieło Cinematronics, która to nazwa nie powinna być obca fanom gier retro). Efektowna wektorowa grafika, bardzo podobna do tej wykorzystanej w filmie do wizualizacji powierzchni Gwiazdy Śmierci, oraz „TIE-kształtne” projekty niektórych z wrogów tu również nie pozostawiają złudzeń, „do czego piją” twórcy. (Grę tę skonwertowano potem na konsolę Vectrex). Tunnel Hunt to z kolei dość prymitywny automat Atari, w którym lecieliśmy tytułowym tunelem, szmerając celowniczkiem nadlatujące pojedynczo wyroby TIE-Fighteropodobne.


StarHawk

Ale nie tylko na automatach można było poczuć się jak sam Luke Skywalker. Posiadacze TRS-80 mogli się zresztą wczuć w zupełnie kogoś innego, uruchamiając A Dog Star Adventure (którą stworzył Lance Micklus). To prosta przygodówka tekstowa, osadzona w uniwersum Gwiezdnych wojen, z fabułą luźno nawiązującą do filmu. Gracz sterował robotem, który musiał skompletować elementy potrzebne do naprawy unieruchomionego na Planecie Śmierci statku zwanego Falcon (by uniknąć potencjalnych problemów i procesów, nazwy własne w grze zostały subtelnie zmodyfikowane), a przy okazji zebrać wrogie plany, a także odnaleźć i oswobodzić uwięzioną przez „generała Dooma” księżniczkę... Leylę. 

Na ten sam komputer wydano w tym samym roku zestaw gier pod nazwą Simutek Package One, a jedną z pięciu gier w tym pakiecie była Star Wars. Pozwolę sobie zacytować jej koślawy opis z oficjalnej instrukcji: „manewruj swym kosmicznym myśliwcem głęboko w jądrze Gwiazdy Śmierci. Zrzuć bombę (what?! – dop. Smg) i uciekaj jedynym wyjściem. Grafika w grze jest naprawdę dobra”. Mhm. Powiedziałbym, że prawie dorównuje temu opisowi. W tym samym roku(**) Chris Freund stworzył na TRS-80 strzelawkę X-Wing (a w rok później wydał jej sequel).

Żeby już zakończyć wątek gier starwarsowych na komputery osobiste w roku 1979, wspomnijmy jeszcze o Super StarWars na Apple II. Musieliśmy w niej wyeliminować w sumie 32 imperialne myśliwce, szczęśliwie zawsze atakujące nas tylko jedną parą. (Bardzo doceniam to poczucie przyzwoitości szwarccharakterów w grach i filmach, by nie wykorzystywać swej przewagi liczebnej). Warto nadmienić, że gra miała kilka poziomów trudności (np. w jednym z nich wrogowie otwierali ogień, d gdy tylko naprowadziliśmy celownik w ich okolice, na łatwiejszym bawili się w Greedo – tzn. czekali, aż my strzelimy pierwsi).

PS: Gwoli kronikarskiego obowiązku odnotujmy również premierę Star Force na Commodore PET, wydaną w Japonii – ale to był tylko klon opisanego tu Star Fire, a nie osobna gra).

(*) Prawdopodobnie dlatego, że wytwórnia filmowa (a nie Lucas!) mająca wówczas prawa do SW generalnie lekceważyła ten sektor rynku i nie przejmowała się zbytnio takimi zagraniami.

Ale to tylko moja teoria...

(**) Niektóre źródła twierdzą, że stało się to już w 1978.

%pagebreak%

 

1980

Premiera „Imperium kontratakuje” (maj 1980) powinna wpłynąć motywująco na twórców gier. Tymczasem, ku memu zdziwieniu, w całym roku 1980 udało mi się znaleźć zaledwie trzy gry nawiązujące do „Gwiezdnych wojen”. Zaczniemy od wspominanego wcześniej sequela X-Wing, zatytułowanego odkrywczo X-Wing II, Chrisa Freunda, reklamowanego nawet w prasie komputerowej. Wystarczyło wydać 9,95 $, by móc znów sobie postrzelać na TRS-80 do TIE-Fighterów (oraz zniszczyć Gwiazdę Śmierci), i to z odrobinkę lepszą niż poprzednio grafiką. A prawnicy Dwudziestowiecznego Lisa – zero reakcji. Dziś nie do pomyślenia. Stare, dobre czasy... J Druga gra na ten komputer to The Empire Strikes! Dzieło Stana Schriefera to mieszanka kosmicznej strategii typu zwanego później „4X” oraz gry akcji. Rozgrywa się w galaktyce Oriona, która to jest kontrolowana przez demonicznego dyktatora. Ale mała grupka rebeliantów walczy, by przywrócić w niej demokrację. W tym celu gracz musi zdobyć 10 wrogich stolic (tzn. stolic planet). „Rebelia liczy na ciebie” – apeluje gra. Brzmi jakoś znajomo...

Jeśli jednak wolicie więcej akcji i lepszą grafikę, to musicie przesiąść się na Apple II i zagrać w japońską Battle of Hoth. Jak nietrudno się domyślić, próbujemy powstrzymać imperialne AT/AT (oraz szturmowców) atakujących rebeliancką bazę na mroźnej planecie Hoth. Jeśli dotrwamy do końca limitu czasu, nie tracąc wszystkich z 7 posiadanych żyć i skutecznie niszcząc siły Imperium, wskakujemy na kolejny level (różniący się od poprzedniego tylko intensywnością wrogiego ataku).


Battle of Hoth

 

1981

Cosik w tym roku midichloriany wyjątkowo nie obrodziły. Znalazłem zaledwie dwie nieoficjalne gry na motywach SW. Najoryginalniejszą z obu J zdaje mi się ta na TRS-80, o jakby znajomym tytule Jedi Knight: Warriors of the Old Republic. Ta kolejna strategiczno-ekonomiczna gra ewidentnie zakochanego w Gwiezdnych wojnach Stana Schriefera nie odtwarza epizodów z filmu, a opowiada własną historię osadzoną w uniwersum SW. „Republika chyli się ku upadkowi. Darth Vader zabija ostatnich rycerzy Jedi. Teraz wszystko zależy od ciebie. Musisz powstrzymać Vadera i pokrzyżować jego plany. Ale by tego dokonać, musisz zdobyć sławę i pozyskiwać ludzi dla swej sprawy. Zbieraj darowizny, zaprzyjaźniaj się ze sprzyjającymi Rebelii kupcami. Ale strzeż się Ciemnej Strony Mocy. Los Republiki w twoich rękach”. I to w tej grze po raz pierwszy możemy pojedynkować się na miecze świetle. W turach zresztą... No kurczę, pograłbym! Przydałby się remake…

Star Clones to pakiet czterech minigier wydanych przez Creative Computing Software na Apple II. Wszystkie odtwarzają epizody z dwóch pierwszych filmów z tej sagi. Pierwsza to Clone Trooper Onslaught, gdzie za pomocą laserowego działka dziesiątkujemy szturmowców. W Attack of the Metal Monsters powstrzymujemy śniegołazy za pomocą myśliwca. Desert Scout Daredevil to rodzaj ścigałki, śmigamy śmigaczem pomiędzy okopami pełnymi szturmowców, usiłującymi zestrzelić pojazd gracza. (Nie pytajcie mnie, dlaczego to robimy...). W ostatniej, Assault on Star Clone City, manewrujemy naszym statkiem w polu asteroid, gdzie roi się też od wrogich myśliwców. A wszystko po to, by dokonać ataku na miasto przeciwnika.

1982

Tu też byli chętni, aby wskoczyć na ów rozpędzony hype(rspace) train. Zaczniemy od Star Strike. Gra powstała na konsolę Intellivision, gdzie zresztą sprzedała się w rekordowej liczbie 800 000 egz. Szybko więc sportowano ją na Atari 2600. Fabuła nawiązuje do bitwy o Yavin. Oto Ziemia jest w zasięgu superbroni obcej cywilizacji, a gracz sterując gwiezdnym myśliwcem, uzbrojonym w lasery i bomby, śmiga nad powierzchnią wrogiego pancernika, usiłując zniszczyć pięć kluczowych elementów jego uzbrojenia.

Co ciekawe, w nasz statek wbudowano specyficzny model uszkodzeń – kolejne trafienia powodują np. chwilowe usterki systemów broni, utratę manewrowości i wysokości. W trakcie walki nieustannie tyka zegar, odliczający do zera (czyli do momentu zniszczenia Ziemi). Niszczenie wrogich statków dodaje parę sekund do licznika. Gra ma dwa stopnie trudności, na tym wyższym każdy z celów musi być zniszczony pierwszym atakiem. Patrząc na screen, nie ma się zresztą wątpliwości, co było inspiracją dla twórców. (W innej grze na tę konsolę, Space Spartans, atakowały nas niekończące się fale wrogów dziwnie jakoś przypominających myśliwiec Dartha Vadera. Warto wspomnieć, że gra ta wykorzystywała syntezę mowy).

Star Strike

W 1982 TRS-80 był już beznadziejnie przestarzały, nic więc dziwnego, że konieczne stało się wypuszczenie jego ulepszonej wersji. Czyli TRS-80 CoCo  (Color Computer). Do 32 kB RAM-u, lepszy procesor, grafika w rozdzielczości rzędu 256 x 192, 16 kolorów, dźwięk itd. przedłużyły jego żywot o dobrych kilka lat. Jedną z gier, która miała zachęcać potencjalnych nabywców tej maszynki, było The Force. Co miała do zaoferowania? Cóż, lot X-Wingiem w tunelu, strzelanie do TIE-Fighterów i unikanie rozmaitych przeszkód.
 

The Force

Star Wars: The Empire Strikes Back na A2600 i Intellivision rzuca nas w czas, gdy Imperium szturmuje bazę rebeliantów. Wcielamy się w Łukasza Niebochoda, który latając w snowspeederze, desperacko odpiera nacierające AT/AT. Może takowe zniszczyć poprzez wielokrotne trafienia (30-48 w zależności od wersji gry) w kadłub lub „głowę” (strzały w nogi nie dają efektu). W miarę ponoszonych uszkodzeń monstrum zmienia swój kolor od czerni do sygnalizującej krytyczny stan żółci. Podobnie zresztą zmienia barwę nasz pojazd (ale go możemy naprawić, o ile uda się nam wylądować). Imperialni obok blasterowego ostrzału mogą odpalać w naszą stronę samonaprowadzające się pociski, za to gracz od czasu do czasu czuje zew Mocy i wtedy przez chwilkę staje się nietykalny. Gra kończy się w momencie, gdy tracimy ostatnie z pięciu żyć lub gdy chociaż jeden AT/AT dotrze do Bazy Echo. Poziom trudności regulowany jest szybkością, z jaką poruszają się maszyny Imperium oraz częstotliwością odpalania inteligentnej amunicji. Recenzenci chwalili grafikę (hmm...) i efekty dźwiękowe, ale np. znany autor sf, Harlan Ellison, wylał na tę grę wiadro pomyj (że trywialna itd.), szczególnie narzekając na to, że tej gry de facto nie można było wygrać, a tylko co najwyżej odroczyć swą porażkę.


Star Wars: The Empire Strikes Back

 

1983

Rok premiery Powrotu Jedi zaowocował kilkoma kolejnymi „nieoficjalami” i, co ważniejsze, w końcu grą komputerową wydaną z oficjalnym błogosławieństwem George’a L. Zaczniemy od nielegali. Death Star (nie mylić z późniejszym Death Star Interceptor!) na Commodore 64 (plus port na ZX Spectrum) to znów klasyczny tunelowiec, widziany w TPP. Sterowaliśmy statkiem przypominającym raczej imperialny krążownik niż X-Winga, przeciwnicy standardowo TIE-kształtni. W TIE-Fighter, stworzonej na ośmiobitowe Atari, też strzelaliśmy do tych myśliwców atakujących naszą bazę, ale z perspektywy pierwszej osoby. Jeśli pilot imperium uniknął naszego ognia i zniknął za krawędzią ekranu – game over. Atarowcy mogli też popykać w Attack on the Death Star, czyli kolejnego sztampowego „tunelowca”, z tą różnicą w stosunku do filmu, że musieliśmy zniszczyć aż pięć reaktorów Gwiazdy Śmierci, zanim trafił ją wreszcie szlag. Nawiasem mówiąc, gra doczekała się reedycji w 1987, ale nosiła już wtedy tytuł Attack on the Doomstar. Ciekawe czemu... J


Death Star Interceptor

Posiadacze Atari 2600 mogli za to zostać Jedi i pomachać sobie mieczem świetlnym w grze Jedi Arena. Inspiracją jest scena z pierwszego „Star Wars”, gdy Luke na pokładzie Sokoła Millenium trenuje z mieczem świetlnym. W grze mamy dwóch Jedi, zwróconych ku sobie i widzianych od góry. Gracz wciela się w niebieskiego, czerwonym steruje AI lub drugi gracz. Odbijamy promienie wystrzeliwane z seekera, starając się skierować je w stronę przeciwnika. Jeśli oponent zostanie trzykrotnie trafiony, gra się kończy, a grający staje się mistrzem Jedi. Gra miała aż cztery stopnie trudności (regulowane szybkością seekera i częstotliwością strzałów – przy czym na czwartym kula treningowa była niewidzialna). W moim prywatnym rankingu ta zdaje mi się najbardziej nudna i denna z wszystkich możliwych adaptacji starwarsów ever, choć konkurencja tu naprawdę spora.


Jedi Arena

Pierwotnie przeznaczona na konsole i komputery Atari (w 1984 doczekała się portu na Spectrum) Star Wars Return of the Jedi: Death Star Battle, to pierwsza gra bazująca na motywach trzeciej części(*) gwiezdnej sagi. Do tego gra składała się aż z dwóch oddzielnych faz. W pierwszej sterowaliśmy Sokołem Millenium i zwalczaliśmy imperialne myśliwce, w oczekiwaniu aż Luke & friends wyłączą pole siłowe chroniące drugą Gwiazdę Śmierci. W drugiej fazie atakowaliśmy centralny reaktor tej stacji bojowej, a potem wialiśmy, ile sił. O ile wszystko poszło z planem, to zaczynaliśmy wszystko od nowa, ale na wyższym stopniu trudności.

 

Star Wars Return of the Jedi: Death Star Battle

 

Naszą wędrówkę przez czas i przestrzeń zakończymy na atarowskim Star Wars Arcade Game. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi jest to pierwsza gra wideo oficjalnie osadzona w tym uniwersum. I nie da się ukryć, że to najlepszy Starwars, jaki do tej pory powstał. I jedna z klasycznych gier w historii branży. Mamy tam znakomitą jak na owe czasy wektorową grafikę 3D, liczne speeche rodem z filmu (od bipnięć R2D2 i porykiwań Chewiego, po głosy aktorów). Gra wprawdzie tradycyjnie koncentruje się na finałowych scenach ataku na pierwszą Gwiazdę Śmierci, ale składa się z aż trzech różnych faz. Do tego jedna z wersji automatu „emulowała” kokpit X-Winga. Krótko mówiąc, gra emanowała silną Mocą, stała się wielkim przebojem i doczekała się masy konwersji, nawet na 16-bitowce. Można powiedzieć, że od tego momentu gry osadzone w tym uniwersum osiągnęły dojrzałość.

 

Star Wars Arcade Game

 

(*) Wiem, że obowiązuje obecnie inna numeracja, ale skoro to sentymentalna podróż w czasie, to pamiętajcie, że wtedy nikomu się nie śniło o kolejnych filmach z tej serii i „Powrót” był jej częścią trzecią i ostatnią.

Redaktor
Smuggler

Byt teoretycznie wirtualny. Fan whisky (acz od lat więcej kupuje, niż konsumuje), maniak kotów, psychofan Mass Effecta, miłośnik dobrego jedzenia, fotograf amator z ambicjami. Lubi stare, klasyczne s.f., nie cierpi ludzkiej głupoty i hipokryzji, uwielbia sarkazm i „suchary”. Fan astronomii, a szczególnie ośmiu gwiazd.

Profil
Wpisów153

Obserwujących36

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze