2
9.01.2023, 18:35Lektura na 5 minut

[Sprawdzam] Wystarczy tej pracy

W poniedziałek wieczorem zabieram was na spacer do starego kamieniołomu, później na wycieczkę do renesansowych Włoch, a wreszcie na przejażdżkę wielbłądem przez gorącą Saharę.


Iza „9kier” Pogiernicka

The Quarry

Supermassive Games | PC, PS5, PS4, XSX, XBO | interaktywny film • horror

Supermassive Games, podobnie jak niegdyś Telltale, zdecydowało się na jedną formułę i robi w kółko tę samą grę, w której zmienia się tylko scenariusz. Tak się złożyło, że choć grałam wcześniej w większość produkcji studia – Until Dawn, Man of Medan i Little Hope – nie udało mi się ukończyć żadnej z nich. A to się nudziłam i nie chciało mi się dalej grać, a to nie ogarniałam QTE na padzie i umierała prowadzona przeze mnie postać, więc nudziłam się, patrząc, jak grają inni. Drugą połowę The Quarry także przesiedziałam w trybie obserwatora – co ciekawe, nie w wyniku decyzji podjętych przeze mnie, tylko przez innych graczy, i wielka szkoda, że gra na to pozwoliła – ale zdążyłam trochę pograć, a i później okazjonalnie kradłam komuś pada. Niedługą, składającą się z dziesięciu rozdziałów fabułę rozbiliśmy na trzy wieczory, podczas których prowadziliśmy grupę nastoletnich opiekunów na obozie harcerskim. Fabułę przemilczę, bo to jedna z tych opowieści, które łatwo zepsuć spoilerem (musicie wiedzieć tylko tyle, że jest średniakiem); opierająca się na QTE, okazjonalnej eksploracji i wyborach mechanika jest natomiast taka jak do tej pory. Jednocześnie – i mówię to jako pececiara, która notorycznie myli symbole z padów do Xboksa i PlayStation – QTE wydają się znacznie łatwiejsze niż do tej pory. Nie ma mowy o szukaniu odpowiedniego przycisku, bo gra wymaga zawsze tego samego, celowanie (np. z broni) jest rzadkie, a największy ciężar przyjmuje na siebie gałka kontrolera, którą trzeba bujnąć w odpowiednią stronę w dobrym momencie. Dobrze, że developerzy idą w tym kierunku przystępności. Gorzej, że nagłe zakończenie pozostawiło całą naszą 7-osobową grupę z poczuciem niedosytu i rozczarowania.


The House of Da Vinci 3

Blue Brain Games | PC, NS, And, iOS | logiczna • przygodowa

Od parunastu tygodni regularnie zaglądałam na stronę logicznego The House of Da Vinci 3 na Steamie, żeby sprawdzić, czy już wyszło. Mijały dni, miesiące, zaczął się okres przedświąteczny, a tam jak byk ciągle napisane było „jesień 2022”. Im bliżej było końca roku, tym usilniej sprawdzałam, aż wreszcie zaplanowałam niemal dwutygodniowy wyjazd poza Polskę z wylotem 23 grudnia – i oczywiście developerzy musieli na wtedy ustalić datę premiery. Nie mam im za złe drobnego spóźnienia, ale to, że nie miałam przy sobie komputera i musiałam czekać z graniem do 2023, już tak! Ale do rzeczy – The House of Da Vinci 3 wieńczy opowieść o niesamowitych odkryciach Da Vinciego, magicznych artefaktach, zakonnych intrygach, zabójcach i, przede wszystkich, złożonych mechanizmach. Tych, którzy mieli wcześniej do czynienia z serią The Room, ucieszy wiadomość, że Dom Da Vinciego jest takim Pokojem, tyle że ładniejszym i w konwencji wyrwanej z książek Dana Browna. Tu coś trzeba przekręcić, przesunąć, wyciągnąć, tam pociągnąć, wcisnąć, popchnąć czy policzyć. Niemal każde pomieszczenie to jedna duża łamigłówka złożona z paru mniejszych . Mam wrażenie, że na początku miało to więcej sensu fabularnego – w końcu Da Vinci testował, czy postać gracza nadaje się na jego ucznia – i zagadki były bardziej logiczne, ale i „trójka” dała mi po powrocie z urlopu kilkanaście godzin radości. Polecam wyczekiwać przeceny (zwłaszcza pierwszej i drugiej części), bo tak klimatycznych i satysfakcjonujących gier logicznych nie powstaje wcale tak wiele, a już na pewno nie takich z polskim tłumaczeniem.


Camel Up

Steffen Bogen | planszówka • wyścig wielbłądów • hazard

Ze wszystkich planszówek i karcianek ogrywanych na urlopie to Camel Up spodobało mi się najbardziej – i nic dziwnego, w końcu polega w dużym stopniu na hazardzie, a ja spędziłam połowę mojego czasu z Borderlands przy automatach. W grze Steffena Bogena w wyścigu startuje grupa wielbłądów, ale to nie w nie wcielają się gracze. Ci obstawiają, który ze zwierzaków będzie na pierwszym miejscu pod koniec kolejki, który ostatecznie zwycięży, a który przegra – i robią zakłady. Wielbłądy włażą jeden na drugiego niczym w „Pędzących żółwiach”, a niektóre z nich są szalone i biegną wspak. Większość (nie wszystko, bo można też sobie wzajemnie przeszkadzać, ale to mało efektywne) i tak rozstrzygają kolejne rzuty k6 i muszę przyznać, że to one wiążą się z moim drugim ulubionym aspektem Camel Up – kozacką piramidą, z której wylatują kości. Najlepszym elementem gry są oczywiście rozkładające się razem z planszą trójwymiarowe palmy, do których zapałałam natychmiastowym uczuciem. Po rzuceniu okiem na okładkę prawie wykręciłam się z grania, ale cieszę się, że tego nie zrobiłam, bo popełniłabym duży (wiel)błąd.

„Sprawdzam” to cykliczny segment, w którym co poniedziałek przyglądam się trzem ogrywanym akurat produkcjom – głównie niezależnym, ale nie tylko. Jeżeli ci się podoba, zachęcam do rzucenia okiem na POPRZEDNIE ODCINKI.

Jeśli masz ochotę razem ze mną poznawać nowe tytuły, zapraszam na MÓJ KANAŁ NA TWITCHU (od wtorku do czwartku od ok. 13, w piątki od ok. 13 lub 18, w soboty od ok. 16). Do zobaczenia!

Redaktor
Iza „9kier” Pogiernicka

Streamuję w przyjemnej atmosferze gry, których nie znasz. Zajrzyj: www.twitch.tv/9kier ;)

Profil
Wpisów319

Obserwujących24

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane